W styczniu z depozytów Grecy wypłacili łącznie około 12 mld EUR. W lutym tempo wycofywania pieniędzy spadło, by w ostatnich dniach znów wzrosnąć. Według informacji agencji Reuters, która powołuje się na „trzy wysokie rangą źródła bankowe”, przez ostatnie dwa dni z greckich banków wyparowało ponad 1 mld EUR. Ludzie chowają gotówkę w domach lub inwestują za granicą, bo obawiają się o przyszłość Grecji w strefie euro. Program ratunkowy dla Hellady wygasa z ostatnim dniem lutego.
I choć Grecja złożyła wniosek o przedłużenie pomocy finansowej o sześć miesięcy, to jednak nie ma pewności, że dojdzie do porozumienia z eurogrupą. Syriza chce bowiem przeforsować zmiany warunków udzielania pożyczek, aby społeczeństwo nie musiało zaciskać pasa, a na to nie chcą się zgodzić Niemcy. Dodatkowo grecki rząd chce wynegocjować długoterminowe umowy prowadzące do redukcji długu i wyjścia gospodarki z kryzysu.
— Brak konsensusu byłby dla Grecji równoznaczny z utratą płynności finansowej, najpóźniej w kwietniu. Przedłużenie pomocy finansowej leży przede wszystkim w interesie samej Grecji, która jest na skraju bankructwa, ale i jej wierzycieli — tłumaczy Agnieszka Kępińska z City Index. Całkowity dług Grecji 328 mld euro, a wysokość dotąd udzielonych pożyczek dla sektora prywatnego to 212 mld euro. Jedynie w tym roku Hellada musi oddać swoim wierzycielom 20 mld EUR.