Ropa już nie będzie drożeć

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2017-01-25 22:00

Grudniowe zwyżki cen ropy szybko się nie powtórzą. Przemawia za nimi tylko ożywienie gospodarcze. Kontrargumentów jest więcej

Na przełomie listopada i grudnia 2016 r. OPEC (Organization of the Petroleum Exporting Countries) i eksporterzy niezrzeszeni w kartelu podjęli decyzję o skali wydobycia ropy naftowej. Pierwsi zgodzili się na redukcję podaży o 1,2 mld baryłek dziennie, a drudzy — o 560 mln baryłek (w tym Rosja 300 tys., a Meksyk — 100 tys.). W efekcie tylko w grudniu czarne złoto podrożało o blisko 20 proc., po raz pierwszy od 18 miesięcy przekraczając 50 USD za baryłkę. Ropa WTI kosztuje obecnie około 53 USD za baryłkę, a brent — 55 USD. Co dalej? Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, wątpią w kontynuację zwyżek.

— Globalna równowaga jest bardzo odległa od poziomu cen, jaki obecnie ustalił rynek. Dlatego ceny nie będą kontynuowały gwałtownych zwyżek z końca 2016 r. Nie zakładam spadku do 25-30 USD za baryłkę, ale ropa będzie tańsza niż obecnie. Prawdopodobnie zejdzie trochę poniżej 50 USD za baryłkę — mówi Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz DM TMS Brokers.

— W pierwszym kwartale korekta poniżej 50 USD za baryłkę jest bardzo prawdopodobna — mówi Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM. Dopiero w perspektywie 1,5 roku, 2 lat spodziewa się ceny wysokości 65 USD. W podobnym tonie wypowiada się Rafał Sadoch, analityk departamentu rynków nieregulowanych mBanku. Jego zdaniem, w 2017 r. wartość ciekłej kopaliny powinna się mieścić w przedziale 50- 60 USD za baryłkę. — Konsolidacja na obecnych poziomach jest najbardziej prawdopodobna. Zdecydowanie mniej czynników przemawia za spadkiem cen poniżej 50 i wzrostem powyżej 60 USD za baryłkę — twierdzi Rafał Sadoch.

Droga do zysków

Polak może zarabiać na ropie na dwa sposoby — albo poprzez rachunek foreksowy, albo zwykły maklerski. W obu przypadkach w grę wchodzą instrumenty oparte na dźwigni. Oznacza to, że niewielki ruch kursu może przysporzyć stosunkowo dużych zysków i strat. W przypadku foreksu mogą one przekroczyć wysokość depozytu. Na zwykłym rachunku maklerskim strata jest ograniczona do wysokości inwestycji. Taka jest bowiem konstrukcja certyfikatów strukturyzowanych notowanych na GPW. Obecnie jest ich w obrocie 45. Ich emitentami są holenderski ING Bank i austriacki Raiffeisen Centrobank. Tak jak instrumenty foreksowe, pozwalają zarabiać na zwyżkach i na zniżkach cen płynnej kopaliny. Maksymalne zyski, jakie przyniosły w ostatnich trzech miesiącach, to 13 proc., ale straty najgorszych były wyższe — 35 proc. W skali roku najlepszy certyfikat z GPW przysporzył jednak 244 proc. zysku, podczas gdy najgorszy — 91 proc. straty. Interesując się certyfikatami z GPW lub kontraktami foreksowymi, trzeba też zwracać uwagę na to, jakiej ropy dotyczą. W obu przypadkach dostępne są instrumenty oparte na ropie brent i WTI. Ich ceny podążają w tych samych kierunkach, ale trochę się różnią, co przy instrumentach opartych na dźwigni ma duże znaczenie.

Z umowami różnie bywa

Za końcem zwyżek cen ropy przemawia sama istota porozumienia krajów eksporterów.

— Bardzo sceptycznie do niego podchodzę. Historycznie rzecz biorąc, takie ustalenia były notorycznie, cynicznie łamane — podkreśla Bartosz Sawicki. — Wynikająca z porozumienia podwyżka cen jest dla producentów wygodna, ale każdy chce mieć wyższą cenę i wolumen sprzedaży. Pojawia się więc pokusa, by uzgodnienia trochę nagiąć, i tak wielokrotnie bywało — tłumaczy Przemysław Kwiecień.

Wiedeńska umowa sprzed dwóch miesięcy dotyczy tylko pierwszego półrocza 2017 r. i nie obejmuje trzech z trzynastu krajów OPEC — Iranu, Libii i Nigerii. — Porównując do Iranu, skala możliwości zwiększenia produkcji w Libii i Nigerii jest zdecydowanie większa — uważa Rafał Sadoch.

Z drugiej strony, konflikty zbrojne sprawiają, że potencjał podażowy Libii i Nigerii jest sporą niewiadomą. Produkcja może tam równie szybko rosnąć, jak i spadać.

Łupki zrobią swoje

Dużo bardziej przewidywalne są Stany Zjednoczone ze swoją ropą łupkową. — Producenci amerykańscy są beneficjentami porozumienia OPEC. Przez dłuższy czas Arabia Saudyjska, główny kraj OPEC, próbowała niskimi cenami zdusić produkcję łupkową i potem przejąć rynek. Ta strategia się nie sprawdziła. Producenci łupkowi ograniczyli nowe wiercenia, ale produkcja nie spadła tak nisko, jak liczyli Arabowie — wyjaśnia Przemysław Kwiecień. Dla perspektyw zwiększania produkcji nie bez znaczenia jest jednak popyt. Silny byłby korzystny dla krajów eksporterów i amerykańskich producentów łupkowych.

Przyjmuje się, że 50 USD za baryłkę to granica opłacalności ich biznesu. Niejeden kontynuował jednak wydobycie mimo spadku cen poniżej tego poziomu, by zapewnić sobie gotówkę na obsługę zaciągniętych kredytów inwestycyjnych. M.in. dlatego strategia OPEC, obliczona na wyeliminowanie ich z rynku, się nie sprawdziła. Teraz producentom łupkowym stosunkowo łatwo zwiększać podaż. To niweluje wpływ ożywienia gospodarczego na wzrost cen ropy — zwłaszcza że zapasy wciąż są niemałe

. — Te zapasy są o kilkadziesiąt procent wyższe od pięcioletniej średniej i wyższe niż przed rokiem, gdy ropa była tańsza — przypomina Bartosz Sawicki. Decyzja o cięciu wydobycia przez OPEC o ponad miliard baryłek dziennie oznacza redukcję podaży o około 3,5 proc.

OKIEM EKSPERTA
Efektywność Orlenu i Lotosu trochę spadnie

TOMASZ KASOWICZ, analityk PKO Banku Polskiego

Jeżeli cena ropy rośnie, to wsad do produkcji rafineryjnej jest droższy, co potencjalnie może negatywnie przełożyć się na marże rafinerii, jeśli rynek nie zaakceptuje wyższych cen paliw. Jeśli jednak rynek jest chłonny, to producenci są w stanie utrzymać marże i wzrost cen ropy, co ma dla rafinerii charakter bardziej neutralny, bo jest konsekwencją rosnącego popytu na paliwa. Od ponad dwóch lat sytuacja jest jednak inna, bo mieliśmy do czynienia z nadwyżką podaży ropy na rynkach globalnych. Rosnąca cena negatywnie wpływa na koszt zużycia własnego rafinerii. Z jednej baryłki ropy nie wytwarza się jednej baryłki paliw, tylko trochę mniej. Ta różnica to koszt rafinerii, który rośnie wraz ze wzrostem cen ropy. Odwrotna zależność występuje przy spadku cen. Rafinerie są w stanie zwiększać marże, bo ceny ich produktów spadają z pewnym opóźnieniem w stosunku do surowca. Cena ropy ma także wpływ na kapitał obrotowy. Im droższa ropa, tym rafinerie potrzebują go więcej, i na odwrót, a to wpływa na cash flow. Utrzymywanie się cen ropy na poziomie 50-55 USD za baryłkę nie powinno znacząco obniżyć wyników Grupy Lotos i PKN Orlen. Negatywnym zaskoczeniem byłby dopiero wzrost cen znacznie powyżej 60 USD. Należy jednak pamiętać, że nawet przy cenach na poziomie 50-60 USD, koszt zużycia własnego będzie w obu spółkach wyższy niż w 2016 r., kiedy średnia cena ropy wynosiła 44 USD.

OKIEM EKSPERTA
Efektywność Orlenu i Lotosu trochę spadnie

TOMASZ KASOWICZ, analityk PKO Banku Polskiego

Jeżeli cena ropy rośnie, to wsad do produkcji rafineryjnej jest droższy, co potencjalnie może negatywnie przełożyć się na marże rafinerii, jeśli rynek nie zaakceptuje wyższych cen paliw. Jeśli jednak rynek jest chłonny, to producenci są w stanie utrzymać marże i wzrost cen ropy, co ma dla rafinerii charakter bardziej neutralny, bo jest konsekwencją rosnącego popytu na paliwa. Od ponad dwóch lat sytuacja jest jednak inna, bo mieliśmy do czynienia z nadwyżką podaży ropy na rynkach globalnych. Rosnąca cena negatywnie wpływa na koszt zużycia własnego rafinerii. Z jednej baryłki ropy nie wytwarza się jednej baryłki paliw, tylko trochę mniej. Ta różnica to koszt rafinerii, który rośnie wraz ze wzrostem cen ropy. Odwrotna zależność występuje przy spadku cen. Rafinerie są w stanie zwiększać marże, bo ceny ich produktów spadają z pewnym opóźnieniem w stosunku do surowca. Cena ropy ma także wpływ na kapitał obrotowy. Im droższa ropa, tym rafinerie potrzebują go więcej, i na odwrót, a to wpływa na cash flow. Utrzymywanie się cen ropy na poziomie 50-55 USD za baryłkę nie powinno znacząco obniżyć wyników Grupy Lotos i PKN Orlen. Negatywnym zaskoczeniem byłby dopiero wzrost cen znacznie powyżej 60 USD. Należy jednak pamiętać, że nawet przy cenach na poziomie 50-60 USD, koszt zużycia własnego będzie w obu spółkach wyższy niż w 2016 r., kiedy średnia cena ropy wynosiła 44 USD.