Rok na rynkach jak u Hitchcocka

Marek Wierciszewski
opublikowano: 2011-12-28 00:00

Trzęsienie ziemi, uspokojenie i napięcie w górę

Ostatnie 12 miesięcy obfitowało w nagłe załamania notowań, duże wahania indeksów i emocje zmieniające się od paniki po euforię. O ile pierwsza część roku była na większości rynków względnie udana, to druga jego połowa to prawdziwy zimny prysznic dla inwestorów. Oto kronika najważniejszych wydarzeń.

Giełdowi gracze przywitali nowy 2011 rok w świetnych nastrojach, licząc na przyzwoite zyski. Styczeń tradycyjnie nie zawiódł. Optymizm przeważał na tyle, że akcje chętnie kupowano nawet w stojącej na krawędzi bankructwa Grecji. Zanotowane w ciągu miesiąca 13-procentowe zwyżki nie powtórzyły się jednak pod Akropolem aż do końca roku.

Chwile później dały o sobie znać pierwsze kłopoty. Przetaczająca się przez kraje arabskie fala protestów wystraszyła inwestorów. Na prawie dwa miesiące zamknięto giełdę w Kairze. Od tego momentu inwestorzy zaczęli preferować akcje z giełd dojrzałych. Inna konsekwencja zamieszek to przekroczenie przez ceny ropy psychologicznej bariery 100 USD za baryłkę. Powyżej tego poziomy ceny surowca pozostają do dziś.

Drugim z długiej serii ekstremalnych wydarzeń było trzęsienie ziemi w Japonii oraz towarzyszące mu tsunami i katastrofa w elektrowni atomowej. Oprócz ludzkiego wymiaru tragedii katastrofa miała skutki ekonomiczne. Zakłócenia w dostawach z dotkniętych kataklizmem rejonów zaszkodziły wzrostowi gospodarczemu. Panika atomowa sprawiła, że rządy niektórych państw zapowiedziały rezygnację z energii nuklearnej.

Po głębokiej korekcie rynki dojrzałe kontynuowały jednak hossę. Kulminacja nastąpiła 29 kwietnia. Dwa dni później z rąk amerykańskich sił specjalnych ginie Osama bin Laden. Po tym jak łączny koszt operacji wojskowych przekroczył 4 bln USD wzrosły szanse na powolne wygaszanie działań wojennych i antyterrorystycznych. To zaś oznaczałoby zmniejszenie deficytów budżetu federalnego, które były jedną z głównych przyczyn rekordowego osłabienia dolara i narastania bąbli spekulacyjnych na rynkach surowcowych. W pięć sesji dolar umocnił się wobec euro o 3,4 proc., a ropa straciła 13 proc.

Spadki na rynkach akcji z początku nie były dotkliwe. Maj, czerwiec i lipiec przebiegały pod znakiem falowania indeksów. Nastrojów nie poprawiły rosnące obawy przed bankructwem Grecji. Tymczasem za oceanem politycy nie potrafią porozumieć się w sprawie podniesienia limitu zadłużenia. Inwestorzy znów zareagowali nerwowo, a agencja Standard & Poor’s zagroziła obniżeniem ratingu USA. Osiągnięty 1 sierpnia kompromis w sprawie limitu zadłużenia rynki przyjęły bez entuzjazmu. W ciągu następnych sesji Wall Street stał się areną spektakularnego krachu, a Standard & Poor’s pozbawiła USA oceny potrójnego A.

Ekonomiści przepowiadali przecenę amerykańskich obligacji rządowych i spadek wartości dolara. Rynek jednak wiedział swoje. W następnych miesiącach amerykańska waluta i papiery wyemitowane przez skarb okazały się hitem inwestycyjnym. Po raz kolejny rację miał Warren Buffet, który informację o cięciu ratingu skwitował komentarzem, że USA zasługują na ocenę „poczwórnego A”.

Jesienią uwaga rynków przeniosła się na Europę. We wrześniu zmagający się z umacniającym się frankiem Narodowy Bank Szwajcarii podjął decyzję o wyznaczeniu minimalnego kursu wymiany franka na euro. To zakończyło spekulacje na szwajcarskiej walucie. Tymczasem rynki coraz bardziej obawiały się rozlania się kryzysu zadłużenia na kolejne kraje strefy euro. Rentowności obligacji emitowanych przez rządy w Marycie i Rzymie otarły się o ostrzegawczą granicę 6 proc. Z opresji uratowały je interwencje Europejskiego Banku Centralnego. Inwestorzy wciąż jednak byli niespokojni. Ekonomiści wzywali do systemowego rozwiązania problemu.

Kolejne szczyty unijnych polityków nie przynosiły przełomu. Tymczasem stanowisko szefa EBC objął Mario Draghi. Włoch od razu ściął stopy procentowe, podniesione przez swojego poprzednika Jean-Claude’a Tricheta. Euro w ciągu kilku tygodni spadło względem dolara do najniższym poziomów od 11 miesięcy.

Duże nadzieje inwestorzy wiązali ze szczytem europejskim z 9 grudnia. Po raz kolejny spotkał ich zawód. Europejski mechanizm stabilizacyjny nie będzie mógł zaciągać pożyczek w EBC. Tymczasem banki wciąż borykają się z problemami z finansowaniem. Giełdy znów spadły. Bolesna przecena nie ominęła także złota. Ponownie jedynym wygranym był dolar.