Rozbrat nie Canossa...

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-03-17 00:00

...Marek Belka to nie Henryk IV, a Józef Oleksy nie Grzegorz VII — dlatego we wczorajszym stawieniu się premiera w warszawskiej siedzibie Sojuszu Lewicy Demokratycznej trudno doszukiwać się analogii z kajaniem się cesarza w pokutnym worze przed papieżem. Jednak lejtmotyw rozgrywek i w wieku XI, i w XXI jest podobny — chodzi mianowicie o inwestyturę. W naszym ustroju parlamentarno-gabinetowym teoretycznie seniorem jest Sejm, a wasalem Rada Ministrów — jednak rząd Marka Belki pochodzi z nominacji prezydenckiej, przez sejmową większość został zatwierdzony wyłącznie ze strachu przed skróceniem kadencji i dlatego pozwala sobie na postępowanie wbrew opinii posłów, nawet stanowiących jego zaplecze.

Termin szybko zbliżającej się najważniejszej konfrontacji jest znany — 5 maja. Premier publicznie zapowiedział — i wczoraj na Rozbrat to swoim (już byłym) towarzyszom potwierdził — podanie w owym dniu rządu do dymisji. SLD publicznie ogłosił — i wczoraj również potwierdził — iż nie poprze samorozwiązania Sejmu, co oznacza, iż wymaganych 307 poselskich głosów na pewno się nie zbierze. Wobec takiej rozbieżności stanowisk „małżeństwa w separacji” (to najnowsza definicja relacji obu stron) jest całkiem możliwe, iż Marek Belka wbrew sobie porządzi od maja aż do połowy października, a może nawet dłużej, jeśli po wyborach 25 września ich zwycięzcom nie będzie pasowała koalicyjna układanka.

Premierowi i jego ministrom już teraz wypada współczuć dyskomfortu psychicznego, związanego z codzienną udręką wsiadania do podstawianych przez BOR limuzyn, udziałem w nudnych posiedzeniach rządu czy męczących podróżach zagranicznych. A najbardziej ze wszystkich tych plag — konieczności przygotowania projektu budżetu na rok 2006!

Będzie on uchwalany i realizowany przez kogo innego, ale 30 września do północy MUSI wpłynąć do laski marszałkowskiej. Marek Belka pamięta przecież wieloletnie ciąganie go przez AWS-owski Sejm przed Trybunał Stanu za budżetowy poślizg z roku 1997 i więcej do takiej sytuacji nie dopuści — chociaż zdaje sobie sprawę, że firmowany przez niego projekt zostanie przez nowy Sejm zmieszany z błotem, bez względu na jego merytoryczną zawartość.