Rekordowy spadek złotego
Po zapowiedzi Leszka Balcerowicza, ministra finansów, że poda się do dymisji, jeśli Sejm nie zatwierdzi porozumienia w sprawie podatków, nasza waluta już w środę zaczęła ostro pikować. Lawinowy spadek wartości złotego rozpoczął jednak szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych. Obecna wypowiedź ministra finansów, którego zachodni inwestorzy uważają za architekta reform w naszym kraju, spowodowała, dodatkowo, ucieczkę zagranicznego kapitału z naszego kraju.
Wczoraj złoty otworzył się na najniższym w historii poziomie 4,86 proc. poniżej parytetu. Za dolara płacono 4,3220/70 zł, a za euro 4,5416/81 zł. Tak duży spadek naszej waluty był efektem nie sprawdzonych pogłosek, jakie pojawiły się wśród londyńskich inwestorów, że polski minister finansów podał się już do dymisji. Doniesieniom tym zaprzeczyło Ministerstwo Finansów i Unia Wolności, jednak późniejsze oświadczenie ministra, że jednak może zdecydować się na taki krok, utrzymywało naszą walutę na niskim poziomie.
ZANIEPOKOJONY takim stanem rzeczy Jerzy Stopyra, wiceprezes banku centralnego, stwierdził, że poziom naszej waluty nie ma żadnego odzwierciedlenia we wskaźnikach makroekonomicznych, a jego obecne wahania spowodowane są czynnikami politycznymi. Rynek starał się uspokoić również Cezary Józefiak, członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP), który podtrzymał swe wcześniejsze twierdzenia, że spadek wartości złotego to jedynie chwilowa fluktuacja, a nie długoterminowa tendencja. Członek RPP dodał również, że rada przewidując silne wahania na naszym rynku walutowym rozszerzyła pasmo wahań do +/- 15 proc.
W CZASIE trwania sesji nastąpiło uspokojenie rynku, a odchylenie od parytetu ustabilizowało się na poziomie 4,35 proc. poniżej parytetu. Dolar kosztował 4,3070/10 zł, a euro 4,5146/18 zł.
Część specjalistów twierdziła, że tak niski poziom naszej waluty przy jednoczesnym wzroście produkcji przemysłowej spowoduje wzrost handlu zagranicznego. Jednak eksperci obawiają się, że do wzrostu produkcji przemysłowej przyczynił się głównie popyt wewnętrzny i spowoduje on jedynie wzrost importu, a co za tym idzie, zwiększenie deficytu na rachunku obrotów bieżących.