Zapowiedź redukcji 25 proc. załogi zazwyczaj kończy się strajkiem. W Hucie Szkła Ujście pracownicy wybrali obniżkę zarobków.
W 2002 r. Huta Szkła Ujście koło Piły, jeden z czołowych w Polsce producentów butelek z kolorowego szkła, w rezultacie błędów poprzedniego zarządu, stanęła na krawędzi bankructwa.
— Sytuacja huty była tragiczna. 20 mln zł długów, z czego 12 mln zł o natychmiastowej wymagalności, 140 wierzycieli, kredyt wysokości 17 mln zł wypowiedziany przez jeden z banków, olbrzymie zapasy gotowych wyrobów oraz groźba odcięcia dostaw gazu — wylicza Zbigniew Cholewicki, od połowy 2002 r. prezes firmy.
Zakład mogła uratować tylko radykalna restrukturyzacja. Zbigniew Cholewicki i Jan Kadow, wiceprezes zarządu, postanowili zaryzykować.
Oranie betonu
Nowi prezesi opracowali plan naprawczy, którego głównym elementem było zwolnienie 120 spośród 500 pracowników huty. Pozostałe zakładały odbudowę rynku, wdrożenie rygorystycznej dyscypliny jakościowej i finansowej.
— Wiedzieliśmy, że plan może powieść się tylko wtedy, kiedy zyska pełną akceptację ze strony załogi — mówi Zbigniew Cholewicki.
Ku zaskoczeniu zarządu firmy, działające w zakładzie związki zawodowe, zaakceptowały program, wprowadzając do niego istotną zmianę — zamiast zwolnień zaproponowały obniżkę wynagrodzeń.
— Wiedzieliśmy, że bez współpracy z zarządem nie da się uratować zakładu. Pracownicy zrozumieli, że tylko zgoda na okresową obniżkę zarobków o 1/3 i zawieszenie programu premiowego może uchronić miejsca pracy w hucie na okres 3 lat — wspomina Zbigniew Potocki, szef Związku Zawodowego Pracowników Huty Szkła Ujście.
— Ludzie wiedzieli, że upadek huty oznacza małe szanse na nową pracę. To pomogło przekonać. Zabiegiem, który złagodził obniżkę, było przyjęcie w firmie 5-brygadowego systemu pracy — dodaje Franciszek Potoczko, szef NSZZ Solidarność Huty Szkła Ujście.
Zbigniew Cholewicki mówi krótko: gdyby wtedy ludzie zastrajkowali, dzisiaj huty już by nie było.
Mając poparcie załogi, zarząd zaczął realizować terapię szokową.
— To było prawdziwe oranie betonu. Ale udało się — wspomina Zbigniew Cholewicki.
Huta ułożyła się z wierzycielami, bank cofnął wypowiedzenie kredytu, a gazownia przestała grozić odcięciem dostaw. Firma zaczęła też odrabiać utraconą pozycję.
Stanęli na nogach
Plan naprawczy miał być realizowany do 2005 r. Jak się okazało, efekty przyszły znacznie szybciej.
— 2003 r. po raz pierwszy w historii zakończyliśmy sprzedażą przekraczającą 100 mln zł, po raz pierwszy od 3 lat osiągnęliśmy też 3,5 mln zł zysku netto. Firma spłaciła długi — podkreśla Zbigniew Cholewicki.
O tym, że Huta Ujście wróciła do gry, świadczy też zestaw jej klientów. Są wśród nich m.in. Carlsberg, Heineken, Browar Belgia.
— Jesteśmy z tymi firmami związani długotermionowymi kontraktami, a to zapewnia stabilizację — twierdzi Zbigniew Cholewicki.
Huta ma już zamknięty portfel zamówień na 2004 r. i częściowo na 2005 r. 58 proc. akcji huty ma VII NFI. Reszta należy do drobnych akcjonariuszy.