Rynek energii da się zbudować

Agnieszka Berger
opublikowano: 2010-05-07 00:00

Zdaniem Mikaela Lundina, szefa Nord Pool Spot, mamy szansę na rynek, jeśli nie zatrzymamy się w pół kroku.

Prezes najbardziej rozwiniętej giełdy energetycznej w Europie doradza Polsce

Zdaniem Mikaela Lundina, szefa Nord Pool Spot, mamy szansę na rynek, jeśli nie zatrzymamy się w pół kroku.

Nowe regulacje w polskim prawie energetycznym, które od września mają zmusić krajowe firmy do sprzedaży poprzez giełdę lub inne publiczne platformy handlowe 15 proc. energii, to krok w dobrym kierunku. Takiego zdania jest Mikael Lundin, prezes Nord Pool Spot, skandynawskiej giełdy energii uważanej za najlepiej rozwinięty tego typu rynek w Europie.

— Polska jest pod względem budowania rynku w tyle za Skandynawią, ale nasz rynek działa od 15 lat, więc nie ma się czemu dziwić. Widać wysiłki zmierzające do zbudowania przejrzystego systemu, choć czasem są one dość powolne, a bywa, że zmierzają w odwrotnym kierunku — mówi Mikael Lundin.

W jego opinii, zanim rząd zdecydował się na konsolidację firm zajmujących się wytwarzaniem i handlem energią, Polska miała unikatową na skalę europejską szansę zbudowania naprawdę konkurencyjnego rynku.

— To była wyjątkowa struktura. Po prostu wymarzona. Polska zdecydowała się na konsolidację. Na szczęście to jeszcze nie oznacza, że straciła szansę na przejrzysty rynek. W obecnym układzie będzie to trudniejsze, ale w wielu krajach europejskich istnieją podobne struktury i działa rozwinięty rynek energii — mówi szef Nord Pool Spot.

Co powinniśmy zrobić, żeby polskie firmy energetyczne zaczęły handlować energią na giełdzie?

— Najlepiej byłoby, gdyby same chciały to robić. Kiedy zaczynaliśmy w Skandynawii, też mieliśmy tu zintegrowane pionowo grupy, które początkowo nie były zainteresowane giełdą. Teraz dostrzegają korzyści płynące z tej formy obrotu i same ją promują. Handlują energią tak, jakby nie były zintegrowane — mówi Mikael Lundin.

Problem w tym, że najwięksi krajowi potentaci w branży na razie nie mają ochoty angażować się na większą skalę w obrót giełdowy. Wolą zaopatrywać swoich odbiorców z własnych źródeł, a nadwyżki — które, nie licząc kilku niezależnych elektrowni (m. in. PAK, Połańca i Rybnika), ma obecnie tylko Polska Grupa Energetyczna (PGE) — najchętniej sprzedają na własnych warunkach. Taki system zapewnia im lepszą kontrolę cen na różnych poziomach biznesu. Coraz głośniej mówi się, że nawet wrześniowe zmiany w prawie mogą nie rozwiązać tego problemu. W dodatku pojawiają się nieoficjalne informacje, że PGE może współpracować z Giełdą Papierów Wartościowych przy budowie własnej giełdy energii. Grupa na razie ich nie potwierdziła.

Zdaniem Mikaela Lundina, druga giełda energii w ramach jednego rynku to nie najlepszy pomysł.

— Z pewnością nie będzie to sprzyjało uzyskaniu wiarygodnej rynkowej ceny energii, szczególnie w obecnych polskich warunkach, kiedy wolumen, który trafia na Towarową Giełdę Energii, wciąż nie jest zbyt imponujący — uważa prezes Nord Pool Spot.

Jego zdaniem, wrześniowe zmiany w prawie będą sprzyjać budowaniu rynku, ale z pewnością nie wystarczą, żebyśmy dogonili Skandynawię.

— Myślę, że co roku Polska powinna robić kolejny krok. O wiarygodnej cenie energii będzie można mówić, kiedy udział handlu giełdowego w całym obrocie osiągnie co najmniej 30-40 proc. — ocenia Mikael Lundin.

5

proc. Taki jest średni udział TGE w polskim rynku energii.

30-40

proc. Co najmniej taki powinien być udział giełdy w krajowej konsumpcji energii, żeby cena była wiarygodna.

72

proc. Taki udział w rynku skandynawskim osiąga Nord Pool Spot.