Resort zdrowia docisnął farmację

Alina Treptow
opublikowano: 2013-10-01 00:00

Ministerstwo znów próbuje wymusić na producentach leków potężne obniżki cen. Gospodarka płaci brakiem inwestycji i zwolnieniami

W branży farmaceutycznej temperatura zaczyna niebezpiecznie się podnosić. Wszystko za sprawą negocjacji, które prowadzi Ministerstwo Zdrowia (MZ) z producentami farmaceutyków w sprawie wejścia do systemu refundacji. Jak twierdzi Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska, urzędnicypróbują wymuszać na firmach bardzo duże obniżki cen leków.

ZŁY I DOBRY
 POLICJANT:
 Polityka
 Ministerstwa
 Zdrowia, którego
 szefem jest Bartosz
 Arłukowicz (na zdj.), uderza
 w krajowy przemysł
 farmaceutyczny
 — uważają
 eksperci. Zdaniem
 Ireny Rej, prezes
 Izby Gospodarczej
 Farmacja Polska,
 jeśli nic się nie
 zmieni, rynek
 może pożegnać się
 z rosnącą sprzedażą,
 inwestycjami
 i wzrostem zatrudnienia.
 Ministerstwo
 Gospodarki, zarządzane
 przez Janusza
 Piechocińskiego,
 chce pomóc.
 [FOT. WM]
ZŁY I DOBRY POLICJANT: Polityka Ministerstwa Zdrowia, którego szefem jest Bartosz Arłukowicz (na zdj.), uderza w krajowy przemysł farmaceutyczny — uważają eksperci. Zdaniem Ireny Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska, jeśli nic się nie zmieni, rynek może pożegnać się z rosnącą sprzedażą, inwestycjami i wzrostem zatrudnienia. Ministerstwo Gospodarki, zarządzane przez Janusza Piechocińskiego, chce pomóc. [FOT. WM]
None
None

— Zdarza się, że sięgają kilkudziesięciu procent. Znaczna część producentów podpisuje tzw. protokoły rozbieżności [oznaczające, że MZ i przedsiębiorca nie doszli do porozumienia — red.]. Są tacy, którzy nie zgodzili się na obniżenie ceny dla ponad połowy produktów ze swojego portfela. Można więc się spodziewać, że na nowej liście leków refundowanych, która będzie obowiązywała od 1 stycznia 2014 r., zabraknie wielu farmaceutyków. Jeśli resort i wytwórcy nie dojdą do porozumienia, z listy może wypaść nawet 30 proc. produktów — alarmuje Irena Rej.

To nie koniec rozmów

Firmy farmaceutyczne nie chcą i nie mogą wypowiadać się oficjalnie na temat prowadzonych negocjacji — wiążą je protokoły poufności. Część przedsiębiorców skarży się jednak, że wymagane obniżki są nie do przyjęcia.

— W niektórych przypadkach cena proponowana przez resort zdrowia nie pokrywa nawet kosztów produkcji, trudno więc, aby firma się na nią zgodziła. Niestety, ciągle pokutuje stereotyp, że koncerny farmaceutyczne realizują gigantyczne zyski. Nie uwzględnia się specyfiki biznesu — dużych wydatków, jakie producenci leków ponoszą na rejestracje czy dostosowanie się do nowych regulacji krajowych i unijnych, oraz kosztów prac badawczo-rozwojowych — mówi menedżer zarządzający jedną z firm farmaceutycznych, chcący zachować anonimowość.

Część prezesów i dyrektorów liczy, że uda się dojść do porozumienia z ministerstwem, a podpisane protokoły rozbieżności to nie koniec negocjacji. Po rozmowach z firmami komisja ekonomiczna decyduje, czy dany lek trafi na listę. Jeśli podpisano protokół rozbieżności, a komisja uzna, że preparat powinien być refundowany, resort może wrócić do negocjacji z producentem.

— W niektórych przypadkach udało się nam dojść do konsensu, w innych nie. Liczymy jednak, że to nie koniec rozmów — mówi prezes zagranicznej firmy farmaceutycznej, specjalizującej się w produkcji leków innowacyjnych.

Cytryna bez soku

Irena Rej twierdzi, że problemy mają zarówno firmy innowacyjne, jak i generyczne.Jej zdaniem, resort zdrowia powinien wziąć pod uwagę, że możliwości obniżek powoli się kończą.

— Jak z cytryny — w pewnym momencie nie ma już czego wyciskać. Już w zeszłym roku resort zdrowia wymusił spore obniżki w farmacji. Okazuje się, że w tym roku wymaga równie dużych. A firmy farmaceutyczne to przecież nie organizacje charytatywne, choć czasami mam wrażenie, że niektórzy tego od nich oczekują. Jeśli polityka resortu zdrowia nie zmieni się w kolejnych latach, według naszych wyliczeń, za dwa lata ceny leków będą tak niskie, że rynek się załamie — mówi Irena Rej.

Choć do końca roku zostały jeszcze trzy miesiące, firmy zaczynają kreślić czarne scenariusze — co się stanie, jeśli nie dojdzie do porozumienia na linii resort zdrowia — producenci.

Według menedżera jednej z zagranicznych firm farmaceutycznych, chcącego zachować anonimowość, firmy zaczną wycofywać z listy swoje produkty. Co to oznacza?

— Będą musiały liczyć się z obniżką przychodów związaną ze spadkiem produkcji i sprzedaży. To każe im się zastanowić, czy Polska to dobre miejsce na fabrykę. Może lepiej będzie przenieść produkcję na południe Europy albo do Indii czy Chin. Być może nie stanie się to za 2-3 lata, ale za 5-10. Oczywiście to są czarne wizje, ale jeśli nie zmieni się nastawienie rządzących wobec przemysłu farmaceutycznego, mogą się spełnić — uważa nasz rozmówca.

Wieści o trudnej sytuacji w farmacji dotarły do Ministerstwa Gospodarki (MG), które chce wspomóc sektor. W zeszłym tygodniu odbyło się spotkanie przedstawicieli resortów zdrowia i gospodarki oraz branży farmaceutycznej. Uczestnicy próbowali m.in. odpowiedzieć na pytanie, dlaczego branża nie inwestuje. Przedsiębiorcy liczą, że dzięki współpracy oba ministerstwa zaczną mówić jednym głosem. Dzisiaj to, co jest korzystne z punktu widzenia MZ, nie zawsze podoba się MG. Na ustawie refundacyjnej Narodowy Fundusz Zdrowia zaoszczędził ok. 2 mld zł. Gospodarka jednak nie skorzystała — według ostatnich wyliczeń, pracę straciło blisko 20 tys. osób, a inwestycje zostały wstrzymane.

OKIEM EKSPERTA

Jeden wygrany, rzesza przegranych

ZDZISŁAW SABIŁŁO

ekspert Pharma Business Administration

Słyszałem, że wiele firm farmaceutycznych nie zgodziło się na ceny proponowane przez resort zdrowia. Sądzę, że ministerstwo tymi obniżkami próbuje walczyć z negatywnym wizerunkiem, jaki ma ostatnio w mediach. Pacjenci skarżą się na wysokie ceny leków, więc urzędnicy próbują je obniżyć. Sęk w tym, że dopłaty pacjentów wynikają nie z wysokich cen leków — bo w Polsce mamy jedne z najniższych w Europie — ale z małych dopłat państwa. Ustawa refundacyjna ma tylko jednego beneficjenta — NFZ. Polityka resortu, jeśli będzie kontynuowana, może spowodować fatalne skutki, m.in. dalsze zwolnienia.