Rosja znów straszy rynki

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2014-07-18 00:00

W Rosji nie widzimy zagrożenia dla hossy na rynkach światowych.

Sytuacja na Ukrainie jest trudna od wielu miesięcy, ale dla rynków ten temat od dłuższego czasu w zasadzie przestał istnieć. Do tego stopnia, że ceny rosyjskich akcji odbiły o ponad 30 proc. od tegorocznego minimum. Cierpliwość Białego Domu jednak najwyraźniej się wyczerpała i nałożone sankcje przypominają inwestorom o powadze sytuacji.

Warto pamiętać, że nie wszędzie o Ukrainie mówi się tak dużo, jak w Polsce. Dla wielu Amerykanów będzie to po prostu kolejna z byłych republik radzieckich, w Azji inwestorzy mają swoje geopolityczne zmartwienia. Dlatego też wtedy, kiedy słuchaliśmy o kolejnych ofiarach starć w rejonach Doniecka czy Ługańska, stratedzy zachodnich instytucji zalecali akumulowanie akcji rosyjskich firm ze względu na ich bardzo niskie wyceny wskaźnikowe. Teraz okazuje się, że premia od tych wycen może być jednak uzasadniona, bo nałożone przez USA sankcje faktycznie uderzą w rosyjskich gigantów. Przede wszystkim jednak na rynki wraca ryzyko geopolityczne, co zwiększa globalną awersję do ryzyka, ze szczególnym uwzględnieniem rosyjskich aktywów.

Rosyjskie akcje, które tylko od początku maja zyskały ponad 25 proc., wydają się być oczywistym kandydatem do zajmowania pozycji krótkich, ale czy Rosja stanie się przyczynkiem do większej globalnej korekty? Prezydent Władimir Putin stwierdził, że na sankcjach stracą przede wszystkim amerykańskie firmy, ale prawda jest taka, że w skali całej gospodarki USA nie będą to poważne problemy.

Rosja może zaszkodzić światowej gospodarce na dwa sposoby: ograniczyć eksport ropy lub/i zdecydować się na otwartą interwencję zbrojną na Ukrainie. Pierwszy scenariusz jest mało prawdopodobny. Władimir Putin może psioczyć na Zachód, ale pozbawiając się źródła dewiz, sam strzeliłby sobie w kolano.

Co więcej, uderzyłby głównie w Europę, która jest dla niego bardziej pobłażliwa, co zapewne będzie starał się wykorzystywać. Drugi scenariusz wydaje się również mało realny, przynajmniej na razie. Rosyjski prezydent przyzwyczaił nas już do gry na zmęczenie przeciwnika i uśpienie jego czujności i jeśli jego faktycznym zamiarem jest aneksja wschodnich regionów Ukrainy, będzie chciał to osiągnąć raczej taktyką brudnej gry niż otwartym konfliktem zbrojnym. Dlatego też w Rosji nie widzimy zagrożenia dla hossy na rynkach światowych. Tym niemniej inwestorzy muszą mieć się na baczności.