Restauracja Wiedeńska: kawiarenka z ambicjami
Restauracja Wiedeńska znajduje się naprzeciwko łódzkiego Hotelu Grand, w samym środku ulicy Piotrkowskiej. Nazwę tę większość osób kojarzy z kawiarnią. Nad wejściem widnieje jednak szyld restauracja, dlatego postanowiłam spróbować serwowanych wewnątrz potraw.
Wnętrze lokalu urządzone jest bardzo ciepło, choć ciemne ściany przywodzą na myśl szkolne wycieczki do muzeum. Usiadłam przy stoliku, przy którym nie było nakrycia, nie był on zresztą wyjątkiem. Większość miejsc przygotowana była raczej dla gości, którzy przyjdą tu na kawę, a nie na obiad. Polecam miejsce przy lustrze z tyłu sali. Jest ono położone we wnęce, dzięki czemu osoby, które tam siedzą, nie będą czuły na sobie badawczych spojrzeń kelnerów.
Kuchnia zadowoli jedynie niewybrednego smakosza. Na przystawkę polecam ślimaki po burgundzku w maśle czosnkowym lub krewetki na toście. Próbowałam również szparagów na grzance w sosie holenderskim. Sos jajeczno-winny był bardzo dobry, szparagi, niestety źle obrane, okazały się nieco za twarde. Z menu nie wybrałam żadnej zupy. Największą ekstrawagancją była bowiem esencja z pomidorów z listkami bazylii i grzanką z mozzarellą. Od razu przystąpiłam więc do konsumpcji dania głównego. Gorąco polecam cielęcinę z serem blue zapiekaną w sosie holenderskim z duszoną cukinią i zielonymi kluseczkami. Mięso miękkie i soczyste, palce lizać. Jedynym mankamentem był biały makaron, który posypany koperkiem udawać miał zielone kluski. Miłośnikom ryb polecić należy pstrąga z rusztu z masłem czosnkowym, prażonymi migdałami i pieczonymi ziemniakami. Amator dziczyzny nie ma w Wiedeńskiej czego szukać. Z drobiu można wybrać kurczaki i kaczkę, która, jak przyznała sama kelnerka, jest twarda, więc jej nie poleca. Najbardziej zaskoczyła mnie jednak bardzo uboga lista win. Na deser nie miałam już ochoty, choć kusiła mnie apetycznie wyglądająca szarlotka.
O obsłudze na pewno nie można powiedzieć, że zachowuje się cicho i dyskretnie. Czasami miałam wrażenie, że z drugiej strony sali mieści się klub pokerowy. Głośne rozmowy kelnerek zakłócała jednak cicha muzyka sącząca się z głośników.