Trzeba było dekady, by rodzina Wosiów stworzyła sieć handlową z silną marką. Na sukces „Piotra i Pawła” pracowali solidarnie.
— Dobrze, że mama wybrała nam takie imiona! Bo jak byśmy inaczej ochrzcili firmę? A tak mamy bezpretensjonalną, łatwo zapadającą w pamięć nazwę — śmieje się Piotr Woś, starszy z braci, współwłaścicieli firmy.
Dziś w barwach „Piotra i Pawła” działa w Polsce 25 supermarketów. W samym Poznaniu — siedem. Rodzinna gra w jednej drużynie — i owszem! Ale dzieci stale podkreślają rolę głowy rodu, mamy Eleonory.
Głęboka woda
— Kiedy Balcerowicz wprowadził ulgi dla nowych firm, łatwiej było założyć spółkę. Od razu skorzystaliśmy... — wspomina Eleonora Woś.
Nikt z nich nie był wcześniej handlowcem.
— Jestem z wykształcenia inżynierem budownictwa, brat — kucharzem. Ale za to nasz dziadek miał handlową smykałkę. Przed wojną prowadził w Poznaniu hurtownię słodyczy, po wojnie prócz hurtowni miał jeszcze sklep na Starym Rynku — przypomina rodzinną historię Piotr Woś.
Mimo skoku w nowy ustrój, ówczesne standardy handlowania nadal wyznaczała społemowska siermięga. Obskurne wnętrza i opryskliwy personel wciąż królowały.
— Zastanawialiśmy się nieraz w rodzinnym gronie, czy nie spróbować wypełnić tej luki. Zresztą sami chcieliśmy kupować w lepszych sklepach, chcieliśmy stworzyć także sobie taką możliwość... — opowiada mama Piotra i Pawła.
No i w 1990 roku, w 55-metrowym pomieszczeniu przy ul. Głogowskiej 91 w Poznaniu, wynajętym od Spółdzielni Mieszkaniowej Grunwald, poczęła się sieć handlowa „Piotr i Paweł”.
— Na początku trudno było o towar dobrej jakości. Część artykułów przywoziliśmy sami z Berlina. I po Polsce musieliśmy się najeździć... Tylko jeden hurtownik sam dostarczał nam zamówione artykuły — opowiada o początkach Piotr Woś.
Szczęśliwy dziadek
Pierwsze sklepy Wosiów zrobiły w Poznaniu furorę. Wobec braku konkurencji na początku lat 90. zeszłego wieku, supermarkety „Piotr i Paweł” wielu poznaniakom przywodziły na myśl przedwojenne sklepy kolonialne — znane ze wspomnień lub opowieści.
— Dziadek przed śmiercią widział nasz pierwszy sklep przy Głogowskiej. Był szczęśliwy... — mówi Eleonora Woś.
Właścicielami spółki „Piotr i Paweł”, do której należy sieć, są bracia, ale bez wątpienia najwięcej do powiedzenia ma jednak Eleonora Woś. Synowie i córka Magdalena okazują jej nie tylko respekt, jaki przysługuje mamie. W tej harmonijnej relacji wyczuwa się matczyną kuratelę nad szybko rozrastającym się przedsięwzięciem.
Podział ról w spółce? Piotr i Paweł zajmują się bieżącą działalnością firmy, planowaniem rozwoju, inwestycjami. Ich siostra, Magdalena Banach prowadzi z mężem supermarket sieci przy ul. Zamenhofa w Poznaniu i nowo powstały przy ul. Marcelińskiej (jak mówi: praca związana z kierowaniem ponad setką ludzi pochłania ją całkowicie).
Następna generacja
— Dochowałam się ośmiorga wnucząt: jednej dziewczynki i 7 chłopców. Najstarsi mają 14 lat. Urodzili się w roku otwarcia pierwszego sklepu — w tym samym miesiącu: czerwcu. Najmłodszy z wnuczków ma dwa latka — w głosie Eleonory słychać dumę.
— To dla dzieci cały czas istnieje firma... I choć są jeszcze za małe, by podejmować życiowe decyzje, myślę, że praca w rodzinnej firmie to naturalna kolej rzeczy — mówi Piotr Woś.
Magdalena Banach opowiada, że jej syn Michał na razie pasjonuje się historią, zwłaszcza latami drugiej wojny światowej.
— Wierzę, że z czasem dojrzeje do wzięcia odpowiedzialności za firmę — spodziewa się.
Wszystkie święta spędzają w rodzinnym domu. Choć sieć „Piotr i Paweł” ma też firmę produkującą gotowe dania, przy okazji świąt rodzice oczywiście przygotowują autorskie, ulubione od lat potrawy.
— Zawsze wpadam w kompleksy, kiedy podajemy jakąś potrawę w obecności Pawła. Nie potrafię mu dorównać... Tak jak on, lubimy dobrze zjeść, ale daleko nam do jego kulinarnego kunsztu — śmieje się seniorka rodu Wosiów.
Ten kunszt przydaje się nie tylko w prywatnej kuchni.
Po swojemu
Warkom, firma produkcyjna założona przez Wosiów, to pomysł Piotra sprzed 6 lat. Sami chcieli się zająć zaopatrzeniem „Piotra i Pawła” w owoce i warzywa świetnej jakości.
— Zainstalowaliśmy chłodnie i rozpoczęliśmy dostawy do istniejących wówczas czterech sklepów — opowiada.
Potem przyszła pora na rozbiór mięsa. Później zaś zauważyli, że w sklepach zaczynają się pojawiać gotowe potrawy.
— Uznaliśmy, że warto zaproponować zapracowanym klientom coś, co umożliwi szybkie zjedzenie świeżego posiłku — uzupełnia Eleonora Woś.
Warkom zatrudnia 70 osób, w tym trzydziestkę pracowników kuchni. Receptury? Głównie przepisy domowe — np. własna biała kiełbasa.
— Zaczęło nam brakować czasu, aby robić ją w domu, więc zaczęliśmy produkować ją w Warkomie — śmieje się Eleonora Woś.
Właściciele podkreślają: to nie produkcja przemysłowa, lecz rzemieślnicza.
— Zaopatrujemy tylko własne sklepy. Wszystkie produkty opierają się na domowych przepisach — jak modra kapusta z rodzynkami czy chłodnik litewski — zapewnia Eleonora Woś.
Pracują u nich kucharze z hotelu Merkury w Poznaniu.
— Gdy hotel przechodził przekształcenia własnościowe, wiedzieliśmy, że Francuzi zdecydują się na redukcję etatów w kuchni. To byli Pawła koledzy, on uczył się w tym hotelu... No i przejęliśmy pięciu znakomitych fachowców, łącznie z szefem kuchni, który teraz rządzi w Warkomie — opowiada z dumą Piotr.
Rodzina skwapliwie wykorzystuje umiejętności najmłodszego syna.
— Paweł ma doświadczenie zawodowe i potrafi fachowo zwrócić uwagę na to, co poprawić. My nie wiemy do końca, czego brakuje, a on wyraźnie to mówi — i nigdy się nie pomyli! Od samego początku wiedział, czego chce. Mając pięć lat mówił, że będzie kucharzem na statku... — wspomina Eleonora Woś.
Duma regionu
Poznańskie środowisko kupieckie nie kryje uznania dla Wosiów. Firma to duma regionu.
W tym roku Eleonora Woś odebrała z rąk wielkopolskiego wojewody okolicznościowy medal — Ad Perpetuam Memoriam — przyznawany najbardziej zasłużonym, współczesnym Wielkopolanom. Medal otrzymało dotychczas zaledwie kilkunastu społeczników, naukowców, artystów i przedsiębiorców.
— Jestem pełen uznania dla pracy, którą wykonali, budując tak wysoką pozycję swej marki. „Piotr i Paweł” to dziś jedyna polska sieć handlowa, która skutecznie rywalizuje z potężnymi konkurentami z Zachodu — przypomina Roman Dera, szef Wielkopolskiego Zrzeszenia Handlu i Usług, grupującego lokalne kupiectwo.
— Jesteśmy zadowoleni, że nie daliśmy się sieciom, które przywędrowały z Zachodu, że nie jesteśmy od nich gorsi. Ja sukcesem nazywam to, że sobie poradziliśmy. Ale — jak w każdym biznesie — trzeba iść naprzód — podsumowuje Piotr Woś.
Szczypta luzu
Żona Pawła Wosia, Justyna, która zawsze lubiła otaczać sie ładnymi przedmiotami, prowadzi sklep z artykułami do wystroju i dekoracji wnętrz Arabeska w centrum handlowym „Stary Browar” w Poznaniu.
Eleonora Woś stara się każdą stosowną chwilę spędzić w ogrodzie. Paweł z zapałem gra w tenisa. Piotr wraz z żoną i dziećmi uwielbia zwiedzać różne zakątki świata.
Magdalena dzieli pasje obu braci.
— Grywam dużo w tenisa, lubię podróże. Wakacje spędzamy na ogół w ciepłych krajach, ale zawsze staram się wykroić choć kilka dni na pobyt nad ukochanym Bałtykiem — mówi.
— W pierwszych 6 latach pracowaliśmy dziennie po 12-16 godzin. Teraz przyszedł moment, że możemy już pozwolić sobie na odrobinę relaksu i przyjemności... — cieszy się Piotr Woś.
