Rodzinny interes o smaku octu

Jarosław Sobkowski
opublikowano: 05-06-2006, 00:00

Na początku było 500 dolarów i budynek gospodarczy rodziców. Po 12 latach jest firma z czołówki krajowych przetwórni spożywczych.

Zakład Produkcji Spożywczej Jamar z Albertowa w województwie śląskim jest firmą rodzinną. W 1994 roku założyli ją bracia Jarosław i Marek Szczepaniakowie. Dziś w spółce są także ich żony: Mariola i Beata.

— Jestem absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej, brat jest technikiem mechanikiem. Patrząc na siebie sprzed lat, wiem, że człowiek z wykształceniem w sprawach żywieniowych nie wziąłby się za przetwórstwo spożywcze. Wyobraźnia by go zabiła. Tyle jest wymagań, obostrzeń, przepisów, zasad. Ale poradziliśmy sobie ze wszystkim — mówi Jarosław Szczepaniak, współwłaściciel Jamaru.

Na początek przynęta

Bracia Szczepaniakowie zaczynali działalność gospodarczą bardzo skromnie — w budynku gospodarczym należącym do ich rodziców.

— Początkowo zajmowaliśmy się produkcją roślinnych przynęt na ryby oraz rozlewaniem octu. Te przynęty były z kukurydzy i kasz. Nie była to skomplikowana produkcja, więc nie wymagała specjalistycznych urządzeń — opowiada Marek Szczepaniak.

Jednak już po dwóch latach profil produkcji się zmienił. Jamar zaczął wytwarzać mieszanki warzywne, syropy owocowe i dodatki smakowe do zup.

— W tamtym czasie pojawiło się sporo podobnych firm. Właściwie każdy starał się mieć wszystko, o co pytali klienci. My przyjęliśmy zasadę, że chcemy się rozwijać, inwestować w zakład, by stale podnosić jakość i odpowiadać na rosnące potrzeby klientów. Do tego staraliśmy się nie być chytrzy. Pracowaliśmy na minimalnych marżach, dając produkty dobrej jakości — opowiada Jarosław Szczepaniak.

Co w kadzi drzemie

Dzisiaj Jamar to duży zakład, wyposażony w kilkadziesiąt nowoczesnych linii produkcyjnych. Mieści się w tym samym miejscu co przed laty. Tyle że budynek gospodarczy, w którym zaczynał działalność, został wchłonięty przez kolejną halę firmy.

— W tym miejscu jest słup po tym budynku — wskazuje na ścianę Jarosław Szczepaniak.

Zwiedzając zakład, mijamy linie produkcyjne, z których zjeżdżają puszkowane groszki, keczup, mieszanki warzywne w słoiczkach. Dalej rzędem stoją kadzie, sterylizatory. To jeszcze nie jest szczyt sezonu. Ten nastąpi za kilka tygodni.

— Firma działa przez cały rok. Nie tylko podczas wysypu określonego surowca. Skupujemy go i pasteryzujemy, w niektórych przypadkach przerabiamy dopiero zimą czy wiosną — wyjaśnia Jarosław Szczepaniak.

Dumą Jamaru jest octownia. Stoją w niej cztery potężne modrzewiowe kadzie. Każda na 80 tysięcy litrów. Fermentuje w nich tzw. ocet generowany, któremu specyficznego winnego aromatu dodają także bukowe wióry.

— To jedna z największych tego typu octowni w Europie. Ocet, który tu powstaje, doskonale poprawia smak wszystkich produktów — twierdzi Jarosław Szczepaniak.

Rzeczywiście, porównując zapach zwykłego octu spirytusowego i generowanego, nie ma wątpliwości, który ma szlachetniejszy „bukiet”.

Postawić na markę

Przedsiębiorstwo Jamar postawiło na skuteczne wdrożenie systemów zarządzania i jakości. Wysiłki właścicieli firmy zostały nagrodzone wieloma wyróżnieniami, m.in.: Laurem Konsumentów, Krajowym Hitem Towarowym dla Mieszanek Warzywnych, a także naszą Gazelą Biznesu.

— Równamy jakością do najlepszych, ale mamy niższe ceny. Jesteśmy obecni w większości handlowych sieci spożywczych tak pod ich, jak i pod naszą marką — stwierdza Marek Szczepaniak.

Zapowiada, że teraz firma chce się skoncentrować na poprawieniu rozpoznawalności marki Jamar i powiększaniu udziału w rynku produktów, które wytwarza od niedawna — m.in. sosów, octów winnych i soku pomidorowego.

— Takie działania są jednak długotrwałe i trudno oczekiwać natychmiastowych efektów. Zanim jakiś wyrób trafi w ręce gospodyni domowej, okaże się, że jest smaczny i będzie chciała do niego wrócić, mija sporo czasu, a konkurencja, zwłaszcza duże koncerny, nie szczędzi funduszy na drogie działania reklamowe — stwierdza Marek Szczepaniak.

Obaj szefowie Jamaru mówią, że ich pasją jest tworzenie firmy. Ale znają umiar.

— Staramy się zachować równowagę pomiędzy firmą i zarabianiem pieniędzy a rodziną i własnym rozwojem — mówi Jarosław Szczepaniak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Sobkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu