W poniedziałek polski dług nadal taniał w ślad za zachowaniem rynków bazowych. Wzrost rentowności o 6-9 pkt baz. zanotowały niemieckie i amerykańskie obligacje, co musiało spowodować nasilenie wyprzedaży polskich papierów — oprocentowanie dziesięciolatek rosło wczoraj o 14 pkt baz., do 4,55 proc.
Złoty nie pogłębiał jednak przeceny. Wręcz przeciwnie — do godziny 16 zdołał umocnić się o 0,2 proc., do 4,3340 względem euro. Najprostszym wyjaśnieniem tego zjawiska jest obawa inwestorów spekulujących na osłabienie złotego, że ich działania spotkają się z wkroczeniem na rynek Narodowego Banku Polskiego i gwałtownym umocnieniem polskiej waluty. Ze względu na to, że ostatnia interwencja z 7 czerwca nastąpiła, gdy EUR/PLN był powyżej 4,31, to im dalej w górę będzie zmierzał kurs, tym większe prawdopodobieństwo reakcji banku centralnego.
Na razie NBP wydaje się zadowolony z efektu psychologicznego swoich poczynań sprzed dwóch tygodni. Atmosfera na rynkach finansowych pozostaje jednak wciąż napięta i kolejna fala wzrostu awersji do ryzyka wyniesie kurs euro do 4,40 zł. Uważam, że złoty ma potencjał do umocnienia, kiedy tylko uspokoi się sytuacja na rynkach zewnętrznych.