Rodzina się dzieli

Danuta Hernik
opublikowano: 2003-10-03 00:00

Wielkie nazwiska i bodaj najlepiej zarabiający aktorzy. Zrażeni do ZASP-u założyli stowarzyszenie i chcą sami zarządzać swoimi pieniędzmi. Przewodzi im energiczna Weronika Marczuk-Pazura.

„Puls Biznesu”: Były prezes Związku Artystów Scen Polskich Kazimierz Kaczor twierdził w prasie, że pies z kulawą nogą nie zgłaszał zastrzeżeń do pracy Związku Artystów Scen Polskich. A założenie Stowarzyszenia Artystów Filmowych i Telewizyjnych (SAFT) było dla niego zaskoczeniem... Dlaczego rozbiła Pani środowisko?

Weronika Marczuk-Pazura: Wiele rzeczy dla poprzedniego prezesa było zaskoczeniem i wielu rzeczy długo nikt nie zauważał, ale sami aktorzy — również zrzeszeni w ZASP-ie — uświadomili sobie w końcu, że tam nie dzieje się dobrze, że pieniędzmi źle się zarządza. Prowizja od tantiem ciągle narastała, podatek rozliczano od kwoty brutto, a nie po odjęciu prowizji... Było też wiele innych powodów do niezadowolenia — m.in. sposób sprawowania władzy i tryb pracy poprzedniego zarządu, który właściwie nie komunikował się z aktorami. Nie mógł usłyszeć uwag, bo nie miał czasu, a może ochoty ich słuchać.

To znaczy nie wbiła Pani klina?

Muzyków skupia STOART i Stowarzyszenie Wykonawców Muzyki Rozrywkowej. Nie wydaje mi się, by rozbijały środowisko. Aktorów jest w Polsce ponad 5 tysięcy, a więc rację bytu mają co najmniej dwa ich zrzeszenia. A jeśli chodzi o założycieli SAFT-u — żaden nie należał do ZASP, więc trudno mówić o secesji. Monopolistów zawsze boli jedno — finanse: przecież im większa liczba osób w stowarzyszeniu, tym większa pula pieniędzy tam trafia.

Czy stowarzyszenie, które ma 150 członków, może tak naprawdę coś zdziałać?

Oczywiście. Wielkie organizacje mają, co prawda, mocniejszą pozycję w negocjacjach, wynikającą z tradycji, wypracowanej od lat pozycji (przykład: ZAiKS), większych pieniędzy, możliwości i siły oddziaływania. Ale taki kolos to także rozbudowane struktury, brak wpływu na pracę zarządu, spotkania walne członków raz w roku albo nawet co dwa lata... I w końcu ciało powołane, by służyć członkom, staje się dla nich ciężarem, ścianą nie do przebicia. W wypadku ZASP nie można też odejść, bo nie ma innej organizacji, która wypłacałaby tantiemy, a jej wydatki byłyby pod kontrolą. Aktor ze sporą liczbą ról i powtórek, nie należący do ZASP-u, dostaje o 20 proc. mniej pieniędzy niż mu się należy. Pyta: „Powiedzcie mi, na co idą te pieniądze?”. „A to już nie pana sprawa. Nie zasiada pan w zarządzie, nie jest pan nawet naszym członkiem, nie musi pan wiedzieć” — słyszy w odpowiedzi.

Chodziło zatem o prowizje...

Także. Ale przede wszystkim o to, że jest mnóstwo aktorów, którzy chcieliby — zasłużyli też na to — móc coś dla zawodowego środowiska i w jego imieniu zrobić. Również walczyć o jego prawa — m.in. zabierając głos w sprawie propozycji zmian w ustawie o prawie autorskim albo tego, co czeka aktorów po naszym przystąpieniu do Unii. I oto dowiadujemy się, że „środowiska się wypowiedziały”... Jakie środowiska? Kto się wypowiedział? Nie ma konsultacji, siłą rzeczy decyduje kilka osób, a znacząca większość aktorów nawet nie wie, o czym się tam mówi i o czym przesądza! W naszym stowarzyszeniu zakładamy przejrzysty system zarządzania i dostęp do informacji. Zresztą takie są zalecenia Unii. A co do pieniędzy — jeśli ktoś jest w SAFT, to jego pieniądze powinny być tu przesyłane. Nielogiczne?

Logiczne.

A skoro już ZASP pobiera tyle samo pieniędzy od wszystkich aktorów, a więc również z pieniędzy niestowarzyszonych finansuje swą działalność, to winien i im dać prawo wypowiedzi. Dlaczego inny związek aktorów wzbudza takie zdenerwowanie? Jest tak: nasi członkowie utrzymują i swoje stowarzyszenie, i tamto, z którym nie mają nic wspólnego. Za to oficjalnie ZASP rozpowszechniał informację, że SAFT chce komuś coś zabrać...

Tak czy inaczej: pieniędzmi zarządza ZASP.

Ciągle niestety tylko ZASP, a umawialiśmy się na współpracę od stycznia 2003... Ale faktem jest, że są już podpisane trójstronne umowy z TVP i Telewizją Polsat, obligujące ZASP do przekazania nam należnych tantiem. Ponieważ wcześniej tylko ZASP był na rynku, także aktor nie należący do związku, musiał podpisać oświadczenie, że powierza swoje prawa i upoważnia stowarzyszenie do występowania w swoim imieniu! A takie oświadczenie dziś można dać jednemu, jutro drugiemu. Nie wynikają też z tego dla aktora żadne zobowiązania o charakterze członkowskim.

Kiedy realnie SAFT przejmie repartycje swoich członków.

ZASP stoi na stanowisku, że jeszcze nie możemy, bo dopiero pod koniec tego roku kończy się termin wypowiedzenia naszych oświadczeń. Złożyliśmy je zaraz po założeniu naszego stowarzyszenia. Dwóch lat potrzeba, by wygasła ważność oświadczeń — to jakiś absurd... Ale chociaż — dotąd — nie dano nam się zajmować repartycjami, to i tak działalność stowarzyszenia prowadzimy i będziemy prowadzić. Uczestniczymy w życiu publicznym, w powstawaniu ustaw i innych aktów prawnych...

Co właściwie Wam się zarzuca?

Teraz już — mam nadzieję — nic. Urzędujący zarząd ZASP deklaruje współpracę. Zarzucano nam na przykład, że mamy w nosie sprawy środowiska, że chcemy tylko więcej pieniędzy. I — co mnie szczególnie zabolało — że nie obchodzi nas Dom Aktora Weterana w Skolimowie. A kto powiedział, że nie chcemy uczestniczyć w jego utrzymaniu? Tyle że w inny sposób. Jesteśmy w stanie urządzić akcję charytatywną, która zapewni roczny budżet domu. Nie musimy natomiast akceptować ogrodzenia w Skolimowie, na które poszły gigantyczne kwoty. Naprawdę trzeba zreformować nieudany system finansowania i zarządzania Skolimowem.

Nadawcy protestują, że płacą za wiele.

Faktycznie — kością niezgody między artystami a nadawcami są tak zwane tabele wynagrodzeniowe (czyli stawki). Stworzone przez biorących tantiemy, zatwierdzone przez Komisję Prawa Autorskiego. Nadawca nie miał nic do powiedzenia. System, który oceniam jako rozsądny i dość czytelny, nie uwzględnił współpracy obu stron.

Będziecie używać tego narzędzia?

Jeśli porozumiemy się z ZASP-em co do ściągania należności, to musimy korzystać z tabel (na to zresztą godziliśmy się od początku). Ale jeśli ZASP uniemożliwi taką współpracę, możemy przejść na inny system — np. minutowy lub ryczałtowy. Nadawcy walczą z tabelami i być może one w ogóle znikną. Przecież w całej tej sprawie z ustawą chodziło o to, by pulę na tantiemy ograniczyć do 3 proc. To najłatwiejsze, ale i najmniej odpowiednie rozwiązanie.

Kto może należeć do SAFT?

Każdy, kto zagrał jakąś rolę. I na tym koniec. Mówią o nas, że przyjmujemy amatorów, a do ZASP-u mogą wejść tylko ludzie z dyplomami. Zgadza się. Nigdy wcześniej nie trzeba było mieć dyplomu, by być aktorem i mieć wybitne osiągnięcia. Są dziesiątki przykładów. Zadziwiające, że skoro ktoś nie chce ich przyjąć do swego towarzystwa, to dlaczego ich pieniędzmi obracać się nie brzydzi. I robić inwestycje w ich imieniu — bez zapytania o zgodę — też się nie brzydzi...

Jak to się stało, że podjęła się Pani prowadzenia nowej organizacji aktorów?

Jako prawnik dostałam od kolegów upoważnienie, by się wszystkiego dowiedzieć, zorganizować i przygotować do rejestracji stowarzyszenia. Zająć się formalnoprawną stroną przedsięwzięcia. Dołączyli do nas również doświadczeni pracownicy z ZASP-u, wyrzuceni za to, że pozostali lojalni wobec aktorów. Pomogli nam w sprawach organizacyjnych.

Pewnie małżeństwo z Cezarym Pazurą nie pozostało bez wpływu na wybór Pani drogi biznesowej?

Raczej sama bym nie wpadła na to, by produkować filmy. Ale niewykluczone, że jako prawnik zajęłabym się prawem autorskim. Odpowiednią wiedzę mogła mi zapewnić wyłącznie praktyka. Parę lat minęło, zanim udało mi się te klocki poskładać. Mam wizję prowadzenia stowarzyszenia, firmy — choć przecież mogę się mylić... Fakt, że tak się u mnie dobrze poskładało: mąż aktor często obsadzany, jego sprawy prowadziłam pod względem prawnym i poznałam praktycznie wszystkich na rynku. Sama też produkuję, już od 7 lat, więc problemy z tym związane też poznałam. Jako początkujący prawnik pracowałam w Departamencie Prawnym w ministerstwie, wtedy był jeszcze Komitet Kinematografii — i stamtąd wyniosłam sporo wiedzy. Wielu spraw dotknęłam zatem praktycznie. I to jest klucz. Jest mi łatwiej.