Resortowy kubeł zimnej wody

Zużywasz wodę? Płać za nią — uważa resort środowiska. Hodowcy ryb biją na alarm, energetycy chcą ulg.

Przed Wigilią hodowcy ryb odłowili karpie i spuścili wodę ze stawów. Na przedwiośniu powinni znów napełnić zbiorniki, odnowić hodowlę i rozpocząć przygotowania do kolejnych świąt. Zanim jednak nadejdzie kolejne Boże Narodzenie, wielu hodowców może zlikwidować biznes, który staje się coraz mniej dochodowy. Także za sprawą urzędników. Nowe opłaty chce wprowadzić resort środowiska. Przedstawił niedawno projekt Prawa wodnego, w którym postuluje, by za wodę płacił każdy, kto ją zużywa. W myśl nowych przepisów zlikwidowane zostaną ulgi w płatnościach za wodę używaną do nawadniania stawów, pól i lasów oraz w energetyce.

— Po wprowadzeniu przez Ministerstwo Środowiska opłat za wodę hodowla karpi stanie się nieopłacalna — podkreśla Krzysztof Karoń, prezes Związku Producentów Ryb z Poznania.

250 kg karpi na pensję

Gdy w 1965 r. zaczynał pracę, kilogram karpia kosztował 36 zł. Za tę cenę można było kupić 17 litrów oleju napędowego, a sprzedaż 25 kg pokrywała koszt miesięcznego wynagrodzenia rybaka. Obecnie kilogram karpia kosztuje 8-9 zł, a płaca pracownika około 2,5 tys. zł. Łatwo policzyć, że za kilogram hodowlanej ryby można kupić najwyżej 2 litry ropy. Żeby zapłacić pracownikowi — trzeba sprzedać ponad 250 kg.

Zdaniem Krzysztofa Karonia, negatywne skutki wprowadzenia opłat mogą być dwojakie: gospodarcze (zamknięcie hodowli) i ekologiczne. — 95 proc. terenów, na których znajdują się stawy rybne, zostało objętych europejskim programem Natura 2000. Stanowią siedliska wielu gatunków ptaków. Jeśli stawów nie będzie, ekosystem zostanie zachwiany — uważa Krzysztof Karoń. Zwiększy się też ryzyko suszy, gdyż woda z topniejącego śniegu zostanie stracona i zamiast do Bałtyku trafi do stawów.

— A jest to niezmiernie ważne, gdyż Polska posiada najniższe zasoby wód w przeliczeniu na jednego mieszkańca w Europie. Kiedy śnieg topnieje, odbieramy nadmiar wody do stawów, napowietrzamy ją, dezynfekujemy, przygotowując do hodowli. Jesienią odławiamy ryby i spuszczamy wodę znacznie czystszą niż pobraliśmy. Można więc powiedzieć, że to my świadczymy państwu usługę retencjonowania i uzdatniania wody. I jeszcze mamy za to płacić? — zżyma się szef rybackiego związku.

Polscy hodowcy są w niewesołej sytuacji, bo m.in. Niemcy i Czesi wywalczyli w Komisji Europejskiej zwolnienie rybaków z opłat za wodę.

Stawki do konsultacji

Energetycy liczą, że zanim nowe Prawo wodne wejdzie w życie, polscy ministrowie i parlamentarzyści zmienią zdanie i utrzymają ulgi dla koncernów.

— Nie konsumujemy wody i nie pogarszamy jej jakości. Potrzebujemy jej jedynie do chłodzenia. Liczymy więc, że opłaty nie zostaną wprowadzone — podkreśla Mirosław Bieliński, prezes Energi.

Jego zdaniem, opłatami nie powinna być także objęta energetyka wodna, która — pomagając w retencji wody — przyczynia się do ochrony środowiska. W projekcie prawa wodnego nie określono jeszcze stawek opłat za korzystanie z wody przez energetyków, rolników i hodowców. Zostaną one uzgodnione podczas ruszających konsultacji i będą zapisane w rozporządzeniu.

 

 

Kiedy śnieg topnieje, odbieramy nadmiar wody do stawów, napowietrzamy ją, dezynfekujemy, przygotowując do hodowli. Jesienią odławiamy ryby i spuszczamy wodę znacznie czystszą, niż pobraliśmy. Można więc powiedzieć, że to my świadczymy państwu usługę retencjonowania i uzdatniania wody. I jeszcze mamy za to płacić?

Krzysztof Karoń, prezes Związku Producentów Ryb z Poznania
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Resortowy kubeł zimnej wody