Co zrobić z pieniędzmi, których nie zamierzamy przeznaczyć na konsumpcję? Odłożyć je do przysłowiowej skarpety? W takim przypadku, co prawda nie położy na nich ręki pazerny fiskus, ale kapitał nie będzie pracował i nie otrzymamy z niego żadnych zysków.
A może założyć lokatę w banku. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu takie rozwiązanie było godne rozważenia. Wygrana — przynajmniej chwilowo — walka z inflacją zaowocowała z jednej strony niemal zerowym wzrostem cen, z drugiej jednak niemal do zera sprowadziła atrakcyjność lokat bankowych. Na dodatek, zyski z tego typu inwestycji zostały opodatkowane. Gdyby jeszcze w parze z tym szły tanie i łatwo dostępne kredyty, ale nie idą.
Przeciwdziałając odpływowi środków, banki kuszą klientów ofertą antypodatkową, opartą na zakupie wyemitowanych przez bank obligacji. Mimo całego szumu medialnego, należy być realistą. Na kokosy z tego typu inwestycji nie ma co liczyć.
Co bardziej przewidujący inwestorzy, liczący na zyski w dłuższej perspektywie, mogą — przynajmniej teoretycznie — połączyć przyjemne z pożytecznym i zainteresować się ofertą towarzystw ubezpieczeniowych. Te, oprócz zwykłych polis na życie, starają się przyciągnąć klientów ofertą łączącą polisę na życie z funduszem inwestycyjnym.
Nadal bardzo atrakcyjnym i bezpiecznym rozwiązaniem pozostaje zakup obligacji skarbowych. Dają one dwojakie profity. Po pierwsze — ich oprocentowanie gwarantuje niewielki zysk, po drugie — dodatkowe korzyści można osiągnąć grając na zmianach kursów tych papierów.
Inwestorzy preferujący wyższą stopę zwrotu, ale równocześnie godzący się na wyższy poziom ryzyka, mogą zainwestować na giełdzie. I choć mijający rok nie był zbyt pomyślny dla giełd, trwający od października trend wzrostowy na rynku akcji przekonuje do potencjału, jaki tkwi w tym segmencie rynku kapitałowego. Warto jedynie nadmienić, że trafione inwestycje, np. zakup akcji Groclinu czy LPP, zaowocowały w 2002 r. co najmniej podwojeniem wartości portfela. Na tle pozostałych inwestycji są to wyniki rekordowe, niemniej należy pamiętać, że obarczone ogromnym ryzykiem. Zdecydowanie łatwiej było bowiem stracić na akcjach niż zarobić.
Problemy z osiągnięciem zysków mieli zresztą nie tylko inwestorzy indywidualni. Wyniki funduszy inwestycyjnych czy OFE potwierdzają, że kończący się rok był bardzo trudnym okresem do inwestowania. Przy tym, polski rynek i tak całkiem nieźle znosi ogólnoświatową dekoniunkturę. Dlatego w okresach przełomu ważniejsze wydaje się osiąganie jakichkolwiek zysków, byle były one bezpieczne.