RPP nie ta sama, ale... taka sama

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-07-29 00:00

Obserwacja poczynań naszej ukochanej Rady Polityki Pieniężnej zawsze dostarczała emocji jak, nie przymierzając, mecz w szachach błyskawicznych albo rozgrywka w bierkach elektrycznych pod wodą. Czas płynie, rada zmieniła swój skład, ale w tej mierze nic się nie zmieniło.

Ostatnia decyzja o podwyżce stóp procentowych „wstrząsnęła” rynkami. O ile to, że była, rzeczywiście mogło zaskoczyć, o tyle już jej wysokość, mogła tylko rozśmieszyć. Najbardziej życzliwi naszym gniewnym monetarystom określają tę decyzję (wysokość podwyżki stóp) jako salomonową. Bardziej bezkompromisowi zastanawiają się, po co było jeść tę żabę.

Problemem, od zawsze, była komunikacja Rady Polityki Pieniężnej z otoczeniem. Nie mówię o komunikacji z kolejnymi ministrami finansów, bo tu — czasami — konflikt o podłożu strukturalnym, mimo zbieżnych celów, jest nie do uniknięcia. Padały nawet jakieś oskarżenia o przebywanie w szklanej wieży.

Wraz z przyjściem na szefa NBP, a tym samym primus inter pares w RPP, Leszka Balcerowicza, sytuacja się nie poprawiła. Niektórzy mówią, że porozumienie się z prof. Balcerowiczem było stosunkowo łatwe (zaświadczam, tak było) dopóki nie poszedł „w politykę” i nie zaczęli uczyć go „uśmiechania się”. Ponieważ grymas ten był tak zasadniczo sprzeczny z naturalną mimiką profesora — zaczęły się kłopoty. Teraz nowa RPP, z bagażem doświadczeń poprzedniej, której —przypomnijmy — ani razu nie udało się trafić w określany przez siebie cel inflacyjny, buduje swój wizerunek i swoją wiarygodność od nowa. Już się boimy.