Rozum podpowiada: szanse są minimalne

Jacek Zalewski
opublikowano: 18-04-2007, 00:00

Jeśli Komitet Wykonawczy Europejskiej Unii Związków Piłkarskich (UEFA) zachowa się dzisiaj zwyczajnie, to zwycięzcą wyścigu po organizację mistrzostw Europy 2012 zostaną Włochy. Ich przewaga w infrastrukturze nie tylko sportowej, ale choćby transportowej nad parami

Węgry i Chorwacja oraz Ukraina i Polska

jest wręcz miażdżąca. Przypomnijmy, że w roku 1990 Italia zorganizowała znacznie ważniejsze mistrzostwa świata i chociaż od tamtego czasu pojawiła się nowa generacja stadionów — wystarczy ich kolejna modernizacja, a na niektórych obiektach ledwie kosmetyka.

Studząc rozgrzane głowy przypomnijmy, że nasza para dostała się na krótką listę kandydatów na miejscu trzecim i już ten awans był ponadplanowym sukcesem. Czy to znaczy, że nie powinniśmy formalnie walczyć do końca? Ależ oczywiście, że powinniśmy — zgodnie z zasadą „daj sobie szansę i przynajmniej kup los”. Jednak po werdykcie UEFA wydanym dzisiaj w Cardiff nikt nie powinien lamentować. Przecież to nie my przegramy, tylko kto inny wygra.

Gwałtowna potrzeba sukcesu zauważalna u polityków jest zrozumiała, zwłaszcza gdy nie wychodzi im na innych polach. Wizerunek Ukrainy akurat w tych dniach stał się tragikomiczny — w Cardiff prezydent Wiktor Juszczenko daje twarz, a w Strasburgu premier Wiktor Janukowycz zapowiada usunięcie Juszczenki. Z kolei prezydent Lech Kaczyński wyraźnie nie ma fartu — gdy wybrał się na mistrzostwa do Niemiec kibicować naszym piłkarzom nożnym i ręcznym, to dwukrotnie im nie wyszło. Nie stawiamy oczywiście tezy, że głowa państwa jest jakimś Jonaszem, bo przecież tamte porażki leżały w sferze sportowej — ale pomyślności polskiej sprawie jakoś nie przynosi.

Oprócz wirtualności infrastruktury, największym mankamentem kandydatury Ukrainy i Polski jest brak doświadczenia w organizacji wielkich imprez sportowych. Puchar Świata w skokach narciarskich czy, powiedzmy, Tour de Pologne to wobec mistrzostw piłkarskich finansowe i logistyczne karzełki. Sportowa branża już się sparzyła pochopnym obdarzaniem zaufaniem — dowodem chociażby olimpiada w Atlancie w 1996 r. — i obecnie preferuje uznane marki, jak w każdym innym biznesie. W tym kontekście zdecydowanie większe szanse — jeśli na chwilę zapomnielibyśmy o Włochach — ma para Węgry i Chorwacja, jako że bratankowie starają się już po raz trzeci. A na razie UEFA nie ma zamiaru zlokalizować u nas chociażby finału Ligi Mistrzów. Po pierwsze, po drugie i po trzecie nie ma gdzie — i tak kółko się zamyka.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu