Równa miarka dla kilku ustaw

opublikowano: 18-04-2021, 20:00

Zgodne z Konstytucją RP obsadzenie stanowiska rzecznika praw obywatelskich (RPO) – po wygaśnięciu przedłużonego przymusowo mandatu Adama Bodnara – realnie nie posunęło się do przodu.

Oczywiście Sejm w pierwszym kroku wybrał posła PiS Bartłomieja Wróblewskiego, stosunkiem 240:201, przy 11 wstrzymujących się i 8 nieobecnych. Kandydat deklaruje, że do połowy maja spróbuje przeciągnąć na swoją stronę choćby 2-3 senatorów spoza PiS-owskiej mniejszości w drugiej izbie. Jednak sam w to nie wierzy, będzie wykonywał podchody, lecz wynik finalnego głosowania Senatu także jest oczywisty – kolejny poseł PiS zostanie odrzucony jak poprzedni, Piotr Wawrzyk. Bardzo ważna jest okoliczność, że np. ewentualny remis 50:50 to za mało, pozytywna uchwała nie zostanie podjęta. W odróżnieniu od Senatu amerykańskiego u nas nie włącza się w razie remisu wiceprezydent jako arbiter, którego głos rozstrzyga. Bartłomiej Wróblewski musi uzyskać przewagę 51:49 (odpowiednio obniżoną w razie jakichś nieobecności, ale Senat raczej zagłosuje w komplecie). Paradoksalnie szanse ma nawet mniejsze niż wspomniany poprzednik, albowiem bardzo go obciąża aktywne współautorstwo wniosku do Trybunału Konstytucyjnego, którego skutkiem stało się zerwanie 27-letniego kompromisu aborcyjnego. Wspomnienie wielotysięcznych niepokojów społecznych z jesieni 2020 r. wyklucza, aby to właśnie ich współinicjator mógł sprawować mandat RPO ponad podziałami.

W tym kontekście ciekawie zapowiada się wykonanie zalecenia TK, aby pilnie usunięto kilka ustawowych niezgodności z Konstytucją RP. Przez 24 lata możliwość automatycznego przedłużania urzędowania – w razie niewybrania następcy – uważano za ogromną zaletę, przeciwdziałającą sparaliżowaniu ważnych stanowisk państwowych. Zakwestionowany obecnie przez TK przepis o przeciągnięciu kadencji zawiera nie tylko ustawa o RPO, lecz kilka innych, w tym o Najwyższej Izbie Kontroli (NIK) oraz o Narodowym Banku Polskim (NBP). A zatem wymyślony na poczekaniu przez władców pomysł jakiejś protezy musi identycznie uregulować sytuację zarówno RPO, jak też prezesów NIK i NBP. Pierwsza kwestia jest bardzo pilna, szef NIK ma zaś jeszcze do końca kadencji dużo czasu, chyba że w konflikcie Mariana Banasia z PiS nastąpi jakiś nagły zwrot. Natomiast już bardzo konkretnie na horyzoncie pojawia się koniec kadencji prezesa NBP.

W roku 2016 przejęcie prezesury przez Adama Glapińskiego z rąk Marka Belki przebiegło terminowo i płynnie, ale jak będzie z kadencją od 2022…?
Adam Chelstowski / Forum

Konstytucja RP przy obsadzaniu szefa banku centralnego wymaga także współdziałania dwóch organów. Ale akurat nie Sejmu i Senatu, lecz prezydenta RP i Sejmu. Izba poselska nie wybiera spośród kilku kandydatów, lecz głosuje tak/nie nad jednym zgłoszonym przez głowę państwa. Na szczęście dla stabilności polskich finansów publicznych, w całej historii III RP tylko raz zdarzyła się niespójność między oboma organami. W 1992 r. zgłoszona przez Lecha Wałęsę kandydatka Hanna Gronkiewicz-Waltz za pierwszym razem nie przeszła, ponieważ Sejm uznał, że została podrzucona przez Lecha Falandysza. Nie poparli jej nawet… liberałowie Donalda Tuska. Ale po negocjacjach w ponownym głosowaniu mało znana wtedy prezes została zaakceptowana. Przez następne trzy dekady NBP miał szczęście, zgodność opinii prezydentów oraz składów Sejmu udawało się osiągnąć, chociaż czasem ledwie, ledwie. W perspektywie roku 2022 sytuacja jest jasna – jeśli Sejm dotrwa, to prezes Adam Glapiński oczywiście otrzyma drugą kadencję, ale jeśli odbędą się wcześniejsze wybory i PiS utraci samodzielną większość, to… Właśnie dlatego potraktowanie równą miarką przepisów kadencyjnych na sytuację „w razie czego” musi objąć zarówno RPO, jak też NIK oraz NBP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane