Notowania ropy skoczyły wczoraj do najwyższego poziomu od prawie 21 lat. To wynik zaskakujących doniesień z Rosji, gdzie komornicy nakazali spółkom rosyjskiego koncernu naftowego Jukos wstrzymanie sprzedaży surowca. W rezultacie notowania ropy na londyńskiej giełdzie przekroczyły 40 USD za baryłkę. Zamrożenie dostaw przez rosyjski koncern, którego dzienna produkcja wynosi około 1,7 mln baryłek, mogłoby doprowadzić do wystąpienia sporych niedoborów na rynku. Decyzja komorników jest kolejnym etapem w rozpoczętym aresztowaniem Michaiła Chodorkowskiego, prezesa Jukosu, konflikcie pomiędzy koncernem a rosyjskimi władzami. Tamtejsze służby podatkowe domagają się od Jukosu zwrotu 3,4 mld USD z tytułu podatków za rok 2000.
Sytuację na rynku paliwowym dodatkowo komplikują doniesienia, że OPEC pracuje już pełną parą, wykorzystując wszystkie moce produkcyjne. To może sugerować, że kartelowi skupiającemu największych eksporterów trudno będzie teraz zwiększyć produkcję, która obecnie wynosi 30 mln baryłek dziennie. Tymczasem z każdym tygodniem zapotrzebowanie na produkty naftowe może rosnąć. Powodem jest zbliżająca się jesień i sezon grzewczy.
Rekordowo droga ropa na świece oznacza podwyżkę na rodzimym rynku. Jeśli tak, to nie zostanie ani śladu po ostatnich obniżkach wywołanych spadkiem cen na rynku ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia). W minionym tygodniu polskie rafinerie obniżyły ceny benzyny o jakieś 10 groszy na litrze. W detalu dało to korektę o blisko 5 groszy.