Rynek Unii nie przyjmie wyrobów bez znaku CE

Ewa Bęczkowska
opublikowano: 19-02-2001, 00:00

Rynek Unii nie przyjmie wyrobów bez znaku CE

Wśród przedstawicieli polskich firm panuje niejednoznaczna opinia na temat oznaczenia wyrobów eksportowych znakiem unijnym CE. Część z nich zdaje sobie sprawę, że jest to podstawowy warunek eksportu do krajów UE i łączy z nim duże nadzieje. Innych przedsiębiorców przeraża procedura oraz zbyt wysokie koszty, jakie musieliby ponieść w celu uzyskania tego certyfikatu.

Witold Lichoń,

Zelmer

Już w latach 70. sprzedawaliśmy swoje wyroby na rynek Europy Zachodniej. Wówczas uzyskały one niemiecki certyfikat jakości FDE. Natomiast w latach 80. otrzymaliśmy certyfikat na markę. Początek lat 90. przyniósł nowe wymagania dla eksporterów. Wówczas dla wszystkich naszych wyrobów uzyskaliśmy oznakowanie CE. Na jego przyznanie, zależnie od produktu oczekiwaliśmy od jednego do sześciu miesięcy. Średni koszt uzyskania certyfikatu dla jednego wyrobu to 5-6 tys. DEM. Kwota ta nie należy do najniższych, jednak obejmuje koszt badań przeprowadzonych przez niezależne (oprócz naszego) laboratorium oraz ocenę jednostki notyfikującej.

Jednak zyskania znaku CE dla wyrobu nie należy łączyć jedynie z kosztami. Otwiera on drogę do nowych rynków zbytu, a także jest potwierdzeniem, że oferowane przez nas wyroby spełniają wszelkie wymagane normy bezpieczeństwa. Daje również, co istotne, dobrą rekomendację w przypadku eksportu do krajów, które nie wymagają oznaczenia CE. Równocześnie ułatwia procedurę celną.

Wiesław Urbanek,

pełnomocnik ds. zapewnienia

jakości w Polarze

Jeśli warunkiem eksportu wyrobu jest oznakowanie CE, to musimy je zdobyć. Jednak procedura jego uzyskania jest bardzo złożona. Wyrób musi przejść badania laboratoryjne oraz ocenę niezależnej jednostki notyfikującej. Chociaż każda z nich, niezależnie od tego, w jakim kraju unijnym się znajduje, musi kierować się tymi samymi zasadami, to jednak procedura angielska różni się od niemieckiej. Ale to my, eksporterzy, musimy zrozumieć wszystkie te z pozoru niewielkie różnice.

Problemy dla przedsiębiorcy pojawiają się wówczas, gdy wyrób jest wadliwy. Dotychczas nie mieliśmy problemów proceduralnych z uzyskaniem znaku CE dla naszych wyrobów.

Na rynku polskim obowiązuje nas znak B, pod wieloma względami jest on bardzo podobny do oznaczenia obowiązującego na rynku unijnym. Mamy więc nadzieję, że modyfikacja polskich przepisów prawnych przyniesie w efekcie jeden znak, który będzie obowiązywał wszystkich producentów.

Andrzej Żółkowski,

kierownik działu konstrukcyjnego, Polskich Zakładów Optycznych

Podjeliśmy pewne działania w celu uzyskania znaku CE, jednak uznaliśmy, że nie jest to dla nas opłacalne przedsięwzięcie. Zbadaliśmy rynek pod kątem możliwości uzyskania tego oznaczenia dla naszych wyrobów m.in. w Niemczech i Holandii. Właśnie w tych krajach za ocenę naszych wyrobów zażądano około 50 tys. zł. Oczywiście koszt ten jest uzależniony od wyrobu. Jednak stawki są naszym zdaniem zbyt wysokie, jeśli wziąć pod uwagę, że najtańszy z produkowanych przez nas mikroskopów kosztuje zaledwie 1 tys. zł.

Poza tym, aby sprzedawać swoje wyroby ze znakiem CE, należy znaleźć odbiorcę o ugruntowanej pozycji na rynku Unii. Biorąc pod uwagę powyższe aspekty podjęliśmy decyzję o nie nadawaniu naszym wyrobom znaku CE. Jedynym plusem jaki zauważamy jest ewentualne wykorzystanie znaku w eksporcie na rynek krajów trzecich.

Michał Bojańczyk,

kierownik działu norm

i standardów w Hewlett-Packard

Nasze wyroby mają oznakowanie CE od dawna. W staraniach o uzyskanie oznaczenia zawsze korzystaliśmy z własnych badań. W 90 proc. wykonujemy je sami, a tylko w wyjątkowych sytuacjach korzystamy z niezależnych zewnętrznych laboratoriów.

Uważamy, że każdy nie posiadający wad technologicznych oraz spełniający wymogi bezpieczeństwa wyrób, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzi, jest w stanie sprostać wymaganiom unijnym. Każde przedsiębiorstwo, które chce eksportować na rynki UE, nie może uniknąć konieczności posiadania znaku CE.

Na pewno o wiele większe kłopoty w jego uzyskaniu mają producenci krajowi, dla których procedura wdrożenia jest bardzo kosztowna oraz czasochłonna. Koncerny międzynarodowe, a także większośc firm europejskich nie mają tego problemu. Muszą jedynie dostosować się do rynku lokalnego, na którym funkcjonują oraz do europejskiego prawodawstwa.

Ewa Bęczkowska

e.beczkowska pb.pl tel. (22) 611-62-17

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bęczkowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy