- Ten rok Wołu jest także rokiem ziemi – podkreśla Raymond Lo, mistrz feng shui z Hongkongu, którego przytacza agencja Reuters.
Wyznawcy tej praktyki uważają, że wszechświat składa się z pięciu elementów: ziemi, wody, ognia, drewna i metalu. Ziemia jest najspokojniejszym ze wszystkich elementów. Rozpoczynający się rok to także rok ziemi jin, co oznacza przewagę kobiecej energii. Ten rok Wołu będzie najspokojniejszym na świecie od roku 2000, uważa Raymond Lo. Przyznaje jednak, że gracze giełdowi nie powinni się spieszyć z powrotem na parkiet.
- 2009 będzie typowym rokiem ziemi, co oznacza, że zabraknie ognia. Nie będzie zbyt wielu czynników, które by dały rynkom impuls do wzrostów. Sytuacja gospodarcza nadal będzie ciężka i choć giełdy mogą wzrosnąć w pierwszym półroczu, możliwy jest spadek w drugim – uważa Raymond Lo.
Jego zdaniem, właśnie drugie półrocze będzie dobre na ponowną grę na giełdzie, przed odbiciem w 2010 r. (Rok Tygrysa).
Specjaliści od feng shui wiążą też duże nadzieje z tym, że prezydent USA Barack Obama urodził się w roku jin, podobnie jak Abraham Lincoln. Nicolas Sarkozy, prezydent Francji i prezydent Tajwanu Ma Ying-jeou to również „ludzie jin”.
- To nowa generacja polityków. Są spokojniejsi, bardziej ludzcy i charyzmatyczni – przekonuje Raymond Lo.
Ludzie urodzeni w latach jin, które symbolizują harmonię i początek nowego, to m.in. Leonardo da Vinci, Michelangelo, Charles Darwin czy Zygmunt Freud. Ostatnim razem, gdy rok Wołu przypadł na rok jin, w 1949, powstały NATO i… Chińska Republika Ludowa.
Wierzyć, nie wierzyć? Japoński instytut Daiwa opublikował badanie, w którym ostrzega, że lata Wołu były zwykle katastrofalne dla rynków akcji, a japoński indeks Nikkei w ostatnich pięciu latach Wołu tracił średnio 11,4 proc. Poza tym, mistrzowie feng shui nie zawsze trafiają w dziesiątkę. Rok temu Raymond Lo przepowiadał korektę na rynku akcji, ale jednocześnie radził inwestorom, żeby lokowali pieniądze w nieruchomości. Profesor Charlie Chao, wiodący ekspert feng shui na Filipinach, ostrzegał rok temu przed światowym kryzysem gospodarczym w 2008 r., ale przewidywał też, że filipińska giełda wzrośnie (spadła o 48 proc.).
