Goldman Sachs, Merrill Lynch i szwajcarski UBS uważają, że złoty jest mocno niedowartościowany. Widzą euro nawet po 3,5 zł. Rynek ignoruje te prognozy. Sparzył się, czy zareaguje z opóźnieniem?
4,15-4,30 zł w takim przedziale waha się kurs euro od miesiąca. Trzy próby wybicia kursu EUR/PLN ponad 4,30 zakończyły się niepowodzeniem. Notowania euro nie były w stanie trwale przełamać tej granicy. To pozytywny sygnał dla krajowej waluty. Z opublikowanych ostatnio raportów dużych zagranicznych instytucji finansowych rysuje się bardzo optymistyczna prognoza dla złotego. Goldman Sachs, Merrill Lynch i szwajcarski UBS uważają, że złoty jest silnie niedowartościowany. Ich zdaniem, na koniec roku kurs euro może spaść poniżej 4,0 zł. W przyszłym roku, według najbardziej optymistycznych prognoz (ML), za euro zapłacimy 3,45 zł. Bank ten od 22 września rekomenduje zajęcie długiej
pozycji (kupno) na PLN/CZK,
spodziewając się 6-procentowego wzrostu złotego wobec czeskiej korony.
Te trzy raporty, istotne, bo prezentujące oprócz prognoz walutowych radykalną rewizję w górę prognoz makroekonomicznych, zostały przez rynek zignorowane. Ubiegłotygodniowy wzrost kursu euro w okolice 4,30 zł nastąpił już po ich publikacji. To raczej nietypowe dla złotego. Zazwyczaj bowiem inwestorzy liczą się ze zdaniem londyńskich banków, a reakcja jest natychmiastowa. Tym razem brak reakcji to efekt nieobecności lub małej aktywności inwestorów zagranicznych na rynku złotego. Wydaje się, że w godzinach sesji europejskiej globalni inwestorzy na naszym rynku stanowią mniejszość. Potwierdza to analiza zależności pomiędzy notowaniami eurodolara i złotego.
Silna korelacja EUR/USD i złotego oznacza wzmocnienie naszej waluty przy zwyżce kursu eurodolara. Tymczasem zależność ta od pewnego czasu istnieje głównie poza godzinami pracy naszego rynku i daje się zauważyć szczególnie na sesji azjatyckiej i w drugiej części sesji amerykańskiej. Wzrosty kursu eurodolara na sesji europejskiej w bardzo małym stopniu przekładają się na złotego. To może oznaczać, że w godzinach pracy naszego rynku dominują lokalni inwestorzy: importerzy i inni uczestnicy rynku zabezpieczający ryzyko kursowe związane z krótkimi pozycjami w walutach obcych. Dane o bilansie płatniczym naszego kraju — wzrost importu i deficyt obrotów bieżących z ostatnich miesięcy — uzasadniają te przypuszczenia.
Zagraniczni inwestorzy bardziej zaangażują się na rynku złotego, jeśli prognozy gospodarcze znajdą potwierdzenie w realnych danych. Może to się stać najpóźniej po publikacji danych o dynamice PKB z trzeciego kwartału (30.11). Wzrost powyżej +1,5 proc. stanie się silnym impulsem do zakupów złotego, podobnie jak w lipcu, po danych z drugiego kwartału. Wartość PKB w trzecim kwartale przesądzi zatem, czy na koniec roku kurs EUR/PLN spadnie poniżej 4,0, czy też zamknie się w okolicy 4,20. Naszym zdaniem, bardziej prawdopodobny jest pierwszy scenariusz, zwłaszcza że w zestawieniu z walutami wliczanymi do koszyka rynków wschodzących złoty może sporo nadrobić.
Marek Wołos