Rynki to lustrodla polityków

Inwestorzy w ostatnich latach często się mylili. Jednak to krótkowzroczne decyzje polityków wywołały największy od 30 lat kryzys

Powracająca co jakiś czas na rynki zawierucha sprawia, że znalazły się one w centrum zainteresowania mediów. Politycy przekonują, że to właśnie rynki ponoszą dużą część winy za gospodarcze kłopoty krajów.

I rzeczywiście, inwestorzy wyprzedają obligacje zadłużonych krajów strefy euro lub kupują instrumenty zabezpieczające przed ich upadłością. W ten sposób utrudniają finansowanie deficytów budżetowych. Wielkie banki inwestycyjne wywołują natomiast gwałtowne ruchy na rynkach walutowych.

— Spekulacja na polskiej walucie jest od kilku dni bezdyskusyjnym faktem — komentował we wrześniu osłabienie złotego premier Donald Tusk.
To tylko jedna z dziesiątek podobnych wypowiedzi.

Franco Frattini, włoski minister spraw zagranicznych, twierdził w listopadzie, że tąpnięcie na tamtejszym rynku obligacji było „przygotowanym atakiem spekulacyjnym”. Z kolei węgierskie ministerstwo gospodarki uznało obniżenie oceny wiarygodności kredytowej kraju przez agencję Moody’s za „część spekulacyjnego ataku” na Węgry. Nie w życiu na kredyt, ale w działaniach inwestorów źródła kłopotów upatrywali nawet Grecy.

Komentatorzy zauważają z kolei, że to rynki, a nie wyborcy zmieniają ostatnio premierów. Po tym jak niebezpiecznie skoczyły rentowności włoskich obligacji, ustąpić musiał premier Silvio Berlusconi. Negatywna reakcja rynków na pomysł rozpisania w Grecji referendum ws. pakietu cięć budżetowych kosztowała fotel premiera Jeorjosa Papandreu.

Głos w dyskusji nad udziałem inwestorów w rozprzestrzenianiu się kryzysu zabrał były prezes jednego z największych globalnych banków, Deutsche Banku, Hilmar Kopper. Przyznał on, że obok instytucji, takich jak MFW, EBC, i rządy równie głęboko zawiodły banki i agencje ratingowe. Stanowczo jednak odrzuca tezę, że to rynki stoją za kłopotami rządów.

— Rynek jest jak lustro, w którym politycy mogą się przeglądać. Jest bezstronne i nieprzekupne — oceniał Hilmar Kopper w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel”.

Można powiedzieć, że właśnie to lustro za pomocą zmian rentowności obligacji pokazywało, że zadłużenie krajów południa Europy przekroczyło bezpieczne granice. Z kolei osłabienie walut dotknęło te kraje, które żyły na kredyt i pozwoliły sobie na uzależnienie się od zagranicznego finansowania.

Oczywiście rynki nie były bez winy. Z dzisiejszej perspektywy widać, jak przesadnie optymistyczni byli inwestorzy u kresu poprzedniej hossy. Uwikłane w konflikt interesów agencje ratingowe przyznawały najwyższe oceny papierom opartym na wysoce ryzykownych kredytach hipotecznych.

Sprzyjające wiatry wykorzystały banki, które świetnie zarabiały na udzielaniu kredytów, których portfele następnie odsprzedawały inwestorom w formie obligacji. Lata prosperity sektora finansowego sprawiły, że zawrotne kwoty osiągnęły uposażenia w branży. Tak jak w ostatnich miesiącach rynkiem rządził strach, tak przed 2008 r. niepodzielnie królowała chciwość. Warto jednak zastanowić się, co spowodowało narastanie spekulacyjnych bąbli na rynkach. A były to właśnie decyzje polityków.

Gigantyczna hossa na rynku amerykańskich nieruchomości to nic innego jak tylko efekt utrzymywania niskich stóp procentowych przed Fed i polityki rządu wspierającej dostępność kredytów nawet dla tych Amerykanów, których nigdy nie byłoby stać na własne lokum. Fala taniego pieniądza napędziła zwyżki na wielu innych rynkach. Gospodarka się kręciła, więc nikt nie naciskał na europejskichpolityków, by cięli deficyty. Ci chętnie z tego korzystali, oferując swoim wyborcom wygodne życie na kredyt.

W Europie rządzący nie wyciągnęli wniosków nawet po pierwszej fali kryzysu. Zamiast ciąć nadmierne deficyty, zdecydowali, że najlepszą drogą do poprawy koniunktury jest zwiększenie wydatków. A to tylko zwiększyło moc, z jaką wybuchł zadłużeniowy kryzys. Poza oczywistymi przypadkami oszustw trudno jednak mieć pretensje do inwestorów i instytucji finansowych, że usiłowali zarabiać na trwającym szaleństwie.

To rządy są odpowiedzialne za nakładane na nie regulacje, nie mówiąc o prowadzeniu odpowiedzialnej polityki budżetowej. A właśnie błędy polityków w tych dziedzinach doprowadziły do zawieruchy, jakiej gospodarki nie przeżywały od przynajmniej trzydziestu lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Rynki to lustrodla polityków