Roy — reaktywacja

  • Anna Pronińska
opublikowano: 25-02-2014, 00:00

Męska marka odzieżowa się rozkręca, a jej produkcja przenosi się z Azji do Polski.

Nie handlują garniturami, nie szyją na miarę i nie mają sklepów z własną marką, a biznes odzieżowego brandu Roy (ubrania typu casual dla mężczyzn) kręci się coraz lepiej. Marka należąca do firmy S.B.S. (inwestycja giełdowego funduszu Skyline Investment) dostępna jest w około 100 sklepach i butikach wielobrandowych.

Zobacz więcej

WŁASNYCH NIE MA: Marka Roy nie posiada własnych sklepów, a produkcję zleca po przyjęciu zamówień z butików — mówi Paweł Maj, członek zarządu S.B.S., właściciela marki Roy. [FOT. WM]

— Szacuję, że w tym roku dynamika przychodów będzie dwucyfrowa i jeśli ją utrzymamy, to w przyszłym może przekroczymy próg 10 mln zł sprzedaży. Marka jest rentowna — zapewnia Paweł Maj, członek zarządu S.B.S.

Kilka lat temu Roy, jeszcze jako firma, podpisał umowę inwestycyjną z giełdowym Monnari. Wkrótce giełdowa spółka popadła w tarapaty, a za nią także Roy. Firma S.B.S. odkupiła od syndyka znak firmowy Roy i domenę internetową. Marka została reaktywowana w 2011 r. Spółka rozwija markę nie tylko w Polsce. Bezpośrednich partnerów handlowych ma już m.in. w Rosji, Czechach, na Litwie, Węgrzech, Słowacji i w krajach Półwyspu Arabskiego. Model sprzedaży za granicą jest podobny do polskiego. Coraz mniej natomiast za granicą, głównie w Azji, produkuje się odzieży marki Roy.

— W przypadku obecnej kolekcji wiosna-lato 100 proc. szyjemy w Polsce. Jest to kwestia nie tylko jakości, ale również czasu dostawy, a różnica ceny nie jest już tak znacząca. Nie ma więc sensu eksportować miejsc pracy, skoro można zlecać produkcjęw kraju i dać zatrudnienie polskim pracownikom — mówi Paweł Maj.

Zdaniem Tadeusza Wawrzyniaka, prezesa PIOT Związek Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego, jeśli dystrybutor odzieży żąda krótkiej serii, czasu dostaw krótszego niż cztery miesiące i wysokiej jakości, to jest skazany na Europę.

— Poniżej pewnego poziomu zleceń nie opłaca się produkować w Azji, bo koszty transportu zjedzą różnice na cenie. Od kilku miesięcy docierają do nas sygnały od sieciówek odzieżowych, że chcą wprowadzać do sprzedaży wyroby wyższej jakości, w rozsądnych cenach, ale z metką „made in Poland” — mówi Tadeusz Wawrzyniak. Przewagą polskiej produkcji są krótkie terminy, europejskie materiały i wyższa jakość.

— Wartość rynku odzieży w Polsce szacuje się na 7 mld EUR w 2012 r., a wartość produkcji polskiego przemysłu odzieżowego wynosi ponad 1 mld EUR. Uważam, że w kraju de facto powstaje tylko około 0,5 mld EUR produkcji — mówi prezes PIOT. W planach S.B.S. jest w tym roku uruchomienie sprzedaży internetowej. Niewykluczone, że rozszerzony będzie asortyment Roya np. o obuwie.

— Rynek odzieży męskiej i świadomość dbania o ubiór wśród mężczyzn rośnie. Zwłaszcza wśród osób pracujących w korporacjach. Działamy na niszowym rynku odzieży męskiej typu casual, przeznaczonej dla biznesu. Przedsiębiorca czy menedżer po pracy chce schować garnitur do szafy, ale nadal wyglądać dobrze. W tym segmencie brakuje kompleksowej oferty — mówi Paweł Maj.

Podobną odzieżą handlują również m.in. Vistula i Bytom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu