Resort zdrowia znów stawia pod ścianą zagraniczne firmy, żądając obniżki cen leków. Producenci mówią: to łamanie prawa.
Nową metodę obniżania cen leków refundowanych przygotował zespół ds. gospodarki lekowej, działający przy ministrze zdrowia. Metoda jest prosta: jeśli lek oryginalny będzie o 50 proc. droższy od swojego odpowiednika, zostanie wykreślony z listy refundacyjnej. Grozi to co najmniej kilkudziesięciu preparatom.
Woda w usta
Producenci zapytali Leszka Sikorskiego, ministra zdrowia, na jakiej podstawie żąda takich obniżek. Od 6 kwietnia czekają na odpowiedź, która miała wpłynąć dwa dni później, po zakończeniu obrad zespołu.
— Brak odpowiedzi świadczy o tym, że autorom pomysłu brak argumentów — uważa Robert Pachocki, wiceprezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska.
Zagraniczne firmy, które najbardziej odczują skutki, uważają, że po sporze marżowo-cenowym (chodzi o zarzut zawyżania cen w imporcie leków) to ciąg dalszy nagonki resortu. Ministerstwo wie, że obecność na liście refundacyjnej jest dla wielu firm farmaceutycznych być albo nie być na polskim rynku.
— To świadoma polityka ministerstwa zdrowia przeciwko koncernom, która graniczy z szantażem — mówi Paweł Piotrowski, szef Stowarzyszenia Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce.
Każda firma prowadzi indywidualne negocjacje cenowe z resortem. Branża jest przekonana, że jeśli stanowisko ministerstwa nie zmieni się, producenci będą w sądach walczyć o miejsce na liście leków refundowanych.
Wczoraj nie uzyskaliśmy komentarza ministerstwa. Wcześniej resort zapewniał, że obniżanie cen leków ma zwiększyć dostęp do nich pacjentom i obniżyć wydatki budżetu na refundację. Producenci uważają, że działanie jest niezgodne z prawem, a efekt będzie mizerny.
Niedźwiedzia przysługa
— Zaproponowane kryterium jest niezgodne z polską konstytucją i przepisami unijnymi. A dotyka także firm polskich i na nich może odbić się najgorzej. Dla małej spółki obniżenie ceny głównego leku o 10 gr może skończyć się bankructwem. Od sześciu lat na listach refundacyjnych nie pojawiły się żadne nowe cząsteczki, a leki innowacyjne, które już na nich są, próbuje się wykreślić — mówi Robert Pachocki.
— Teraz pacjent może poprosić lekarza lub aptekarza o tańszy odpowiednik leku. Jeśli z listy znikną droższe leki nowoczesne, będzie miał dostęp tylko do starszych preparatów. A przecież nowa forma leku musi być droższa, bo jej opracowanie kosztuje — wyjaśnia Mariusz Gajowniczek, prezes Valeant Polska.