Restrukturyzacja człowieka honoru

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-11-18 00:00

Restrukturyzacja ministra Nowaka miała posmak kabaretowy.

Konstytucja RP powinna doprecyzować kategorię rekonstrukcji rządu. Zwyczajne przepisy art. 159 o usuwaniu ministrów w trybie wotum nieufności oraz art. 161 o dokonywaniu zmian przez prezydenta na wniosek premiera — nie wystarczają. Przecież w ustach Donalda Tuska rekonstrukcja stała się pojęciem wręcz kultowym. Wisiała nad jego pierwszą kadencją i wisi od początku drugiej.

Sławomir Nowak (FOT. MW)
Sławomir Nowak (FOT. MW)
None
None

W poprzedniej czterolatce jednak się nie zmaterializowała, wymiany ministrów były ciągiem epizodów. Teraz także się odwlekała, ale w końcu premier został przyciśnięty do ściany.

Kostki domina popchnęła prokuratura, wymuszając usunięcie Sławomira Nowaka. Dla szefa rządu to szok, ponieważ minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej normalnie byłby ostatnim do wymiany. Wszak w skali wierności i oddania pryncypałowi wyśrubował trudny do pobicia rekord.

Jako byt samodzielny nigdy nie istniał. Objęcie dwa lata temu przez Sławomira Nowaka trudnego resortu infrastruktury zaszokowało całą tę branżę. To właśnie takie nominacje mieli na myśli czytelnicy „Pulsu Biznesu”, przyznając Donaldowi Tuskowi antynagrodę Malinę Gospodarczą 2011 za postawienie w nowym rządzie na celebrytów, a nie na fachowców.

Restrukturyzacja ministra miała posmak kabaretowy.

Trudno inaczej określić ciągnący się miesiącami wątek pominiętego w jego oświadczeniu majątkowym zegarka, a także żenujące opowieści o wymienianiu się zegarkami z biznesem. Sławomir Nowak podtrzymał konwencję autoironii do końca, oświadczając, że składa rezygnację jako „człowiek honoru”. Poczuł się nim dopiero gdy… prokuratura sformułowała zarzuty.