Ruski człowiek

opublikowano: 26-01-2017, 22:00

Historia Pavla Samokhina, charyzmatycznego wokalisty o charakterystycznym zachrypniętym głosie, uczy, że można czerpać to, co najlepsze i z socjalizmu, i z kapitalizmu. Do Polski przywiodła go miłość, a swoją ziemię obiecaną znalazł… w Łodzi.

W mieście chętnie przywołującym swoją wielokulturowość Pavel Samokhin założył w 2008 r. Samokhin Band. W zespole muzycy pięciu narodowości łączą jazz, folk, swing i rytmy z różnych krajów. Rosyjski muzyk musiał się dostosować do biznesowych realiów i nauczyć, jak być menedżerem. I to w obcym kraju.

Samokhin Band wystąpił 15 stycznia w łódzkiej Manufakturze podczas XXV finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Wyświetl galerię [1/2]

Charytatywnie.

Samokhin Band wystąpił 15 stycznia w łódzkiej Manufakturze podczas XXV finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. ARC

Ścigając polski jazz

Korzenie Pavla Samokhina sięgają Rostowa nad Donem — miasta na południu Rosji, gdzie przyszedł na świat w 1973 r. Mówi o sobie: ruski człowiek. — W Polsce mówi się Rosjanin, w Rosji — ruski. To nie narodowość, lecz określenie ludzi porozumiewających się po rosyjsku. Moja mama ma krew węgierską, ukraińską, rosyjską, tata — tatarską i kozacką.

Pochodzę z obszaru kultury kozaków dońskich, więc czy mogę podać jednoznaczną narodowość? Jestem ruskim człowiekiem, wychowanym na literaturze Puszkina, Lermontowa, muzyce Czajkowskiego, wierszach Wysockiego — opowiada Pavel Samokhin. Jako sześciolatek rozpoczął naukę gry na trąbce. Potem dostał propozycję grania w dziecięcym big-bandzie Bielianskiego. — Michał Bielanski robił aranżacje radzieckich piosenek, żeby nie rozgniewać władz, bo na co dzień graliśmy jazz — wspomina muzyk.

Studiował na Wydziale Jazzu w Rostowie, skończył też klasę trąbki na Wydziale Klasycznym, w końcu uzyskał dyplom Konserwatorium im. Rachmaninowa. Podczas służby wojskowej przekształcił wojskową orkiestrę w dixieland, który zajął pierwsze miejsce w konkursie wojskowych ansambli jazzujących w Stawropolu. Ale grał też w 2000 r. dla rosyjskich żołnierzy w Czeczenii.

— Mam muzyczne wykształcenie klasyczne i jazzowe. Podczas studiów oglądaliśmy filmy z Jazz Jamboree, nagrania Tomasza Stańki, Leszka Możdżera, wykładowcy wciąż nam mówili, że jesteśmy zacofani muzycznie, że trzeba gonić polskich muzyków, bo w konkursach nie mamy z nimi szans — twierdzi Pavel Samokhin.

Przez Niemcy do Łodzi

O Łodzi usłyszał, oglądając film „Vabank”, który przyciągnął go jazzowymi akcentami. Kiedy studiował, właśnie się kończył socjalizm, rozkwitała pierestrojka, upadały kolejne zakłady pracy, więc grał z zespołem w Niemczech, gdzie muzyką dało się dobrze zarobić. W drodze powrotnej koncertowali w Łodzi… i kupowali tam ubrania.

— Nasz perkusista miał w tym mieście rodzinę, która załatwiała nam koncerty, więc wracając z Niemiec, graliśmy i wydawaliśmy pieniądze w Łodzi. Wówczas było to centrum odzieżowe. Kupowałem rzeczy dla całej rodziny. Te ubrania były świetnej jakości i w dobrej cenie, u nas były albo wyroby tureckie i chińskie dużo gorszej jakości, albo bardzo drogie, poza naszym zasięgiem — opowiada muzyk.

W Łodzi muzyczne kluby wyrastały po kilka na krótkim odcinku ulicy, przed każdym czekał tłum, także przyjezdnych. Było gdzie i dla kogo grać. W jednym z nich Pavel Samokhin poznał dziewczynę, którą udało mu się nawet odprowadzić do domu, ale kontakt się urwał. Minęło kilka lat. W 1997 r. dostał zaproszenie na miesięczne występy do znanego łódzkiego Forum Fabricum.

— Wymyśliliśmy akcję reklamową — jeździliśmy w rikszach z instrumentami, rozdając ulotki. Podszedłem wtedy do atrakcyjnej dziewczyny i poprosiłem, żeby jeździła ze mną i je rozdawała. I po chwili wyjąkałem: „To ty, Ola?”. To była ta dziewczyna, którą kiedyś odprowadziłem z klubu. Po tym spotkaniu wyjazdy do Niemiec stały się jakoś mniej atrakcyjne, coraz częściej trasa prowadziła do Polski. W 2001 r. pobraliśmy się i zamieszkałem w Łodzi — wspomina Pavel Samokhin.

Życie z muzyki

Zespół musi łączyć dobrą energię i umiejętności. Samokhin Band gra mieszankę muzyki Wschodu i Zachodu. Ma w repertuarze programy rosyjski w jazzowej wersji, klezmerski sięgający korzeniami ulicznej muzyki Odessy, jazzowy, autorski łączący jazz, folk, elementy reggae, rocka.

— Folk folkowi nierówny — ormiański, armeński, gruziński mają różne stylistyki. Perkusista, który grał całe życie rocka i ma zagrać rytm armeński, musi się tego szybko nauczyć, jeśli nie daje rady — nasza współpraca nie ma sensu. Teraz do zespołu trafił gitarzysta z Serbii, który na pewno wniesie coś nowego — uważa Pavel Samokhin.

Reakcje publiczności wskazują, co się sprawdza, a jest to publiczność bardzo różna — zespół występuje jako trio, kwartet lub skład dziewięcioosobowy zależnie od rozmiarów sali i typu koncertu. Ma na koncie trzy płyty, ponad trzy tysiące koncertów, w tym jako support Joe Cockera, grupy Leningrad, Blues Brothers, występy w klubach, na imprezach firmowych, trasy w Polsce i za granicą, głównie wschodnią. Gra też charytatywnie w domach dziecka i podczas finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Da się z tego żyć, choć nie luksusowo. A lider zespołu musi być nie tylko artystą, ale również organizatorem i menedżerem.

— Poniedziałek — spotkanie w sprawie koncertów, wtorek — wywiad w Radiu Łódź, lekcje z uczniami, praca nad stroną internetową, środa — spotkanie z nowymi muzykami, próba zespołu trwająca 3-5 godzin, czwartek — przygotowanie do trzech koncertów, które zagramy w piątek i sobotę. W niedzielę mam zamiar spać do południa, a potem idę na jam session, które prowadzę w klubie New York — wylicza muzyk. Nie założył firmy, artyści pracują na umowy o dzieło — dla twórców najkorzystniejsze.

— Jako wykształcony trębacz mam bazę zawodową, ale musiałem dostosować się do realiów, nauczyć się być menedżerem i to w obcym kraju. Większość wykładowców akademickich nie wie, jak pracować bez filharmonii, teatrów muzycznych i uczelni, jak wziąć los w swoje ręce, zorganizować koncert, szukać sponsorów, dotrzeć do ludzi, wypromować się w mediach, więc jak mają tego uczyć? Niektórzy muzycy tuż po szkole załamują się, bo czują się nikomu niepotrzebni. Nieraz pytają mnie, co robić po założeniu zespołu, jak przetrwać. Odpowiadam: trzymać się razem, bo zespół musi zarobić na wydanie pierwszej płyty, na ubrania na scenę, na instrumenty.

Rozmawiając z biznesem, trzeba umieć powiedzieć, czego się chce i co można za to dać. I być przygotowanym na niespodzianki. W latach 90., gdy za wschodnią granicą szerzył się bandytyzm, podczas jazzowego koncertu mafioso przystawił mi do głowy pistolet i kazał grać „Murkę” — hymn radzieckich bandytów… — wykłada Pavel Samokhin.

Trasa marzeń

Jaka jest różnica między muzycznym rynkiem polskim i rosyjskim? Pavel Samokhin uważa, że różnicy w prowadzeniu biznesu nie ma. — Dzięki internetowi świat się coraz bardziej kurczy, w większości krajów obowiązują podobne standardy. W Rosji, w porównaniu z Polską, na muzyce daje się jednak więcej zarobić — to kraj z dużo większą liczbą mieszkańców, ale konkurencja też jest silniejsza. Zdarza się jednak, że gwiazdy o mocnej pozycji, np. Ałła Pugaczowa, pomagają na początku drogi młodym artystom — opowiada muzyk.

Dodaje, że w Polsce, jeśli zespół tworzy ciekawy materiał, znajduje sponsorów, nagrywa płytę w dobrym studiu, to może dostać się do mediów — zaistnieje w internecie, rozgłośniach radiowych i telewizji najpierw lokalnie, potem na antenie ogólnopolskiej. W Rosji, jeśli ma się znajomości, można trafić do lokalnej rozgłośni radiowej, ale to się zupełnie nie liczy. Rola promocyjna telewizji jest drugorzędna, bo dobry czas antenowy zajmują popularne seriale, a ogólnokrajowego radia słuchają wszyscy w samochodach, w których spędzają wiele czasu — np. przejazd przez Rostów może zająć 2,5 godziny.

— Jeśli chcę, żeby mój zespół był znany, muszę zapłacić. Wtedy utwór usłyszy cała Rosja, co się przekłada na koncerty w całym kraju, a to ogromny kraj. Kiedy Ałła Pugaczowa ruszyła w trasę koncertową po ZSRR, skończyła po 15 latach. Myślę, że teraz wystarczyłoby pięć lat. I to jest trasa marzeń! — sumuje Pavel Samokhin. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EWA TYSZKO

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu