Niewielu gadziów Romowie darzą zaufaniem. Do tego wąskiego kręgu wszedł — krok po kroku, cierpliwie — Paweł Lechowski, cyganolog. Jak?
Pierwsze wspomnienia (lata 50.): jedzie tramwajem z matką, z okien widać cygańskie obozowiska na krakowskich Błoniach. U wujka, w leśniczówce pod Przeworskiem tak go straszą: „Jak nie zjesz kolacji, to ci się Cyganie przyśnią”. Tam też widzi — w czas żniw — jak wiejskie dziewczyny przebrane za Cyganki zbierają datki.
Wuj Zdzisław Lechowski, lekarz, zginął w Związku Radzieckim; jest na Liście katyńskiej. Jeszcze w czerwcu 1939 roku dał sobie powróżyć z dłoni Cygance. Wywróżyła, że niedługo zginie. Metafizyka czy przypadek? Wuj tak się przejął wróżbą, że zrobił sobie odlew dłoni, by odwzorować linie papilarne. Ten odlew, trochę połamany, ma Paweł do dziś.
Lata 60., katedra etnografii Słowian Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studiuje razem z Adamem Bartoszem (dziś dyrektorem Muzeum Okręgowego w Tarnowie, które zgromadziło najbogatsze w Polsce zbiory cyganianów). Z całym rokiem jadą na coroczne badania terenowe na polski Spisz. Wtedy — poza Jerzym Ficowskim — tematem „Cyganie” nikt się nie interesował...
Paweł Lechowski miał sporządzić rysunki narzędzi Spiszaków. Właśnie podczas tych praktyk Bartosz pomyślał, by zająć się też kowalstwem spiskich Romów. Czemu nie? Nawiązują pierwsze kontakty — z Cyganami z grupy Bergitka Roma.
Pomoc
— Ja tylko pośredniczę. Przekazuję potrzeby, prośby i problemy rumuńskich Cyganów — mówi skromnie Piotr Lechowski.
Konkretną pomoc świadczą ludzie z różnych instytucji i organizacji. Ale...
— W Krakowie jestem, niestety, jednoosobową instytucją. Zbyt często muszę dokonywać wyboru, które ze spraw załatwić od zaraz, a które odłożyć. To decyzje trudne i — niekiedy — dosłownie bolesne, jak w przypadku osób oczekujących na moje pośrednictwo w uzyskaniu pomocy medycznej... Dlaczego tak jest? Bo próbę zinstytucjonalizowanej pomocy rumuńscy Romowie odbierają jako wstęp do deportacji. Inna sprawa... Owszem, zdarzają się popełniane przez nich kradzieże, zwłaszcza przez dzieci i nieletnich, ale to margines... Nierzadko łatwo bywali pomawiani o kradzież, a po bliższym rozeznaniu okazywało się to niesłuszne albo bardzo wątpliwe — opowiada Lechowski.
Pisze listy do władz. Do prezydenta miasta, wojewody, komendanta wojewódzkiego policji, redakcji lokalnych gazet. Wskazuje w nich, że w mieście nie zapewniono nawet minimum bezpieczeństwa rumuńskim Romom, uparcie przypomina o ich skandalicznej sytuacji bytowej i aktach agresji przeciw nim. Wyjaśnia, dlaczego Cyganie na miejsca noclegów wybierają dworce i okolice nad Wisłą. Kierują się poczuciem bezpieczeństwa: miejsca publiczne patroluje policja i służby bezpieczeństwa, zmniejsza się zatem prawdopodobieństwo napaści. A w odosobnieniu — schodzą napastnikom z oczu.
Teoria. W rzeczywistości byli bezwzględnie usuwani z obszaru dworca, a napadano na nich zarówno w miejscach publicznych, jak i w ich koczowiskach nad rzeką. Przykład: liczna rodzina (głównie kobiety i dzieci), na którą w ciągu dwóch tygodni kilkakrotnie napadała kilkunastoosobowa banda, uzbrojona w pałki, kije, łańcuchy i noże.
Dumitru Streji zatrzymano — bezprawnie — paszport w szpitalu, gdzie urodziła dziecko. Ponieważ była nieubezpieczona, miała zapłacić za szpitalny pobyt astronomiczną dla niej kwotę. Wydanie paszportu uzależniono od uiszczenia należności. Bez paszportu nie można zgłosić urodzin dziecka w ambasadzie Rumunii. Zatem formalnie dziecko nie istniało...
Dumitru przebywała w Polsce z trójką dzieci. Żebracze dochody odkładała na lepsze życie w Rumunii. W Krakowie wiosną i latem mieszkała w skleconym przez siebie szałasie nad Wisłą, by zaoszczędzić. Wynajmowane w zimie mieszkanie pochłaniało jej dochody z żebrania.
Daniela Ciurar 26 października 2002 r. uzyskała pełnoletność i mogła odebrać swe dziecko z domu dziecka, a potem wrócić z nim — i jego ojcem — do Rumunii. Wcześniej półtora roku nie mogła pochować swego dwumiesięcznego dziecka, gdyż prawo polskie nie zezwala na wydanie zwłok niepełnoletnim, nawet gdy są rodzicami. Ciało mogą odebrać opiekunowie lub dziadek czy babcia. Problem w tym, że rodzice Danieli żyli w Rumunii i nie mogli przyjechać do Polski. Gehenna dobiegła kresu, gdy młoda matka skończyła 18 lat.
Paweł Lechowski myśli o nich, opiekuje się, radzi, interweniuje. Cyganie nabrali do niego zaufania. W jednym z tekstów o Lechowskim Muzeum Etnograficzne, w którym wówczas pracował, nazwano „konsulatem przy Krakowskiej”, jego zaś — żartobliwie — rumuńskim konsulem. Okresowo muzeum zamieniło się w rodzaj depozytu paszportów i cenniejszych rzeczy rumuńskich Cyganów. Bywało, że przed budynkiem Cyganie koczowali.
W zamian zbiory muzealne wzbogaciły się o wrzeciona tkackie, torby z wełny, narzędzia kotlarskie i kowalskie. Kupiono również osobliwość — „posyci” (czyli złodziejska kieszeń), zdobioną koralikami, łańcuszkami oraz krzyżykami, noszoną przez Cyganki pod fartuchem, w której przechowują wróżbiarskie akcesoria i dary...
Początki
Lata 60. W Krakowie w Prokocimiu koczuje wiele cygańskich rodzin. Rozbiły się pod mostem, gdzie trudniej namierzyć ich milicji, no i mają naturalne schronienie przed deszczem.
Paweł Lechowski zaczyna od robienia zdjęć dzieciom, potem dorosłym. Rozmowy stara się zapamiętywać. Nagrywa romską muzykę i piosenki — bez selekcji, jak je słyszy (te taśmy leżą dziś w tarnowskim muzeum).
Na osiedlach Zbrojarzy i Ruczaju w Krakowie w domach z betonu i cegły mieszkały wtedy cygańskie rodziny. Dwie — w wozach cyrkowych. Dziś część z nich jest w USA, inni — w Europie, jeszcze inni powędrowali bliżej — na krakowski Kurdwanów...
Język cygański — romanes — poznaje ze słownikiem zamieszczonym w „Cyganach na polskich drogach” Jerzego Ficowskiego. Najpierw pojedyncze słowa i zwroty. Zaczyna mówić swobodniej w 1990 roku — dzięki rumuńskim Cyganom. Pracuje wtedy w tarnowskim muzeum. Na weekendy jeździ do Krakowa, spotyka ich na tamtejszym dworcu — nawiązuje z nimi kontakt. Cyganie zwracają się do niego z prośbami o pomoc w różnych sytuacjach, zaprzyjaźnia się z nimi. Dla muzeum kupuje od nich pas, ubiór kobiecy, wyroby kotlarskie, narzędzia...
Wozy
W 1979 roku Adam Bartosz, wówczas pracownik Muzeum Okręgowego w Tarnowie, urządza pierwszą w Polsce wystawę czasową o Cyganach: „Cyganie w kulturze polskiej”. Ściąga na nią eksponaty z innych muzeów, głównie z Gorzowa Wielkopolskiego (ubiory estradowe). Tarnowscy Cyganie dorzucają strój codzienny. Gromadzi też zdjęcia, autorstwa Janusza Helfera i historyczne już — Ignacego Kriegera. Cygan z Olsztyna Zdzisław Federowicz wykonuje laskę wójtowską „desto”, która do dziś jest w muzeum. To drewniana, często zdobiona pałka, kształtem przypominająca buławę — używana jest jako broń w bójkach Cyganów z polskiej Romy. Bo prawo cygańskie w tej grupie zabrania w walce Cygana z Cyganem używać narzędzi żelaznych.
Na wystawę trafiają też trzy wozy. W 1978 roku w Krakowie opustoszało koczowisko na Rżące. Cyganie pozostawili kilka z nich i Bartosz z Lechowskim pertraktują z urzędem dzielnicowym, by je kupić/pożyczyć. Rozmowy się przeciągają, a w tym czasie robotnicy niszczą jeden wóz.
Po nitce
W 1978 roku ucieka do Szwecji Michaj Burano i jego zespół Roma. Do mieszkania jednego z członków zespołu przenosi się z Tarnowa rodzina Ondyczów — Karol i Maria. Na prośbę Bartosza Lechowski pomaga im w Krakowie. Zawiązuje się przyjaźń. Dzięki przyjaciółce Ondyczów, Wandzie Iszkiewicz, dostaje adres reżysera Janusza Majewskiego, który kręcił film o Cyganach. Grał w nim Burano, który... wywiózł nakręcony już film do Szwecji.
Majewski daje Lechowskiemu (dla znajomych — „Paszka”) adres Zenona Komody — właściciela wesołego miasteczka i dwóch wozów cygańskich. Po namowach — trafiają do muzeum! Piękne. Jeden — biały, a drugi — w kolorze naturalnego drewna.
W 1979 roku doczepione do ciągnika jadą do Tarnowa. Na wystawę. Dziś w muzeum stoi ich sześć. Także dlatego, że do kolekcji dołączył wóz, którego posiadaczem był Jerzy Ficowski — wskutek działalności w KOR miał zakaz publikacji, więc sprzedał ten „cygański dom” na wystawę, wcześniej trzymał go obok letniskowego domku, gdzieś przy drodze na Białystok.
Ta wystawa pomogła Bartoszowi przekonać ówczesną dyrekcję, że warto stworzyć stałą, tarnowską ekspozycję o historii i kulturze Romów. Pierwszą w Polsce. Paweł Lechowski uznał wówczas: jest sens zbierać cyganalia — by potem mogły znaleźć się w muzeum.
Pędzlem
W 1986 roku zaczyna pracę w Tarnowie w muzeum. W 1987 r. pojawia się tam Katlin Kowalczyk z Budapesztu (muzykolog), która kontynuuje cykl opracowań o muzyce Cyganów europejskich. Bartosz poleca, by Lechowski pilotował ją po Polsce. Przewodnik przy okazji rozpytuje o twórców i romskich rzemieślników. I wpada na pomysł, by zrobić wystawę plastyki i rzemiosła Romów.
W 1989 r. dwie studentki z Warszawy dochodzą do identycznego wniosku. Łączą wysiłki. No i jest wystawa, którą urządzili — w klubie studenckim w akademiku. Potem — na własny koszt i na własnych plecach — zwozi prace, by w kwietniu 1990 roku pokazać wystawę przy okazji IV Światowego Kongresu Romów — w Jadwisinie pod Warszawą. Ekspozycja w Galerii Express — rękodzieło i twórczość plastyczna Romów: malarstwo, rzeźba, plecione makaty, ubrania, wyroby domowe, szmaciane lalki (tzw. mamony) — to także jego praca.
„Wśród badaczy historii i kultury Romów wciąż pokutuje przeświadczenie, że twórczości plastycznej tego narodu niemal nie ma. (...) Dziś jest już inaczej, czego przykładem są prezentowane w galerii prace. (...) Niewątpliwie wiąże się to z procesami asymilacyjnymi. Cyganie wtopili się w społeczeństwo, chcą i żyją tak jak ono. Dzieci chodzą do przedszkoli, szkół, gdzie rozbudzane są ich talenty czy też zainteresowanie światem plastyki. Na razie jest to raczej podpatrywanie, naśladowanie świata i innych, ale są też próby poszukiwania własnej drogi wyrazu, wypowiedzi” — mówi Paweł Lechowski w wywiadzie udzielonym „Expressowi Wieczornemu”.
Wystawa z Jadwisina trafia potem do Warszawy, Łomży, Białegostoku, chrzanowskiego muzeum, Sławna, Sandomierza, Janowa Lubelskiego, dopełnia objazdową ekspozycję tarnowską w Łodzi, Kielcach i w czeskim Krumlovie.
Potem część rzeczy oddaje właścicielom, niektóre odkupuje, inne ludzie mu darują. Ma je do dziś. Potem kupował, kupował... Kolekcja wzbogaciła się też znacznie dzięki wyjazdom do Bułgarii. Czasem eksponaty zdobywa fortelem — na przykład: kiedy pracuje w Tarnowie, nawiązał kontakt z romskimi chłopakami z zakładu poprawczego: namówił ich, by zrobili biżuterię z mosiądzu: bransoletkę, krzyżyk, obrączki.
Rozrost
Od początku zbiera „wszystkie przejawy” obecności Cyganów w kulturze polskiej oraz środkowej i wschodniej Europy. Niejednego zaskakuje widok papierowych torebek czy słoików z napisem „sos cygański”...
Na początku lat 80. zaczyna zbierać pocztówki z Cyganami. Nadal szpera po giełdach z pocztówkami. Pierwsza była „Cyganka” — reprodukcja Halsa. Kolekcjonuje i szuka: śpiewników cygańskich, ulotek, opakowań, plakatów, afiszów (imprezy, występy), rzemiosła, plastyki, kotlarstwa, koszyków wyplatanych, laleczek z kukurydzianych liści, książek, artykułów prasowych, literatury obcej o Cyganach, książek z motywami cygańskimi, strojów (dziecięcych, męskich, kobiecych), pocztówek, biżuterii mosiężnej.
W zbiorze są m.in. figurki i lalki przedstawiające Cyganów (z wytwórni zabawek w Kielcach), lalki z Ukrainy w strojach cygańskich i smoki, zdobiące wóz.
Ikona
Kiedy w Prokocimiu stały wozy, w jednym z nich Paweł znajduje coś w rodzaju nadpalonej płytki ceramicznej. Trąca znalezisko nogą. To ikonka: 20-centymetrowa, z kawałka drewna.
„W obwiedzionym delikatną czerwoną linią i zbliżonym do prostokąta polu, o bardzo lekko złotawym odcieniu, namalowana jest Matka Boska z Dzieciątkiem na ręku. Powłóczysta wierzchnia szata Matki Boskiej jest żółta, o głębokich cieniach fałdów oddanych barwą ciemnogranatową. Jej suknia widoczna u dołu i na piersi, a także niewielkie nakrycie głowy mają barwę czerwoną. Odzienie Dzieciątka jest w barwie szarawego ugru, wokół głowy żółty krąg nimbu. Twarze obydwu postaci i dłoń Matki Boskiej w jasnych odcieniach różowo-pomarańczowych. Jej oczy i włosy intensywnie czarne” (Paweł Lechowski, „Madonna z cygańskiego obozowiska”, „Polska Sztuka Ludowa”, 1982, nr 1-4).
Kolory i sposób przedstawienia Madonny wywołują skojarzenia z cygańskością postaci. Prymitywna technika: akwarele, farby techniczne (a może lakier techniczny?) przydaje ikonie dodatkowych efektów. Później trafia na ślad: malarzem był cygański 12-16-letni chłopiec, a ikona powstała najprawdopodobniej w latach 1975-77. To jeden z niewielu przykładów plastycznej twórczości Cyganów.
„Obraz sam w sobie, jako materialny przedmiot nie stanowi sacrum, przynajmniej nie w tym stopniu co w społeczności niecygańskiej. Stosunek do niego może być prawie taki sam, jak do każdego innego materialnego, obojętnego wytworu. Wskazywać na to może fakt, że niejednokrotnie w opuszczonych wozach czy domach porzucane bywa nie tylko całe niemal wyposażenie (jak kuchnie, meble, różne drobniejsze przedmioty domowego użytku), ale niekiedy pozostawiane bywają także święte obrazki, krucyfiksy i inne tego rodzaju przedmioty. Przeprowadzka do nowego domu czy wozu mieszkalnego stanowi okazję do pozbycia się wszelkich użytkowanych dotychczas przedmiotów i zastąpienia ich nowymi, w miarę możności o jak najwyższym standardzie.(...) Niezależnie jednak od ewentualnej odmienności w stosunku do przedmiotów dewocyjnych, znajdują się one w najskromniejszej choćby postaci w każdym, najuboższym nawet domu cygańskim”. (Paweł Lechowski w „Polskiej Sztuce Ludowej”).
Z daleka i bliska
Przyjaciele Romowie mieszkają na Podhalu, Spiszu, w Nowej Hucie, Suwałkach, Białymstoku, Olsztynie, Łodzi, Kędzierzynie-Koźlu, Tarnowie, Dębicy, Rumunii, Bułgarii, na Węgrzech, w Albanii, na Ukrainie, Litwie...
Zna Jerzego Ficowskiego, do którego w którymś momencie jego matka dzwoniła, by wpłynął na Pawła, by ten się nie zadawał z Cyganami... Z Elżbietą Ficowską miał pierwszy kontakt w 1979 r., gdy kupował wóz na wystawę. Trzy lata temu zwróciła się z prośbą, by znalazł dla nich wóz. I znajduje go — w Łodzi, kolorowy bez smoków, możliwe, że sprzed wojny!
Po latach nie-Romowie też docenili jego wysiłki. W 2002 r. niezależna fundacja popierania kultury polskiej Polcul Foundation wyróżniła Pawła Lechowskiego za pracę wśród Romów. Kilkakrotnie kandydował na Człowieka Roku — w konkursie „Gazety Krakowskiej”...
Ale czy o laury w tym wszystkim chodzi?
