Resort gospodarki jest winny bałaganu z importem stali

Aneta Królak
23-04-2002, 00:00

Andrzej Ciepiela z Polskiej Unii Dystrybutorów Stali podkreśla, że ochrona polskiego hutnictwa przed nadmiernym importem stali z zagranicy jest posunięciem w pełni zrozumiałym i akceptowanym przez dystrybutorów. Ma jednak zastrzeżenia co do czasu wprowadzenia obowiązku posiadania pozwoleń na import.

- Joanna Wrześniewska (Polsat): Stał Pan dziś w Ministerstwie Gospodarki w długiej kolejce. Po co ta kolejka stała?

- Andrzej Ciepiela (Polska Unia Dystrybutorów Stali): Po pozwolenia na sprowadzanie stali do Polski.

- Dlaczego, według resortu gospodarki, potrzebne są te pozwolenia. Skąd taki pomysł?

- Na to pytanie powinno odpowiedzieć MG. Myślę jednak, że resort chroni polskie hutnictwo.

- Dlaczego dystrybutorzy nie chcą kupować polskiej stali?

- Polska Unia Dystrybutorów Stali nie zrzesza wszystkich operatorów działających na rynku. Mniej więcej 50 proc. rynku znajduje się w naszych rękach. Oceniamy, że import stali kształtuje się na poziomie 16 proc. To nie jest tak dużo. Chcemy kupować rodzimą stal. Importujemy ją właściwie na życzenie polskich hut, które często nie nadążały z logistyką, nie były wystarczająco elastyczne, otwarte i nastawione na klienta. Rynek jest wymagający. Dystrybutorzy muszą dostarczać stal do odbiorcy. Jeśli tego nie zrobią, wypadną z rynku. Jeśli nie dostaną stali od polskich producentów, muszą się ratować importem. Jest poza tym szereg produktów, które nie są produkowane w Polsce, one muszą być sprowadzane. W przypadku pozostałego asortymentu, moglibyśmy wypracować metody, które pozwoliłyby nam na zminimalizowanie importu.

- To przed czym rząd chce bronić polski rynek stali, skoro produkujemy jej za mało, albo nie tą, która jest potrzebna?

- Konsumpcja stali w Polsce sięga 7,5-7,6 mln ton rocznie. Nie jest jej za mało, niedługo będziemy mieli nadprodukcję. Jest za droga. Tańsza jest tylko ze Wschodu, ale nie zawsze lepsza jakościowo. Nadmierny import ze Wschodu może zniszczyć polski rynek. To jest niebezpieczna konkurencja.

- Czy dystrybutorzy nie obawiają się, że rząd wprowadzi nie tylko pozwolenia, ale też kontyngenty, limity, wyższe cła?

- Ci, którzy żyją z tego importu, z pewnością nie są zadowoleni. Na razie jednak nie mówimy o cłach, tylko możemy się ich domyślać. Natomiast MG wprowadziło obowiązkowy monitoring wyrobów hutniczych sprowadzanych z zagranicy. Nasze obawy budzi sposób wprowadzenia tego obowiązku.

- Dystrybutorzy ponieśli jakieś straty?

- Przepis wszedł w życie z piątku na sobotę. W sobotę MG nie pracuje, natomiast granice i urzędy celne — tak. Dystrybutorzy ponoszą straty z tytułu zatrzymania transportu na granicy. Płacą tzw. osiowe, jest to kwota rzędu 300 EUR za dzień postoju jednego samochodu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aneta Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Media / Resort gospodarki jest winny bałaganu z importem stali