Warszawscy inwestorzy mogą obecnie inwestować w akcje aż 46 zagranicznych spółek notowanych zarówno na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW), jak i na alternatywnym NewConnect. Tylko w ubiegłym roku nad Wisłą zadebiutowały 14 zagraniczne firmy. Dominują średnie spółki, których kapitalizacja nie przekracza kilkudziesięciu milionów euro.
Ofensywa zza Bugu
Aż 12 spółek na GPW pochodzi z Ukrainy. Ubiegły rok, a przynajmniej jego pierwsza połowa, obfitował w swoisty wysyp giełdowych ofert firm zza Bugu. Tej inwazji sprzyja aktywność GPW za naszą wschodnią granicą. Od kilku lat działa przedstawicielstwo w Kijowie, a w maju giełda utworzyła specjalny indeks dla tamtejszych spółek — WIG- -Ukraina. Dla większości ukraińskich spółek warszawska giełda jest pierwszym rynkiem, na który wprowadzają akcje.
Dzieje się tak dlatego, że tamtejszy rynek jest mocno zdywersyfikowany (działa kilka niewielkich, ale konkurencyjnych giełd handlujących akcjami), a skomplikowane i zmieniające się przepisy prawne nie zachęcają do debiutu w Kijowie.
Dlatego też większość firm, które zdecydowały się na debiut na GPW, jak potentaci branży rolno-spożywczej Kernel i Astarta, ma siedziby poza Ukrainą. Oprócz firm zajmujących się produkcją i handlem żywnością najliczniej reprezentowane są u nas ukraińskie spółki wydobywcze, m.in. Sadovaya i Coal Energy.
GPW, czyli drugi rynek
GPW jednak nie samymi ukraińskimi spółkami stoi. Dużą reprezentację na warszawskim parkiecie mają Czesi, których spółki notowane są głównie na zasadzie dual listingu, równolegle w Pradze i Warszawie. Tak jest choćby z największymi — potentatem energetycznym CEZ czy konglomeratem węglowym New World Resources.
Na podobnych zasadach od kilku lat na GPW obecny jest też węgierski gigant paliwowy MOL, którego akcjami handluje się też równolegle na rynku w Budapeszcie, czy od niedawna drugi co do wielkości bank Słowenii — Nova Kreditna Banka Maribor, którego akcje obecne są też na giełdzie w Lublanie.
Najnowszymi nabytkami GPW są dwie pierwsze spółki bułgarskie, które zadebiutowały pod koniec 2011 r. — Sopharma i Eurohold Bulgaria. Z powodu niesprzyjającej koniunktury na rynkach akcji ich debiuty trudno jednak uznać za udane — walory obu firm cieszyły się umiarkowanym zainteresowaniem polskich inwestorów.
Dual listing jest szczególnie popularny wśród nielicznych jeszcze na GPW firm spoza naszego regionu. W tym wypadku Warszawa jest wyraźnie drugim rynkiem, a większość transakcji zawieranych jest na macierzystej giełdzie. Tak jest w przypadku włoskiego giganta bankowego Unicredit (notowany równolegle w Mediolanie i we Frankfurcie) czy dwóch dystrybutorów alkoholi: francuskiego Belwedere (giełda w Paryżu) i amerykańskiego CEDC (Nasdaq).
Załamanie rynków w połowie 2011 r. wstrzymuje kolejne spółki, także zagraniczne, przed plasowaniem akcji na GPW. W ubiegłym roku chęć debiutu na GPW zgłaszało pięć kolejnych spółek z Ukrainy, po jednej z Rosji, Litwy i Słowacji. Na razie o tych planach zrobiło się nieco ciszej. Plany dual listingu wstrzymały też dwa banki: węgierski OTP i czeski Ceskoslovenska Obchodni Banka.
Akcje zagranicznych banków nie zrobiły kariery w Polsce
BA CA. 14 października 2003 r. z wielką pompą na GPW zadebiutowały akcje Banku Austria Creditanstalt, pierwszej zagranicznej spółki na warszawskim parkiecie. Na wieczornym bankiecie debiut wraz z członkami rządu i władzami giełdy uroczyście świętowała cała śmietanka warszawskiej finansjery. Zagraniczne akcje cieszyły się też dużym zainteresowaniem polskich inwestorów — na pierwszych sesjach po debiucie handel akcjami austriackiego banku liczony był w dziesiątkach milionów złotych. Na krótko też akcje Banku Austria weszły do WIG20 — indeksu największych spółek na GPW. Później nie było jednak już tak różowo, a dzienne obroty nie przekraczały kilkudziesięciu tysięcy złotych. Handel na chwile ożywił się w grudniu 2005 r., kiedy akcje austriackiego banku skupował jego nowy włoski inwestor, Unicredit. W wolnym obrocie pozostało niespełna 5 proc. akcji banku, którymi jednak handlowano głównie na parkiecie w Wiedniu. W Warszawie handel praktycznie zamarł. Latem 2007 r. już bez rozgłosu akcje banku znad Dunaju zostały wycofane z obrotu na GPW.
Unicredit. Zamiast Austriaków na GPW pojawiła się grupa Unicredit, inwestor BA CA (a równocześnie główny akcjonariusz warszawskiego Pekao). Była to wówczas jedna z największych grup bankowych w Europie, pod rządami charyzmatycznego prezesa Alessandro Profumo. Kapitalizacja Unicredit przekraczała wtedy 270 mld zł (aktualnie rynkowa wartość będącego w trakcie podwyższania kapitału banku z Mediolanu to „zaledwie” 30,5 mld zł, o 9 mld mniej, niż wynosi kapitalizacja Pekao). Debiut nie wywołał już takiego szału zakupów wśród polskich inwestorów jak wcześniej walory BA CA — handel akcjami rzadko przekracza kilkadziesiąt tysięcy złotych. Od początku inwestorzy zdawali bowiem sobie sprawę, że większość transakcji zawieranych będzie na giełdach w Mediolanie i we Frankfurcie, a nie w Warszawie. Sam debiut włoskiego banku na GPW miał być formą rekompensaty wobec polskich władz za zgodę na fuzję Pekao z częścią Banku BPH.
Nova KBM. Trudno za sukces uznać też debiut na GPW pierwszej spółki ze Słowenii — Nova KBM. Akcje banku z Mariboru zadebiutowały na GPW w maju ubiegłego roku. Wkrótce po debiucie agencje ratingowe Fitch i Moody’s znacznie obniżyły oceny banku, a w Warszawie handel praktycznie zamarł. Od majowego debiutu na GPW po cenie 32,21 zł kurs akcji słoweńskiego banku spadł o 55 proc., do 15 zł za walor.