Firmy budujące mieszkania nie zwalniają tempa. Przez cztery pierwsze miesiące 2015 r. deweloperzy rozpoczęli budowę o jedną czwartą więcej mieszkań niż w analogicznym okresie 2014 r. Dane GUS mówią również o większej liczbie uzyskanych przez firmy pozwoleń na budowę.
W biurach sprzedaży nie brakuje chętnych. Firma Reas w raporcie za I kwartał tego roku nie tylko wskazuje na rekordową sprzedaż mieszkań deweloperskich, ale i na lekki wzrost średnich cen rynkowych. Do zakupu zachęcają tanie kredytymieszkaniowe i chęć uniknięcia corocznej podwyżki obowiązkowego wkładu własnego. Ale powodów jest więcej.
— Rynek nakręcają kupujący mieszkania na wynajem. Ostatnio duża część pieniędzy jest wycofywana z banków i inwestowana w nieruchomości. Mieszkania o małym metrażu i w niewygórowanych cenach gwarantują stopę zwrotu 6 proc. rocznie — mówi Wojciech Stisz z firmy Barc.
Deweloperzy przyznają, że na niektórych osiedlach przeważająca część mieszkań sprzedaje się bez wsparcia kredytowego. Choć są też takie, w których większość kupujących korzysta z rządowych dopłat do kredytów w ramach programu Mieszkanie dla młodych (MdM). Niestety, bardzo wiele mieszkań na rynku nie kwalifikuje się do pomocy w ramach MdM. W Warszawie wciąż najłatwiej ubiegać się o nią, kupując lokal na Białołęce.
— Na osiedlach powstających w tej dzielnicy jest zdecydowanie najwięcej mieszkań, przy zakupie których można skorzystać z programu. Ceny za metr są tu nawet o kilka tysięcy złotych niższe od średniej stawki w Warszawie, sięgającej prawie 8 tys. zł — informuje Wojciech Stisz Największym wzięciem cieszą się małe „dwójki” i „trójki” do 55 mkw.
Analitycy podkreślają, że takich ofert poszukują przede wszystkim ludzie młodzi, kupują swoje pierwsze mieszkanie. Możliwości nabywcze młodych Polaków są teraz mniejsze niż w latach 2003-04, kiedy średnia krajowa pensja netto wystarczała na zakup 1,3-1,4 mkw. mieszkania.
Jak obliczają analitycy rynkowi, obecnie mający takie zarobki mogą sobie pozwolić na kupno 0,67 mkw. mieszkania. W latach 2003-07 także miesięczna rata spłaty kredytu pochłaniała mniejszą część wynagrodzenia niż obecnie.
Wtedy, jak wyliczają specjaliści na podstawie danych GUS i NBP, singiel zatrudniony na pełen etat wydawał jedynie 20-25 proc. wynagrodzenia na spłatę kredytu w złotych na 50-metrowe mieszkanie i z 20 proc. wkładem własnym. W 2014 r. musiał przeznaczyć na miesięczną ratę kredytową już jedną trzecią wynagrodzenia. Mimo to mieszkania sprzedają się w rekordowo.