Repatriant rzuca wyzwanie gigantom

opublikowano: 11-07-2014, 00:00

Zbudować lojalność klientów z prowincji i zostać nr 1 w internetowym handlu FMCG — to plan Wiktora Sawosza, Polaka z Białorusi

Na początku lat 90. zaczynał od sprzedaży słodyczy Solidarności, Wawelu i Wedla. Obecnie zarządza wieloma spółkami, w których nazwach są zazwyczaj słowa Brand Distribution. Ich łączne obroty idą w setki milionów złotych.

Zobacz więcej

OJCOWSKIE OLŚNIENIE: Na pomysł sklepu internetowego wpadłem, gdy urodził mi się trzeci syn. Handel płytami CD i książkami w internecie był już powszechny, pojawiał się sprzęt AGD, a po pieluszki trzeba było jechać do supermarketu — opowiada Wiktor Sawosz, właściciel Bdsklepu.pl. [FOT. GK]

— Przychody grupy kapitałowej wyniosły w 2013 r. 416 mln zł — precyzuje jej założyciel Wiktor Sawosz.

Biznesmen z przyczepy

Zaczynał jak wielu — na początku lat 90. Tyle że nie sprzedawał słodyczy w Polsce, ale wiózł je na Białoruś i do Rosji. — Mam tam rodzinę i przyjaciół. Znam mentalność i potrzeby ludzi. Choć jestem Polakiem, do 1992 r. mieszkałem w Grodnie. Chciałem jednak wrócić do Polski, więc złożyłem wniosek o pobyt stały i przyjechałem samochodem z przyczepą kempingową, w której przez pół roku mieszkałem. Dopiero gdy przyszła zima, wprowadziłem się do wujka — wspomina Wiktor Sawosz.

Biznes się rozwijał. Oprócz słodyczy sprzedawały się paczkowana żywność i środki czystości znanych w Polsce marek. Trafiały już nie tylko na Białoruś, ale też do innych krajów byłego ZSRR — Kazachstanu, Uzbekistanu, Armenii i Azerbejdżanu.

— Na początku sam woziłem towar polonezem caro, potem busem, w końcu wysyłałem ciężarówkami. Na Wschodzie import jest obwarowany bardzo specyficznymi przepisami — dlatego od samego początku handlowałem z hurtowniami. Obecnie zaopatruję też sieci sklepów — nie międzynarodowe, ale lokalne, liczące 15-20 marketów — mówi przedsiębiorca.

W 2010 r. zaczął zaopatrywać polski rynek w produkty importowane z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Można je znaleźć w większości sieci marketów działających w Polsce. To głównie chemia gospodarcza, ale też czarny czy czerwony papier toaletowy.

Internetowe ambicje

Grupa Wiktora Sawosza chce mocniej zaistnieć na polskim rynku. Rzuca wyzwanie sklepom internetowym handlującym dobrami szybkozbywalnymi (FMCG). Z 12 do 40 mln zł mają w 2014 r. wzrosnąć przychody założonego kilka lat temu sklepu internetowego Bdsklep.pl.

— Nie oferujemy produktów świeżych, bo ludzie kupują je u lokalnych dostawców. Mimo to chcemy zostać największym przedstawicielem segmentu e-grocery, stać się dla Polaków synonimem internetowych zakupów dóbr szybkozbywalnych, największym tego typu graczem nieposiadającym sklepów stacjonarnych — podkreśla Jacek Palec, prezes Bdsklep.pl.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Na razie rynek zdominowali jednak konkurenci mający stacjonarne zaplecze. Alma Market uzyskała w 2013 r. 63,4 mln zł przychodów ze sklepu internetowego. Poza firmą Jerzego Mazgaja detalicznym handlem internetowym artykułami FMCG zajmują się jeszcze m.in. brytyjska sieć supermarketów Tesco, francuska Auchan, delikatesy Piotr i Paweł rodziny Wosiów i wreszcie typowo internetowe Frisco. pl, związane z funduszem MCI Tomasza Czechowicza. Wielu graczy z tego rynku ma problem z rentownością. Bdsklep.pl nie jest wyjątkiem.

— Walczymy o zbudowanie efektu skali — przyznaje Jacek Palec.

Potencjał prowincji

Część graczy z segmentu e-grocery z założenia nie obsługuje klientów mieszkającychpoza wielkimi miastami, dla Bdsklepu.pl natomiast prowincja to istotna część biznesu.

— Naszym głównym rynkiem jest Warszawa i pięć innych największych miast. Kolejnymi nie są jednak byłe miasta wojewódzkie, ale naprawdę małe miejscowości. To one generują około 40 proc. naszych przychodów ze sprzedaży i ponad połowę liczby zamówień — mówi Jacek Palec.

— Wbrew pozorom 40 proc. sprzedaży na prowincji to nie jest dużo. Potencjał jest większy. Tylko na wsi mieszka 39,6 proc. Polaków, a są jeszcze małe miasta. Tamtejsze gospodarstwa domowe są biedniejsze, ale można przyjąć, że każde ma już dostęp do szerokopasmowego internetu. Znaczenie małych miejscowości w handlu internetowym będzie więc wzrastać. Może się okazać, że ten, kto pierwszy się tam zakorzeni, zbuduje na tym swój sukces. Z drugiej strony, sukces przyciągnie konkurencję. W zakupach on-line bardzo istotna jest znana marka sklepu. Bdsklep.pl na razie nią nie jest, podobnie zresztą jak działające w dużych miastach Frisco.pl. Może więc pojawić się konkurent, który odbierze im klientów — komentuje Grzegorz Łaptaś, dyrektor w dziale konsultingu PWC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy