ROSJA JUŻ NIE KUSI
Firmy już zaprzestały wysyłania na stałe menedżerów na wschodnie rynki — pilnują interesów z Warszawy, Pragi i Budapesztu
Po kryzysie rosyjskim tamtejszy rynek pracy przestał kusić rodzimych (i nie tylko) menedżerów. Do firm doradztwa personalnego zaczęły wówczas spływać aplikacje od osób, które chciały wrócić do ojczyzny. Bardzo rzadko polskie spółki chcą zatrudniać rosyjskich bądź ukraińskich menedżerów.
— Menedżerowie, pracujący w Polsce, a pochodzący z krajów byłego Związku Radzieckiego, raczej nie są sprowadzani na życzenie jakiejkolwiek firmy krajowej lub zachodniej. Przyjazd nad Wisłę to ich osobista decyzja — twierdzi Mariusz Grzywiński, konsultant AIMS Polska.
Beata Żytka, dyrektor Russell Reynolds Associates, dodaje, że nie zdarzyło jej się otrzymać zlecenia, w którym klient wyrażałby życzenie zatrudnienia rosyjskiego czy też ukraińskiego menedżera. Z kolei Andrzej Maciejewski, dyrektor zarządzający Kienbaum, wspomina, że po wybuchu kryzysu rosyjskiego do kierowanej przezeń firmy zaczęły spływać aplikacje osób pracujących na Wschodzie. Były to jednak dokumenty sygnowane przez Polaków bądź tzw. expatów.
— Generalnie rzecz biorąc, polskie firmy nie szukają ukraińskich czy rosyjskich menedżerów, bo fachowców można znaleźć na krajowym rynku. Powiedzenie, że koszula najbliższa ciału, znajduje i w tym wypadku zastosowanie — mówi Andrzej Maciejewski.
Znać układy
Nieco inne spojrzenie ma Jarosław Cegłowski, wiceprezes WGK Audyt Personalny.
— Spotkaliśmy się z zapotrzebowaniem na kadrę menedżerską z Rosji. Polskie firmy, które zamierzają założyć swoje filie w Moskwie, Petersburgu czy Kaliningradzie, poszukują osób znających doskonale specyfikę rosyjskiego rynku, układy i sposób załatwiania istotnych spraw w różnych kręgach. Tacy menedżerowie przyjeżdżają na rok do Polski, tu są szkoleni i zapoznają się z działalnością firmy. Po powrocie, tworzą filie od podstaw — uważa Jarosław Cegłowski.
Przesunięcie ośrodków
Nie zmienia to faktu, że ośrodki decyzyjne firm, które przed kryzysem mocno zakotwiczyły się w Rosji, przesunęły się do Polski, Czech czy Węgier. Menedżer, który kieruje rosyjską czy też ukraińską dywizją, nie musi mieszkać w Moskwie.
— Pracujemy czasem nad projektami, związanymi z rynkiem wschodnim. Dotyczą one stanowisk odpowiedzialnych za region Europy Środkowej i Wschodniej. Dobrą wiadomością dla polskich menedżerów jest z pewnością fakt, że coraz częściej lokalizacja centrali na region wschodni jest przenoszona do Polski — podkreśla Andrzej Maciejewski.
— Stałe wyjazdy do Rosji są bardzo sporadyczne, można wręcz powiedzieć, że są to pojedyncze przypadki. Firmy wysyłające tam swego przedstawiciela są przygotowane do zapewnienia zachęcających gratyfikacji i odpowiedniego komfortu pracy, który ma na celu zniwelowanie wszelkich innych niedogodności — zapewnia Mariusz Grzywiński.
Beata Żytka potwierdza, że przed kryzysem rosyjskim menedżerowie, którzy decydowali się na stały wyjazd, mogli liczyć na „bezwzględnie lepsze warunki zatrudnienia”. Nic dziwnego, trzeba było płacić za ryzyko, którego podejmowali się menedżerowie.
FALA BEZ WSCHODU: Kiedy firmy zaczęły redukować inwestycje, nastąpiła fala powrotów ze Wschodu. Wśród aplikacji, które spływały, nie było nazwisk rosyjskich czy ukraińskich menedżerów — mówi Beata Żytka z Russell Reynolds Associates.
BEZ STAŁEGO POBYTU: Menedżerowie nie muszą przeprowadzać się na wschód. Spółkami kierują z bardziej stabilnych krajów — mówi Andrzej Maciejewski z Kienbaum Polska. fot. MP