Na świecie powoli mija największy strach związany z dostępnością surowców w czasie wojny w Ukrainie. Ceny surowców w ostatnich tygodniach lekko się obniżały, a obawy o popyt powoli zaczynają dominować nad obawami o podaż. Sytuacja w Europie jest jednak nieco inna niż w pozostałych regionach świata, tutaj obawy o zaburzenia dostępności energii i ewentualne embargo na import z Rosji są wciąż duże. Widać to po kontraktach terminowych na prąd, które znacząco wzrosły w ostatnich dniach w obawie o dostępność i cenę węgla. Jednocześnie Instytut Badań Strukturalnych podjął się oceny, ile kosztowałoby Polskę takie embargo. W skrócie – dużo, ale nie drastycznie dużo.
Na warszawskiej towarowej giełdzie energii kontrakty na dostawy prądu na 2023 r. wzrosły od drugiej połowy kwietnia o niemal jedną trzecią. Katalizatorem uruchamiającym ten ruch była m.in. decyzja Gazpromu o zatrzymaniu dostaw gazu do Polski, która zwiększa ryzyko, że zatrzymane zostaną dostawy do Europy. Spowodowałoby to, że mimo rosnących dostaw z innych kierunków Europie brakowałoby surowca nadchodzącej zimy . Przełożyłoby się to na ceny węgla i prądu.
Na światowych rynkach surowcowych nie widać jednak paniki. Ceny są wysokie, wyższe niż na początku roku, ale w ostatnich tygodniach nie rosły, a w niektórych przypadkach wręcz spadały. Bardzo wyraźnie tanieją metale, co wynika z rosnących obaw o głębokie spowolnienie w Chinach. Ceny ropy i węgla utrzymują się na w miarę stabilnych poziomach. Polski rynek energii pokazuje zatem specyficzne obawy związane z dostępnością surowców energetycznych w Europie w perspektywie najbliższego roku. Gdyby ceny prądu utrzymały się na tak wysokim poziomie, to okres wysokiej inflacji będzie się przedłużał, a jednocześnie będzie ona wywierała coraz bardziej negatywny wpływ na dochody ludności i koniunkturę gospodarczą.

Z niepewnością dotyczącą efektów ewentualnego zatrzymania dostaw surowców zmagają się ekonomiści. Instytut Badań Strukturalnych – naukowy think-tank zajmujący się analizami ekonomicznymi – opublikował symulację reakcji gospodarki na ewentualne embargo na rosyjskie surowce energetyczne. Ekonomiści IBS oceniają, na podstawie swojego modelu, że w razie wystąpienia takiego embarga polski PKB byłby na koniec 2022 r. niższy od scenariusza bazowego o 0,2-3,3 proc. Pokazałem ten efekt na wykresie na tle scenariusza bazowego. Efekty opisane przez IBS w scenariuszu negatywnym oznaczałyby, że gospodarka weszłaby w dość gwałtowną recesję, choć byłaby to recesja znacznie płytsza niż wywołana przez COVID. IBS twierdzi, że efekty recesji byłyby społecznie odczuwalne, ale też możliwe do łagodzenia przy pomocy polityki fiskalnej.
Obawiam się, że model, który wykorzystał IBS, może nie doceniać niektórych negatywnych skutków embarga – związanych z niepewnością i niższymi inwestycjami, wyższymi cenami żywności na świecie czy niższym eksportem. Jednocześnie jednak można by argumentować, że gospodarka ma też wiele możliwości adaptacji, których taki model też nie jest w stanie ocenić. Pandemia pokazała, że adaptacja do wstrząsów może być dość szybka, firmy uczą się nowych sposobów funkcjonowania w warunkach zaburzeń. Można przypuszczać, że w warunkach embarga nastąpiłaby w niektórych obszarach gospodarki dużo szybsza adaptacja nowych źródeł energii typu pompy ciepła, wydłużone działanie elektrowni jądrowych w Niemczech itd.
Wniosek? Mgła wojenna (fog of war) obejmuje nie tylko pole walki, ale całe jego otoczenie, w tym otoczenie gospodarcze krajów sąsiadujących i właściwie wszystkich krajów świata. Ryzyko skrajnych scenariuszy gospodarczych w Polsce i Europie, szczególnie negatywnych, jest naprawdę duże. Jednocześnie jednak możemy pokładać dużą nadzieję w elastyczności gospodarki i jej zdolności do adaptacji, która jest dużo wyższa, niż się powszechnie wydaje.

