Rodzinne Ferrari jeszcze szybsze

Jedyne czteromiejscowe auto, które Ferrari ma w ofercie, zostało zmodernizowane — zmieniło wygląd, moc oraz nazwę

Ferrari buduje sportowe samochody od połowy poprzedniego wieku. Każdy model kusi osiągami, sportową stylistyką i dźwiękiem, który nie pozostawia wątpliwości, że siedząc za kierownicą czerwonego superauta, ma się pod pedałami sporo mocy. Typowym ferrari można jednak podróżować maksymalnie z jednym pasażerem. Ferrari FF jest jedynym modelem w ofercie włoskiego koncernu, który ma w środku cztery siedzenia i wyposażony jest w napęd na cztery koła. FF zadebiutowało w marcu 2011 r., a w marcu tego roku doczeka się następcy. Włosi pokazali zdjęcia nowego pojazdu o nazwie GTC4Lusso, którego media nazywają nowym „samochodem rodzinnym” Ferrari. Nie chodzi oczywiście o to, że marka samochodowa słynąca z produkowania agresywnych, sportowych aut nagle zmieniła politykę i wchodzi na rynek nudnych, familijnych pojazdów. GTC4Lusso przyspiesza „do setki” w 3,4 sekundy i napędzany jest potężnym silnikiem V12 o mocy 680 KM. Nowy model jest więc mocniejszy o 30 koni i szybszy o 0,3 sekundy od poprzednika. Co kryje się za skomplikowaną nazwą? „GTC” oznacza Grand Turismo Coupe, „4” odnosi się do liczby miejsc w środku, a „lusso” przypomina, że rodzinne ferrari jest autem nasiąkniętym luksusem. Pod względem stylistycznym GTC4Lusso i FF niewiele się różnią, a nowy model jest właściwie tym samym autem co poprzednik, ale po faceliftingu, czyli kilku kosmetycznych zmianach. Ferrari utrzymuje tego typu auto w swojej ofercie, bo celuje w młodszych, bogatych klientów, którzy chcą, żeby samochód miał szersze zastosowanie. Dwumiejscowy bolid nie nadaje się na sobotni wypad ze znajomymi. Ferrari GTC4Lusso zadebiutuje podczas marcowego salonu samochodowego w Genewie. Nie znamy jeszcze ceny nowego auta — poprzednika oscylowała wokół 300 tys. USD. Nowe ferrari jest częścią planu ekspansji marki Ferrari, który realizuje Sergio Marchionne, prezes Fiata, właściciela marki. Sprzedaż firmy ma podskoczyć do 2018 r. do 9 tys. egzemplarzy. W minionym roku Włosi sprzedali ponad 7,6 tys. pojazdów. Przełożyło się to na 2,854 mld EUR przychodów i 290 mln EUR zysku. Nie brakuje głosów, że ze słynnej włoskiej marki można wyciągnąć znacznie więcej, ale krytycy takich pomysłów mówią, że należy utrzymać jej ekskluzywność. Ferrari powinno się pożądać, a posiadać — niewielu. Źródłem wzrostu mogłoby być wprowadzenie do oferty SUV-a, czyli wyżej zawieszonego samochodu sportowo-użytkowego. Kilka lat temu taki pomysł brzmiałby jak herezja, ale obecnie wielu klientów czeka na takie auta. Porsche zarabia krocie na swoich SUV-ach, a do wejścia w ten segment przygotowują się m.in. Lamborghini, Bentley i Aston Martin. W najbliższej przyszłości fani Ferrari nie mają jednak co liczyć na SUV-a. Marchionne stawia sprawę jasno.

— Musielibyście mnie najpierw zastrzelić — powiedział w zeszłym tygodniu Sergio Marchionne podczas konferencji z analitykami. © Ⓟ

 

 

FERRARI W PORTFELU: Rekiny z Wall Street będą się przyglądać GTC4Lusso ze szczególną uwagą, bo od niedawna mogą kupować nie tylko auta firmy, ale także jej akcje. Ferrari zadebiutowało na nowojorskim parkiecie pod koniec października. Akcję w IPO wyceniono na 52 USD, a obecnie jej kurs oscyluje wokół 35 USD. [FOT. ARC]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane