Rekordowe żniwa ubezpieczeń

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2009-03-18 00:00

Banki i podatek Belki stoją za skokiem składki. Lider — PZU — trzyma się mocno, ale na kolejnych miejscach spore przetasowania.

W 2008 r. wydaliśmy na polisy 59,4 mld zł, a towarzystwa zarobiły na czysto 6 mld zł

Banki i podatek Belki stoją za skokiem składki. Lider — PZU — trzyma się mocno, ale na kolejnych miejscach spore przetasowania.

Polacy przekonali się, że przezorny zawsze ubezpieczony — taki wniosek płynie z danych za 2008 r. zebranych przez Polską Izbę Ubezpieczeń (PIU). Na polisy wydaliśmy 59,4 mld zł, czyli o 15,8 mld zł (36 proc.) więcej niż w 2007 r. Statystycznie każdy Polak wysupłał ponad 1,5 tys. zł. Taki wzrost świadomości ubezpieczeniowej Polaków to jednak złudzenie. Skokowy wzrost przypisu jest zasługą ubezpieczyli życiowych, którzy zebrali blisko 40 mld zł, o 13,5 mld zł więcej niż przed rokiem. W większości większy przypis nie pochodzi z polis ochronnych, lecz z tzw. antybelek (lokaty opakowane w polisę, dzięki czemu zysk zwolniony jest z podatku Belki). A takie produkty zdaniem ekspertów mają niewiele wspólnego z ubezpieczeniami. Potwierdzają to wyniki — mimo wzrostu przypisu o jedną trzecią, towarzystwa życiowe zarobił na czysto tylko 2,6 mld zł, czyli o blisko 700 mln zł mniej niż przed rokiem.

— Dynamiczny rozwój kanału bancassurance spowodował, że składka skoczyła lawinowo. Jednak zyski już nie. Wzrost sprzedaży oparty był przede wszystkim na niskomarżowych polisach bankowych, zwane potocznie antybelkami. Dlatego w przypadku polis na życie sam przypis składki już dawno przestał być miarodajnym wskaźnikiem siły zakładów — mówi Marcin Tarczyński, analityk PIU.

Kto ma bank, rządzi

Sprzedaż polisolokat ustawiał też hierarchię na rynku. Towarzystwa, które mają w grupie bank: ING i Warta, wskoczyły do czołówki, wypychając z niej m.in. Aegona, który opiera się na polisach powiązanych z funduszami inwestycyjnymi. Według danych PIU, sprzedaż tych polis spadła o 47 proc. Liderem pozostaje PZU, któremu udało się o 5 proc. powiększyć udział w rynku.

Zdrowszy był rynek ubezpieczeń majątkowych. Składka wzrosła o 2,3 mld zł (12,8 proc.).

— To zasługa przede wszystkim boomu kredytowego. Ubezpieczano zarówno nowo zakupione mieszkania, jak i kredyty wzięte na ich zakup. Wpływ miała też duża liczba nowych oraz sprowadzonych do Polski samochodów. Nie można jednak zapominać, że do końca 2008 r. obowiązywał tzw. podatek Religi, który także miał swój udział we wzroście składek z OC — mówi Marcin Tarczyński.

Według wyliczeń PIU, składka z ryzyk finansowych wzrosła o 21 proc., OC komunikacyjnego o 14 proc., a AC o 11 proc.

Na pozycji lidera niezagrożone jest PZU, które ma 40,4 proc. rynku. W rok oddało jednak rywalom ponad 10 proc. rynku.

— Rozumiejąc znaczenie udziałów rynkowych, deklarujemy walkę o ich utrzymanie. Nie będziemy jednak walczyć za każdą cenę. Negatywne tendencje są w znacznej mierze wynikiem czyszczenia portfela, czyli odchodzenia od produktów o słabej rentowności. Nie bez znaczenia pozostaje znacząca intensyfikacja działań marketingowych branży, o czym świadczy rosnący poziom wydatków na reklamę. W drugiej połowie roku PZU rozpoczęło wiele programów mających na celu spowolnienie, a w perspektywie dwóch lat zatrzymanie spadku udziałów rynkowych — mówi Witold Jaworski, członek zarządu PZU.

Wicelider w tarapatach

Mimo spadku pozycja PZU jest niezagrożona. Inaczej niż wicelidera Warty. Rok temu miała 10,5 proc. rynku i 2,2 proc. przewagi nad trzecią Ergo Hestia. W 2008 r. Warta traciła, a Ergo Hestia zyskiwała i dzieli je już tylko 1 proc.

— Naszą przewagą konkurencyjną jest proces likwidowania szkody, a to buduje lojalność klientów. W obszarze ubezpieczeń korporacyjnych, podobnie jak w detalu, pozostajemy przy sprawdzonym modelu biznesu opartym na indywidualnym, kompleksowym doradzaniu — mówi Małgorzata Makulska, wiceprezes Ergo Hestia.

Grzegorz Nawacki