Ostatnia duża sieć negocjuje z czterema inwestorami
Właściciel Enel-Medu pogodził się z myślą o sprzedaży pakietu kontrolnego. Chętniej wpuści ubezpieczyciela niż fundusz.
Trudno oddać kontrolę nad rodzinnym biznesem, który budowało się od zera przez 15 lat. Doskonale rozumie to Adam Rozwadowski, właściciel i prezes Enel-Medu, jednej z największych prywatnych sieci medycznych w Polsce. To ostatni duży kąsek w medycznej branży do przejęcia.
— Czas organicznego rozwoju już się dla nas skończył. Teraz potrzebny jest potężny zastrzyk kapitału. Bez niego zostalibyśmy w tyle, a tak mamy szansę być jednym z liderów rynku, wokół których będzie następowała konsolidacja — mówi Adam Rozwadowski.
Pora oddać kontrolę
W branży panowała dotychczas opinia, że tak naprawdę Enel-Med nie jest do wzięcia, bo założyciel firmy nie chce sprzedać większościowego pakietu akcji, a mniejszościowy nie satysfakcjonuje inwestorów. Sytuacja się zmieniła. Adam Rozwadowski dojrzał do oddania kontroli nad spółką.
— Zdajemy sobie sprawę, że pewnie trzeba będzie oddać 51 proc. akcji i jeśli nie będzie innego wyjścia, jesteśmy gotowi to zrobić. Nie zamierzamy jednak sprzedawać całej firmy. Chcemy rozwijać Enel-Med razem z inwestorem i wspólnie budować jego wartość — wyjaśnia prezes.
Dodaje, że nie chce pozbywać się dużego pakietu rodzinnych akcji. Myśli raczej o solidnym dokapitalizowaniu spółki, co — wraz z zakupem niewielkiej puli walorów od Rozwadowskich — umożliwiłoby inwestorowi objęcie pakietu kontrolnego. Enel-Med potrzebuje dużych pieniędzy m.in. na budowę szpitala w południowej części stolicy.
— Rozmawiamy już z właścicielem interesującej nas działki. Jednak samodzielnie nie jesteśmy w stanie sfinansować takiej inwestycji. Koszt budowy szpitala liczącego 120 łóżek to około 120 mln zł, czyli więcej niż wynoszą nasze roczne obroty — informuje Adam Rozwadowski.
Spółka chce też szybko powiększyć bazę stałych pacjentów, żeby zapewnić pracę przyszłemu szpitalowi.
— Obecnie obsługujemy 56 tys. abonamentów korporacyjnych, które dostarczają nam około połowy przychodów. Kolejne 20 proc. pochodzi z usług finansowanych przez NFZ, a 30 proc. to tzw. fee for service. Łącznie mamy ponad 270 tys. pacjentów — dodaje prezes.
Bezpieczny ubezpieczyciel
Adam Rozwadowski zapewnia, że decyzja o wpuszczeniu inwestora do firmy na pewno zapadnie przed końcem roku.
— Rozmawiamy z czterema potencjalnymi nabywcami — dwiema firmami ubezpieczeniowymi i dwoma funduszami private equity — mówi właściciel Enel-Medu.
Nie ujawnia tożsamości inwestorów, ale przyznaje, że zainteresowani spółką ubezpieczyciele są w grupie czterech najczęściej kojarzonych z rynkiem medycznym: PZU Życie, Signal Iduna, Allianz i Generali. Wiele wskazuje na to, że spośród nich wyłoni się przyszły wspólnik rodziny Rozwadowskich, bo — zdaniem właściciela Enel-Medu — związanie się z ubezpieczycielem może być dla firmy korzystniejsze niż wpuszczenie funduszu.
— Fundusze oferują lepsze warunki finansowe. Jednak horyzont czasowy ich inwestycji jest stosunkowo krótki. W ciągu kilku lat starają się zdobyć jak największy udział w rynku, co może się odbywać kosztem jakości. Nie chcemy do tego dopuścić. Zależy nam, żeby Enel-Med nadal stawiał na ofertę wysokiej jakości kierowaną do klientów z segmentu premium. Współpraca z ubezpieczycielem, który również sprzedaje swoje produkty zamożniejszym klientom, może być dla firmy bardziej korzystna — uważa Adam Rozwadowski.
Perspektywiczna branża
Około 50 mld zł wynosi roczny budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Zdaniem ekspertów, świadczenia zdrowotne w blisko 1/3 finansujemy z prywatnej kieszeni. To oznacza, że łączne wydatki na leczenie pacjentów to około 80 mld zł w skali roku. Połowa trafia do segmentu opieki ambulatoryjnej. Sektor bardzo dynamicznie się rozwija, co czyni go łakomym kąskiem dla funduszy private equity. Perspektywy są obiecujące, bo pod względem wydatków na ochronę zdrowia Polska wciąż jest daleko w tyle za Europą Zachodnią i eksperci spodziewają się, że wraz z bogaceniem się i starzeniem społeczeństwa ten dystans będzie się zmniejszał.
40 mld zł
Tyle, według najbardziej optymistycznych szacunków, jest wart rynek opieki ambulatoryjnej w Polsce.
30 proc.
O tyle rosną co roku przychody największych firm w branży.
2/3
Taki kawałek tortu przypadnie trzem liderom rynku medycznego po zakończeniu konsolidacji.
Branża ma dwóch liderów i szansę na trzeciego
Rynek usług medycznych to wielkie pieniądze. Jego konsolidacja dopiero się zaczęła, ale już widać, kto może grać pierwsze skrzypce.
Świadczenia ambulatoryjne, niemal w pełni prywatny segment branży usług medycznych, wciąż są bardzo rozdrobnione. Konsolidacja trzech dużych sieci przez fundusz MID Europa Partners sprawiła jednak, że można już wskazać przyszłych liderów rynku, którzy będą narzucać kierunki rozwoju branży. Wokół nich powinna się koncentrować dalsza konsolidacja lukratywnego rynku, którego wartość szacuje się obecnie nawet na 40 mld zł w skali roku w przypadku usług ambulatoryjnych. Drugi taki strumień gotówki płynie do szpitali.
Grupa MID Europy po dołączeniu sieci LIM do przejętych wcześniej marek — Lux-Medu i Medycyny Rodzinnej — przeskoczyła Medicover, zajmując niekwestionowaną pierwszą pozycję pod względem przychodów, liczby placówek i obsługiwanych klientów. Choć do kupienia jest jeszcze spora sieć Enel-Medu i mniejszy Promedis, spółka z giełdowej grupy Impel, MID Europa nie ma w planach dalszych akwizycji.
— Naszym celem było zainwestowanie w liderów rynku, konsolidacja i stworzenie pełnego profilu usług. Teraz pora na organiczny rozwój grupy — mówi Paweł Padusiński z MID Europa Partners.
Grupa będzie uruchamiać kolejne placówki pod wszystkimi trzema markami, powoli budując sieć także poza największymi miastami.
— W perspektywie kilku najbliższych lat będziemy otwierali 5-10 nowych placówek rocznie — zapowiada Paweł Padusiński.
MID Europa wejdzie też — podobnie jak Medicover — w segment szpitalny. Obie grupy mają w planach budowę pełnoprofilowego dużego szpitala w Warszawie. Fundusz chce również rozbudowywać diagnostyczny segment grupy, w którym działają obecnie spółki Avi i Fado.
— To bardzo rozdrobniony rynek, który również czeka konsolidacja. Być może tu również uda nam się odegrać znaczącą rolę — dodaje Paweł Padusiński.
Większość ekspertów jest zgodna. Docelowo w branży jest miejsce dla trzech liderów. Zdaniem Mirosława Żuka, wiceprezesa Promedisu, w ich rękach znajdzie się w przyszłości 2/3 rynku usług medycznych. Ale to wciąż bardzo odległa perspektywa.
— Nie wiadomo, pod jaką marką będą działali przyszli liderzy, bo na rynku wiele się jeszcze wydarzy. Z pewnością prędzej czy później pojawią się w Polsce międzynarodowi potentaci w branży — mówi Mirosław Żuk.
Adam Rozwadowski, prezes Enel-Medu, chce, żeby to jego spółce przypadła pozycja trzeciego z liderów. Jeśli firmę kupi inwestor, który przejmie od Impelu Promedis, grupa osiągnie łączne obroty na poziomie 50 proc. rocznych przychodów sieci Medicover i odsadzi daleko rozdrobniony peleton lokalnych sieci przychodni i prywatnych gabinetów.