Rowery na miarę naszych czasów

13-06-2016, 22:00

POMYSŁ NA BIZNES: Dwukołowe pojazdy przeżywają w Polsce swój renesans, a ci, którzy to dostrzegli, uwalniają pokłady biznesowej kreatywności

Tkanka miejska powoli zaczyna się zmieniać. Mieszkańcy coraz częściej rozumieją, że miejsce, w którym żyją, pracują i spędzają czas wolny, powinno służyć im, a nie wszechobecnym samochodom, które nie mieszczą się już na miejscach parkingowych i zanieczyszczają powietrze. Przesiadają się więc na rowery. Oczywiście w większych miastach są już dostępne stacje z Veturilo. Jednak większość rowerzystów chce posiadać własne dwa kółka, i to nie byle jakie. Tę zależność odkryli i postanowili wykorzystać Igor Pielas, Adam Zdanowicz oraz Marcin Bielawski, twórcy rowerów, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców miejskiej dżungli.

ROWER Z PRZESŁANIEM:
Zobacz więcej

ROWER Z PRZESŁANIEM:

Igor Pielas, założyciel Asante Bamboo Bikes, twierdzi, że wykorzystanie ekologicznych, odnawialnych materiałów przy budowie rowerów kreuje nie tylko zmianę społeczną w Afryce, ale także zapewnia użytkownikowi unikatowy produkt, do którego może sam zaproponować design i kolorystykę. Marek Wiśniewski

Ekologiczny pojazd

— W coraz większej liczbie miejsc na świecie doświadczamy właśnie rewolucji rowerowej. Rowery są doskonałym środkiem transportu w miastach — szybkim, ekologicznym i zajmującym mniej miejsca. Coraz więcej miast rozumie, że inwestycja w infrastrukturę rowerową przynosi korzyści dla całego miasta. A tu już tylko krok od rozwijania tzw. kultury rowerowej. Rower to już nie tylko narzędzie do przemieszczania się, to styl życia, element mody, sposób na wyrażanie siebie. Coraz więcej jest także konsumentów świadomych ekologicznie i społecznie. To wszystko przekonało nas do wystartowania na szerszą skalę z marką bambusowych rowerów. A sam pomysł powstał z pasji do przedsiębiorczości społecznej, Afryki i rowerów. Moim marzeniem było zawsze stworzenie własnej firmy, a jednocześnie szukałem sposobów na realizację swoich zapędów społecznych. I tak udało się połączyć integralnie dwa zyski — ekonomiczny i społeczny, tworząc unikalne produkty, które zmieniają świat na lepsze — mówi Igor Pielas, założyciel Asante Bamboo Bikes.

Igor Pielas oparł swój model biznesowy na wspieraniu przedsiębiorczości w Ghanie. Każdy kupiony rower pomaga sfinansować stypendium edukacyjnego dla młodzieży w regionie Asante.

— W życiu i biznesie kieruję się jednym mottem: „żyj dobrze i czyń dobrze”. Dlatego Asante działa w modelu przedsiębiorczości społecznej, kreując integralnie dwa zyski — ekonomiczny i społeczny. Bambusowe elementy roweru są wytwarzane w Ghanie jako część inicjatywy społecznej Yonso Project, działającej jako NGO. W naszym warsztacie dajemy pracę i trening umiejętności mieszkańcommałej wioski w okolicy Kumasi. Zysk wypracowany z produkcji ram nadal zasila finansowanie projektów edukacyjnych Yonso Project, a dodatkowo za każdy kupiony rower finansujemy stypendium edukacyjne dla jednego ucznia z wiejskiego regionu Asante — opowiada Igor Pielas.

Twórcą projektów rowerów jest sam założyciel marki Asante, to on jest odpowiedzialny za design, dobór osprzętu i dodatków. Bambusowe ramy są wykonywane ręcznie w Ghanie i testowane w niemieckim laboratorium, które udziela im certyfikatów bezpieczeństwa. Podzespoły kupowane są zarówno w Polsce, jak i za granicą, część produkowana jest także przez Asante.

— W projektowaniu bardzo istotne jest wsłuchanie się w potrzeby użytkownika i zbieranie informacji zwrotnej z rynku, tzw. customer development. Należy jednak pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalny rower do wszystkiego i dla każdego — mamy różne potrzeby i sposoby wykorzystania roweru. W Asante skupiamy się na rowerach z segmentu lifestyle, tworząc modne jednoślady odnajdujące się znakomicie w mieście, choć męski model classic pełni też doskonale funkcję trekkingową — komentuje Igor Pielas.

Szalone rowery

Przygoda kolejnego miłośnika jednośladów rozpoczęła się podczas Masy Krytycznej, gdzie miał nagrać comiesięczny przejazd rowerów przez miasto, skupiając się na swoich kolegach, którzy postanowili pokonać trasę na własnoręcznie stworzonych pojazdach. Sam również dosiadł jeden z takich rowerów.

— Gdy wyciągnęli z garażu czarnego minichoppera, usiadłem na nim i uczucie to zapamiętam do końca życia. Poczułem wtedy, że absolutnie muszę taki rower mieć. Uczucie to nazwałbym miłością od pierwszego wejrzenia. Pomysł na własny rower leżał przez długi czas w piwnicy. Do dziś pamiętam dzień, kiedy pokazałem kolegom swój pierwszy rower. Recydywa, bo tak ją nazwałem, zwaliła ich wszystkich z nóg. Podczas ostatniego semestru na studiach dowiedziałem się, że rusza konkurs biznesowy organizowany przez Virgin Mobile. Do wygrania było 100 tys. zł. Chciałem robić rowery szyte na miarę. Zgłosiłem się z biznesplanem, dałem z siebie wszystko, ale się nie udało. Nie zraziło mnie to. Zacisnąłem zęby, stworzyłem nowy, ulepszony biznesplan i zdobyłem wszystkie nagrody w kolejnym konkursie — Politechniki Białostockiej i „Kuriera Porannego”. Łącznie do wygrania było ponad 10 tys. zł. To ogromnie zmotywowało mnie do pracy. Zacząłem mieć poczucie misji. Od tej pory codziennie pracowałem do późna w nocy nad wizją firmy — opowiada Adam Zdanowicz, założyciel Mad Bicycles. Adam Zdanowicz osobiście tworzy koncepcje rowerów — najpierw szkicuje geometrię ram na kartce, ustala parametry i projektuje. Wszystko jest dostosowane do konkretnego użytkownika, co sprawia, że każdy model roweru jest niepowtarzalny.

— Nieraz jest to cała kartka rysunków w poszukiwaniu tego jednego wzoru. Szkic trafia do programu graficznego, w którym wprowadzam detale, skaluję i dopasowuję rozmiar ramy do fizjonomii przyszłego użytkownika. Powstaje wtedy dokładna wizualizacja trójwymiarowa, dzięki której klient może ujrzeć gotowy wyrób z wybranymi kolorami i osprzętem oraz ewentualnie nanieść poprawki. W zależności od upodobań klientów dodaję bajery, takie jak tapicerowane siodełko, laserowe detale czy ramę w wymarzonym kształcie. Podzespoły importuję głównie z Niemiec i USA, ale podstawowe elementy, czyli ramę, widelec, obręcze, wykonuję osobiście — mówi Adam Zdanowicz. Produkty szyte na miarę przeżywają swój renesans. Masowość zamieniamy na wyjątkowość, ta zasada sprawdza się także, jeżeli chodzi o taki produkt jak rower. — Z pewnością bardziej niż kiedykolwiek klienci doceniają produkty handmade. Otoczeni produktami wytwarzanymi masowo poszukują nisz, w których znajdą

coś wyjątkowego dla siebie. Sądzę, że rzemieślnictwo może otrzymać nowe życie, ale do tego potrzeba nie tylko czasu, ale także odrodzenia cechów rzemieślniczych. Customy [rowery projektowane dla klienta — red.] w Polsce ciągle są nowością. Wiele osób słyszy o nich ode mnie po raz pierwszy. Rynek światowy jest chłonny, ale odnalezienie się w tej niszy jest trudne — szczególnie w dobie emigracji lokalnych biznesów do internetu. Jest wielu rzemieślników, którzy znając swój kunszt, nie potrafią efektywnie korzystać z mediów społecznościowych. Są również pojedyncze firmy i sklepy, które radzą sobie dobrze, ale proponują jedynie ograniczone rozwiązania. Po skutecznych kampaniach promocyjnych ciągle dostaję zapytania w nowych językach, z nowych rejonów świata. Rowery kupili już Amerykanie i Holendrzy, a kolejne zamówienia z nowych części świata ciągle nadchodzą. Nie mogę narzekać na brak zainteresowania swoimi wyrobami — przekonuje Adam Zdanowicz.

Lokalna zadziorność

Dla kolejnej firmy lokalny patriotyzm ma bardzo duże znaczenie, stąd nazwa Kosynier, która bezpośrednio odwołuje się do miasteczka Buk, gdzie kosynierskie tradycje są wciąż bardzo silne. Dodatkowo to firma rodzinna, rowery tworzone są przez dwóch braci Bielawskich.

— Nazwa przypadła nam do gustu ze względu na skojarzenia z zadziornością czy walecznością. Takie mają być nasze pojazdy. Od dziecka pasjonujemy się zabytkową motoryzacją. Byliśmy zafascynowani Junakami, Panoniami, Iżami, którymi jeździli nasi dużo starsi koledzy. Z biegiem czasu sami staliśmy się właścicielami kilku zabytkowych motocykli i swego czasu Mustanga z 1965 roku. Rower wyglądający jak motocykl był w zasięgu naszych możliwości. Mimo to oczywiście wiązało i nadal wiąże się to ze sporą pracą, nakładami finansowymi i samozaparciem. Produkując rowery właśnie o takim wyglądzie, dotykamy początków historii motocykli. Właśnie tak wyglądały motocykle 100 lat temu. Były to w wielu przypadkach rowery z silnikiem. Mamy nadzieję, że to też i nasz początek, że na rowerach nie poprzestaniemy — opowiada Marcin Bielawski, założyciel marki Kosynier. Mimo że ten jednoślad posiada silnik, to cały czas rower. Prawo pozwala na produkcję i sprzedaż rowerów z silnikami elektrycznymi i spalinowymi. Choć w przypadku spalinowych sytuacja zmieni się od przyszłego roku, gdyż na terenie UE nie będzie można sprzedawać pojazdów z silnikami spalinowymi dwusuwowymi 50 cm sześc.

— Wyróżnia nas oczywiście design, ale też to, że łączymy rzemieślniczą pracę z nowymi technologiami. Warto dodać, że ręcznie wykonanesiodełko z najwyższej jakości skóry oraz silnik elektryczny czy akumulatory są te same co w samochodach Tesla. Rower można już zakupić w przedsprzedaży. Z produkcją planujemy wystartować w przyszłym roku. Głównie nastawiamy się na rynki zagraniczne. Chcemy dotrzeć głównie do klientów na terenie Niemiec, Anglii, Japonii — mówi Marcin Bielawski.

Twórców wszystkich zaprezentowanych modeli łączy miłość do rowerów, pasja objawiająca się w rzemieślniczej pracy, ale przede wszystkim działanie wbrew regułom i chęć tworzenia czegoś unikatowego.

— Naszymi odbiorcami są osoby tęskniące za produktami, które kiedyś były projektowane na lata. Nie szukają masowych produktów. Doceniają wysoką jakość, dbałość o szczegóły. Nadrzędną sprawą jest oczywiście zamiłowanie do zabytkowych pojazdów, do stylu vintage. Trochę działamy wbrew regułom, nie było badania rynku. To mają być pojazdy, którymi sami chcemy jeździć latami i z których jako miłośnicy zabytkowej motoryzacji chcemy być dumni — komentuje Marcin Bielawski. Okazuje się, że takie nastawienie producentów jest zbieżne z oczekiwaniami klientów. Ci chętnie wybierają produkty na miarę, które posłużą im na lata i które wyrażą ich osobowość niecodziennym wyglądem używanego produktu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Kostro

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Rowery na miarę naszych czasów