Rozdawać akcje? Nie chcę, ale muszę

Agnieszka Berger, Jarosław Sroka
24-05-2004, 00:00

Co minister może dać kulejącym firmom? Został mu tylko Orlen i KGHM...

„Puls Biznesu”: W exposé Marek Belka podjął w Pańskim imieniu liczne trudne zobowiązania. Premier przedstawił długą listę sektorów, które ma Pan restrukturyzować, zapowiedział też poprawę jakości nadzoru właścicielskiego i uporządkowanie kwestii reprywatyzacji. Ma Pan przed sobą najwyżej rok na stanowisku ministra skarbu. Jak wyobraża Pan sobie wywiązanie się z tych deklaracji?

Jacek Socha: Wszystkie wymienione w exposé zadania leżą w gestii ministerstwa skarbu, więc jest naturalne, że będę się nimi zajmował. Premier zwrócił się do Sejmu z ofertą zawarcia kontraktu, który ma trwać rok. W ramach tego kontraktu część zadań będzie kontynuowana, a część zostanie doprowadzona do końca. Osoby, z którymi się konsultowałem, były jednomyślne: żeby ten rząd był rządem sukcesu, nie należy rozgrzebywać wszystkiego, lecz załatwić kilka najważniejszych problemów.

Czy to przypadkiem nie oznacza, że Pańska rola ograniczy się do zapewnienia przychodów z prywatyzacji na zaplanowanym poziomie, co uczyniłoby z Pana de facto nie ministra skarbu, lecz ministra ds. sprzedaży na giełdzie PKO BP?

Gdyby tak się stało, byłbym pierwszym ministrem od pięciu lat, który wprowadził na giełdę dużą spółkę, stwarzając możliwości inwestycyjne otwartym funduszom emerytalnym (OFE) i sporej grupie drobnych inwestorów krajowych. Pozostawiłbym też następcom ważną ideę, że prywatyzacja w Polsce musi być kontynuowana głównie za pośrednictwem giełdy, bo inaczej grozi nam erozja aktywów OFE i marginalizacja rynku kapitałowego, co będzie rzutowało na sytuację gospodarczą kraju. Była o tym mowa w exposé...

...i w Pańskim wystąpieniu przed sejmową komisją skarbu. Wspominał Pan wtedy, że w ofertach publicznych prowadzonych przez skarb państwa powinny się pojawiać specjalne transze dla OFE. Czy przewiduje Pan takie rozwiązanie w ramach sprzedaży akcji PKO BP?

To nie jest przesądzone, choć z pewnością ta oferta będzie skierowana przede wszystkim do funduszy emerytalnych i polskich inwestorów indywidualnych. Pomysł z transzami dla OFE jest świeży i trzeba go przedyskutować m.in. z komisją skarbu. Chodzi o to, by fundusze mogły obejmować określone pakiety akcji na określony czas. To nie byłaby w pełni swobodna inwestycja.

Na jakim etapie są przygotowania do sprzedaży PKO BP?

W lipcu prospekt emisyjny powinien trafić do KPWiG. Sprzedaż akcji rozpocznie się w październiku lub listopadzie.

Ten proces komplikuje zapowiedź Pana poprzednika, dotyczącą stworzenia narodowej grupy finansowej z udziałem PKO BP i PZU. Na czym polega ta koncepcja?

Jeżeli nawet była taka koncepcja, to nie będę jej omawiał, bo nie zamierzam jej wdrażać. Między PKO BP a PZU może najwyżej nastąpić tzw. cross sharing (wymiana akcji — przyp. red.) na niewielkim poziomie, ale nie z inicjatywy ministra skarbu. Tworzenie grupy, kiedy efekt synergii jest minimalny, a komplikacji mnóstwo, nie ma sensu. Dlatego idziemy w kierunku upublicznienia PKO BP.

Od wielu tygodni resort skarbu wysyła sygnały w sprawie Eureko. Padły słowa, że inwestorzy zagraniczni nie sprawdzają się w polskiej rzeczywistości. Resort ostrzegał, że jeszcze raz przyjrzy się tej prywatyzacji. Tymczasem z ocen analityków wynika, że arbitraż z Eureko jest przegrany. Na wtorek zaplanowano spotkanie z wysokimi przedstawicielami Eureko. Co tym razem może im Pan zaproponować?

Analitycy dokonują najprzeróżniejszych i nie zawsze zgodnych ocen. W tej sprawie z żadnymi ich ocenami się nie spotkałem. Jestem ministrem skarbu od trzech tygodni. Mogę powiedzieć tylko, że w tym tygodniu dojdzie do spotkania z przedstawicielami Eureko, i że rozmowy muszą być kontynuowane.

Widzi Pan Eureko w roli inwestora strategicznego kontrolującego PZU?

Jestem przed pierwszą rozmową z Holendrami, zapoznaję się z materiałami dotyczącymi działań w tej sprawie i na razie nie przesądzam żadnego układu.

Jakie daje Pan sobie szanse rozwiązania sporu z Eureko?

Na tym etapie na to pytanie nie da się odpowiedzieć.

BGŻ czeka na podniesienie kapitału. Inwestorzy zagraniczni mówią wprost: układ właścicielski, a przede wszystkim zapisy w statucie, zniechęcają do udziału w tej prywatyzacji.

Nie wiem, czy wszystkich zniechęcają...

...ale wpłynęły tylko trzy oferty, podobno dość egzotyczne. EBOR się zastanawia.

„Egzotyczne” to nie jest trafne określenie. Wyznaczony przez walne termin dokapitalizowania BGŻ w celu spełnienia warunków postawionych przez nadzór bankowy upływa z końcem maja. Ponieważ zakończenie tego projektu w tym czasie może okazać się niemożliwe, w porządku obrad WZA znajdzie się projekt uchwały o przesunięciu terminu. Zmiany w statucie częściowo zostały już dokonane, a gdyby okazało się, że inwestorzy, którzy przywiązują dużą wagę do ładu korporacyjnego, np. EBOR, oczekują więcej, jestem gotów o tym rozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Pewne jest to, że BGŻ musi być dokapitalizowany, a pierwsza 500-mln transza powinna wpłynąć do końca czerwca.

Jaka ma być w przyszłości rola BGŻ?

Nad długoterminową strategią będziemy się zastanawiać, gdy nie będzie zagrożenia wprowadzenia zarządu komisarycznego.

A jeśli nie uda się dogadać z inwestorami, czy widzi Pan możliwość dokapitalizowania BGŻ przez skarb państwa?

Stabilność banku to sprawa nadrzędna. Był już dokapitalizowany akcjami TP i Orbisu.

Jaki jest Pana stosunek do tego rodzaju operacji?

To zły kierunek. Ale problem polega na tym, że MSP nie dysponuje gotówką na ratowanie spółek. Pieniądze z prywatyzacji trafiają do budżetu, a środki specjalne na restrukturyzację zmniejszono o 40 proc., co siłą rzeczy sprowadza skarb państwa do roli pasywnego właściciela. Lepiej byłoby mieć pieniądze, którymi można by podnieść kapitał.

Czy może więc nam Pan obiecać, że za Pańskiej kadencji nie będzie ratowania maruderów akcjami giełdowych spółek z udziałem skarbu państwa?

Oczywiście, że nie mogę tego obiecać. Obiecuję za to, że analiza efektywności ekonomicznej tego rodzaju operacji zostanie przekazana Radzie Ministrów.

To kogo Pan będzie ratował?

Nie ma takiej listy. Jest tylko zobowiązanie rządu dokapitalizowania akcjami wartymi kilkadziesiąt mln zł Krajowej Spółki Cukrowej (KSC), a także Kompanii Weglowej (KW) akcjami płynnymi i niepłynnymi.

Czy już Pan wie, czym dokapitalizuje KW, bo zapewne będzie Pan to zobowiązanie realizował?

Nie, przedstawię sprawę rządowi.

Chce się Pan z tego wycofać?

Nie mogę się z niczego wycofać. Mam negatywny stosunek do takich operacji, ale działam w określonych warunkach prawnych.

W takim razie, jakie akcje trafią do KW?

Brak w ostatnich latach prywatyzacji ścieżką giełdową praktycznie wyczerpał możliwości skarbu państwa, jeśli chodzi o płynne resztówki. Są dwa wyjątki — KGHM i Orlen. Pytam więc, która z tych spółek ma zostać wniesiona do Kompanii Węglowej, by mogła ona te akcje sprzedać i zdobyć gotówkę?

Jakie ma Pan zamiary wobec energetyki? Prywatyzacja tej branży praktycznie stanęła. Króluje konsolidacja. Czy będzie Pan ją kontynuował? Czy chce pan dołączyć do BOT i Południowego Koncernu Energetycznego spółki dystrybucyjne, czyli przeprowadzić tzw. konsolidację pionową?

Pracujemy nad rozwiązaniem, które zapewni ujednolicenie poglądów rządu na politykę sektorową. Chcemy uniknąć sytuacji, w której wicepremier i szef resortu gospodarki ma inne spojrzenie na tę kwestię niż wiceminister skarbu, który nadzoruje restrukturyzację energetyki. Dlatego w tym rządzie politykę restrukturyzacyjną będzie prowadził, oczywiście w porozumieniu z MSP, minister gospodarki. To on będzie decydował, czy będziemy łączyć firmy poziomo, pionowo, w koncerny czy holdingi.

To znaczy, że konsolidacji pionowej nie będzie, bo resort gospodarki jest jej przeciwny?

Jego rola w kształtowaniu tej polityki będzie wiodąca.

Czy przyspieszy Pan prywatyzację PKE? Jaki termin wchodzi w rachubę?

Doradca będzie wybrany w najbliższych tygodniach. Ten projekt może jeszcze ewoluować w różnych kierunkach, ale realna jest połowa przyszłego roku.

To samo dotyczy Enei i PGNiG?

Tak.

Co będzie z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE)?

Spółka przeanalizuje możliwości przygotowania się do debiutu na giełdzie. Rozmawiałem o tym wstępnie z prezesem Dobrzańskim.

Elektrim od dłuższego czasu nie może zorganizować kredytu na zakończenie inwestycji w Zespole Elektrowni PAK. Pojawiają się nawet opinie, że PAK grozi upadłość. Czy w związku z tym bierze Pan pod uwagę możliwość renacjonalizacji tej spółki? A może w rachubę wchodzi wprowadzenie drugiego inwestora, np. PSE albo RAO?

Rozważanie w takiej chwili, co skarb państwa ma zrobić z PAK, byłoby nieodpowiedzialne, bo generowałoby olbrzymią niepewność. Trzeba zrobić wszystko, żeby to finansowanie zostało jak najszybciej zorganizowane. Spotkałem się w tej sprawie z Elektrimem i PAK oraz otrzymałem pisemne wyjaśnienia.

Co będzie z cukrem? Czy, zgodnie z harmonogramem, zostaną w tym roku zamknięte cztery cukrownie?

Rząd podjął w ubiegłym tygodniu decyzję o dokapitalizowaniu Krajowej Spółki Cukrowej akcjami, żeby mogła zachować płynność. Warunkiem realizacji tej uchwały jest restrukturyzacja. Ale rząd nie określa, jak ona ma wyglądać. To będzie decyzja zarządu KSC. Zarząd przedstawił plan wygaszenia w tym roku produkcji w czterech cukrowniach wraz z możliwością zatrudnienia ich pracowników w funkcjonujących zakładach. Wynegocjował też w ubiegłym roku pakiet socjalny. Wtedy trzeba było wyraźnie powiedzieć, jak będzie wyglądał proces restrukturyzacji, żeby ludzie pracujący w cukrowniach mieli pełną świadomość, co podpisują. Ale popełniono kilka błędów i ludzie się buntują. KSC ma dwa tygodnie, żeby się z nimi dogadać. Poprosiliśmy o zawieszenie protestu na ten okres. Chodzi o to, żeby strony mogły się dogadać, a pracownicy zamykanych cukrowni mieli miejsca pracy.

Włączy Pan Polfę Tarchomin do holdingu farmaceutycznego?

Nie podjąłem jeszcze decyzji.

Wyśle Pan Zelmer na giełdę? Spółka jest gotowa.

W takim razie bardzo proszę. Giełda to właściwy kierunek.

Zapowiada Pan, jak każdy minister skarbu, poprawę jakości nadzoru właścicielskiego. Czy w tym celu przewietrzy Pan zarządy państwowych spółek, zwłaszcza tych mocno upolitycznionych, jak KGHM czy Orlen...?

Zmiany kadrowe muszą być związane z konkretnym celem. W przeciwnym razie to nie ma sensu. W przypadku Orlenu kategorycznie domagam się, żeby ta spółka zaczęła stosować zasady ładu korporacyjnego przyjęte przez GPW, bo jako jedna z nielicznych tego nie robi.

Czy to ultimatum wobec zarządu?

Nie, to tylko wskazówka, co trzeba poprawić.

A więc nie będzie zmian kadrowych?

Najpierw trzeba określić cele działania. To pozwoli odpowiedzieć na pytanie, z kim można te cele realizować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger, Jarosław Sroka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rozdawać akcje? Nie chcę, ale muszę