Rozdawnictwo nie jest groźne. Na razie.

DI
opublikowano: 2007-10-12 00:00

Naszym Zdaniem

Naszym Zdaniem

Wszystko już było — mawiał Ben Akiba. Stąd gesty władzy przed wyborami nie powinny dziwić. Dwa lata temu przed parlamentarną rozgrywką do Warszawy przyjechali górnicy i wywalczyli kilofami wcześniejsze emerytury. Teraz — pewnie w bardziej cywilizowany sposób — chcieli pod kancelarią premiera protestować urzędnicy, ale zanim rozwinęli transparenty, otrzymali obietnicę podwyżek. I to wystarczyło.

Premier Jarosław Kaczyński jest łaskawy. W ostatnich miesiącach sypią się obietnice dla sfery budżetowej. Na początku było porozumienie z Solidarnością i promesa, że budżetówka dostanie 9,3-procentowe podwyżki. Słowo szybko przyoblekło się w realny kształt. Kiedy już na dobre rozkręciła się kampania wyborcza, premier dołożył pieniędzy policjantom. Służbie zdrowia — mimo ognistych sporów z władzą — też coś skapnie z Funduszu Pracy.

Takie są prawa wyborów. Jarosław Kaczyński gra o jak najlepszy wynik i sięga po sprawdzone metody. Sprzyja mu sytuacja w gospodarce, która pędzi jak ekspres. Maszynista zaciera ręce, ale co się stanie, gdy lokomotywa wjedzie na gorsze tory i będzie musiała wyhamować? Co wtedy zrobi premier Kaczyński (oczywiście, jeśli wygra wybory), gdy ludzie przyzwyczajeni do „dobroci państwa” wyciągną rękę, a kasa zaświeci pustkami? Wtedy wywołanie igrzysk (np. winni oligarchowie) już nie wystarczy, by zgasić pożar. Ale tego nikomu — także Jarosławowi Kaczyńskiemu — nie życzymy.