Na przełomie starego i nowego roku kilkakrotnie podkreślałem szczęsną dla Polski okoliczność, że zarówno miniony 2012, jak i rozpoczęty 2013 są dwoma latami bez wyborów. Przynajmniej ogólnokrajowych, jako że w gminach przedterminowe i uzupełniające odbywają się niemal co tydzień. Najbliższe głosowanie powszechne planowane jest dopiero 7-8 czerwca 2014 r., gdy będziemy wybierać posłów do Parlamentu Europejskiego. A później jesienią — władze samorządowe.
Stabilizacja powinna mieć korzystny wpływ na tworzenie przez polityków warunków dla prowadzenia działalności gospodarczej. Wiadomo przecież, że w czasie kampanii wyborczej góruje decyzyjna anormalność. Ale szybko się okazało, że ten rok jest niewyborczy tylko pozornie. Kampania europejska właśnie wystartowała, a publicznie zainaugurował ją Janusz Piechociński, prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Akurat w tym kontekście nieistotne są jego stanowiska wicepremiera i ministra gospodarki. Wszedł na zdecydowanie mu bliższą ścieżkę ogólnopolityczną i zapowiedział montowanie europejskiej listy centrowej, oczywiście pod własnym przewodem. Chciałby zebrać m.in. kanapy Polska Jest Najważniejsza i Solidarna Polska, całkiem zapomniane Stronnictwo Demokratyczne — po prostu wszystko, co się politycznie rusza.
Wczesny start słabszego rządowego koalicjanta jest nawet zrozumiały. Eurowybory za półtora roku będą pierwszym sprawdzianem skuteczności nowego prezesa PSL. Obecna reprezentacja ludowców w Brukseli/Strasburgu jest skromna, to tylko 4 mandaty z 51 przynależnych Polsce. W szeregach Europejskiej Partii Ludowej ekipa PSL czuje kompleks wobec 24 kolegów z PO. Ale w kadencji 2014-19 jej liczebność może zostać sprowadzona do zera. A wtedy rozległby się szyderczy śmiech Waldemara Pawlaka…