Front nakłaniania Niemiec i Europejskiego Banku Centralnego (EBC) do drukowania pieniędzy jest coraz szerszy. Dołączył do niego właśnie szwajcarski bank Credit Suisse. W raporcie „Ostatnie dni euro” analitycy banku ostrzegają, że bez żadnych „niestandardowych działań” i „bardziej agresywnych kroków EBC” kryzys fiskalny w Eurolandzie będzie się pogłębiał.
„Wygląda na to, że rozpoczęły się ostatnie dni strefy euro, jaką znamy. W najbliższym czasie niemal na pewno będą musiały zostać uruchomione niestandardowe działania, żeby uchronić europejski rynek przed postępującym zamykaniem się przed kolejnymi krajami strefy euro” — ostrzega Credit Suisse.
Print, print, print!
Szwajcarski bank twierdzi też, że nie można wykluczyć „eskalującego runu [masowego wyciągania przez klientów depozytów z banków — red.] nawet na najsilniejsze europejskie banki”. Credit Suisse zaznacza, że kreślony przez niego scenariusz może się wydawać przesadnie dramatyczny, ale w istocie odzwierciedla logikę działania inwestorów, którzy będą się odwracać od europejskich obligacji rządowych.
„Po prostu nie mogą być już pewni, co tak naprawdę na tym runku kupują i sprzedają” — zaznacza Credit Suisse.
Wcześniej o drukowanie pieniędzy, czyli o uruchomienie programu skupu obligacji zadłużonych państw (bez tzw. sterylizacji, czyli jednoczesnego ściągania płynności z rynku), apelowały m.in. Deutsche Bank, Royal Bank of Scotland czy JP Morgan. Tego samego od EBC od dłuższego czasu oczekują politycy w USA i Wielkiej Brytanii oraz część ekonomistów i inwestorów, m.in. George Soros. Niedawno do tego grona dołączył nawet Jacek Rostowski, polski minister finansów. Wezwał EBC do „zmasowanej interwencji”, bez której Europę czeka katastrofa.
Drukowaniu pieniędzy sprzeciwia się wielu polityków i ekonomistów w Europie, a zwłaszcza w Niemczech. Ich zdaniem, pompowanie na rynek gotówki wpędzi Europę w kolejny kryzys — hiperinflacji.
— Będziemy bronić euro, ale będziemy to robić jedynie w sposób, który da nam pewność, że wspólna europejska waluta pozostanie walutą stabilną. Obiecaliśmy, że euro będzie walutą z niezależnym bankiem centralnym, który nie służy temu, aby finansować państwa — zapewniał wczoraj w Bundestagu Wolfgang Schäuble, minister finansów Niemiec.
Wspólny problem
Według części ekspertów, wywieranie presji na EBC przez banki komercyjne może wynikać jedynie z troski pracowników tych instytucji o własne interesy, a nie o przyszłość strefy euro.
— W ostatnich tygodniach wiele aktywów zaczęło gwałtownie tracić na wartości, co uderza w wyniki finansowe banków. Masowe drukowanie pieniędzy z pewnością by ten proces zatrzymało. „Nie” dla skupu obligacji oznacza więc dla menedżerów banków „nie” dla premii, a być może również „nie” dla ich miejsc pracy. Problem wysokiej inflacji za kilka lat z ich punktu widzenia jest mało istotny — twierdzi jeden z analityków.
Gorący spór toczący się wokół roli EBC w rozwiązywaniu kryzysu zadłużeniaw strefie euro ma ważne implikacje dla Polski. Gdyby bank uległ presji, ogłosił masowy program wykupu obligacji i — w czarnym scenariuszu — rzeczywiście spowodowałoby to wybuch inflacji w strefie euro, musiałoby się to przełożyć na inflację w Polsce.
— Problem inflacyjny w Eurolandzie nie jest przesądzony i byłby widoczny raczej za kilka lat niż kilka miesięcy. Z pewnością nie ograniczyłby się jednak do strefy euro. W górę poszłyby ceny dóbr importowanych przez Polskę ze strefy euro, a więc także na nasz wskaźnik inflacji — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.
To samo dotyczyłoby Szwajcarii — tam też mógłby nastąpić wybuch inflacji. A wyższy wskaźnik cen oznacza wyższe stopy procentowe, a więc wyższe raty kredytów. Ponieważ problem byłby ogólnoeuropejski, kwota, w jakiej polscy kredytobiorcy są zadłużeni, nie miałaby znaczenia. Wyższe odsetki płaciliby polscy kredytobiorcy zadłużeni zarówno w złotych, jak i franku szwajcarskim i euro.