Wprawdzie pytani przez reporterów klienci supermarketów odpowiadają butnie, że „nasze jedzenie jest lepsze” i „nie będzie im brakowało tego zachodniego”, to nie brakuje w Rosji osób, których zaboli odcięcie od francuskich albo włoskich serów, egzotycznych owoców, wina, ryb albo zwierzęcej karmy importowanej z Zachodu.

Właściciele moskiewskich delikatesów już zaobserwowali wzmożony popyt na jeszcze dostępne zachodnie produkty mleczne. – Jeśli sytuacja się nie zmieni będziemy musieli obejść się smakiem – narzeka Natalia Lanskaia, pracownica telewizji, wkładając do koszyka zapas brie i camembertów.
Z kolei Amerykanka Amy mieszkająca od kilku lat w Moskwie przyznaje, że najbardziej odczuje odcięcie dostępu do mleka koziego i jego przetworów. – Już sprawdzałam w Google, czy można zamrażać kozi ser – opowiada reporterom.
Do kłopotu z putinowskim embargiem przyznają się też pracownicy moskiewskiego zoo, którzy dotąd ryby i egzotyczne owoce dla niektórych gatunków zwierząt sprowadzali właśnie z Zachodu. – Póki co nasi podopieczni nie chodzą głodni, ale już się zastanawiamy, czy uda się ich karmę sprowadzać z innych nieobjętych embargiem miejsc - przyznaje odpytywany przez agencję ITAR TASS pracownik ogrodu zoologicznego.
Największy problem mogą mieć jednak restauratorzy, prowadzący francuskie czy włoskie restauracje. – Dobra restauracja musi mieć dobre mięso, dobre wino, dobrą kawę i dobry papier toaletowy – mówi Tatiana Patochnikowa, właścicielka kilku restauracji w centrum Moskwy.
Do obaw przyznaje się również Paweł Dykman, prowadzący kilka włoskich restauracji w Niżnym Nowogrodzie – dużym mieście u ujścia rzeki Oki do Wołgi. – Najbardziej ucierpią na jakości dania z rybami, serem, bo trudno będzie zastąpić ich oryginalne składniki tymi produkowanymi w Rosji – żali się w rozmowie z Wall Street Journal.
Rosyjski minister rolnictwa uspokaja jednak, że już prowadzone są rozmowy z krajami produkującymi podobne produkty, ale nieobjęte embargiem. – Kto przyzwyczaił się do jadania w dobrej restauracji, nadal będzie mógł tam jeść do syta – mówi Nikołaj Wasyliewicz Fiodorow.
Więcej o konsekwencjach embarga w Rosji piszemy >>tutaj
