Rynek czeka na inflację

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2014-11-14 00:00

Aż 6 zł na każde wydane 1000 zł zaoszczędziliśmy w październiku dzięki spadkowi cen, przynajmniej statystycznie.

Był to największy spadek cen konsumenta od czasu przemian gospodarczych, a kolejne miesiące przyniosą kontynuację tej tendencji. Rynki finansowe zareagowały, choć czekają przede wszystkim na inne dane o inflacji.

Można się spierać, na ile do obecnego w tym roku w Polsce procesu pasuje słowo deflacja, poprawnie identyfikowana jako trwały spadek cen wynikający z zachowań konsumentów. W ujęciu rocznym tanieje żywność oraz paliwa, a inflacja bazowa jest cały czas dodatnia (choć poniżej 0,5 proc., a zatem bardzo niska). W cenach sprzedaży detalicznej obserwujemy głębszy spadek cen. Dla banku centralnego, który celuje w inflację na poziomie 2,5 proc., pocieszeniem może być fakt, że przy umiarkowanie pozytywnych tendencjach na rynku pracy głębszy spadek cen ze względu na spadające ceny paliw przełoży się na wyższy popyt i w wielu kategoriach pojawi się wreszcie presja cenowa. Być może tak się stanie, jednak obecnie nie ma takiej pewności i dane potwierdzają, że RPP niepotrzebnie wstrzymała się z obniżką stóp procentowych w listopadzie.

Złoty nieznacznie stracił po danych i kurs EUR/PLN jest obecnie blisko poziomu sprzed decyzji rady, kiedy oczekiwana była jeszcze obniżka. Dla rynku, również dla złotego, znacznie większe znaczenie ma jednak nie inflacja (czy jak kto woli — deflacja) w Polsce, ale w USA, a na te dane czekać będzie w przyszłym tygodniu. W ostatnich miesiącach dolar bardzo wyraźnie zyskiwał na wartości wobec większości walut na fali rosnących oczekiwań na podwyżkę stóp w USA w przyszłym roku.

Dane z rynku pracy są tak dobre, że obecnie jedyną przeszkodą przed podwyżką stóp w USA są obawy, że inflacja będzie utrzymywać się poniżej celu. W USA obserwować będziemy podobny dylemat jak w Europie: czy konsument wyda nadwyżki zaoszczędzone na paliwie i w rezultacie po okresie niższej inflacji ogółem zobaczymy wzrost inflacji bazowej, czy też niższe koszty skłonią producentów do obniżek cen i inflacja, również bazowa, będzie spadać. To okaże się dopiero za kilka miesięcy. Na razie inwestorom zostają bieżące dane (najbliższe w czwartek). Niemal cały rynek widzi tylko jedną walutę po stronie kupna: dolara. A tym samym dla trwającego trendu umocnienia dolara dane o inflacji trzeba postrzegać jako zagrożenie.