O możliwości przepływu niektórych towarów między Wschodem i Zachodem decydują dziś warunki polityczne, czyli sankcje Unii Europejskiej, embargo Rosji i zagrożenie działaniami zbrojnymi. Efektem są ograniczenia w tej wymianie, ale także wyższe ceny usług finansowych w handlu zagranicznym. Jak z tymi wyzwaniami poradzą sobie polscy eksporterzy? Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny Bibby Financial Services, jest optymistą. Bo wierzy w elastyczność polskich firm, w ich umiejętność znajdowania nowych rynków zbytu. A biorąc pod uwagę skalę handlu między UE a Rosją, zauważa, że mamy do czynienia z wartościami dużymi, lecz nie przesądzającymi o przyszłości tych gospodarek.
— Nie jestem pewien, czy obroty te przekraczają 10 proc. eksportu Unii ogółem. Tych 10 proc. to wystarczająco dużo, by na pewien czas wybić nas z równowagi. Żyjemy jednak w zglobalizowanym świecie. Na naszym wschodnim sąsiedzie świat się nie kończy. W dobie szybkiego przepływu informacji, dóbr i ludzi łatwo jednak odrobić straty wynikające z obecnych zawirowań — uważa dyrektor Kuniewicz.
Zachód też niebezpieczny
W perspektywie 12 miesięcy szef Bibby Financial Services nie spodziewa się wprawdzie zmiany sytuacji, a tym samym zniesienia embarga. Zaznacza jednak, że to dostatecznie długi okres, by chętnych na nasze produkty znaleźć gdzie indziej.
Jak podkreśla, międzynarodowy handel nie znosi próżni i wyścig do bardziej wiarygodnych kontrahentów i na bezpieczniejsze rynki już się zaczął.
— Dwie fale kryzysu finansowego pokazują, że tąpnięcia w gospodarce następują coraz częściej, ale także to, że coraz szybciej umiemy odbić się od dna. Zapewne i tym razem poszczególne gospodarki i przedsiębiorstwa będą dynamicznie szukały nowych poziomów równowagi — przewiduje dyrektor Kuniewicz.
Chcąc sobie zrekompensować straty na Wschodzie, niektórzy polscy eksporterzy przerzucają się na mające opinię bezpiecznych rynki unijne. Tymczasem największymi dłużnikami rodzimych przedsiębiorstw są firmy z krajów UE, zwłaszcza Czechy, Słowacja, Niemcy i Francja.
— Liczba zleceń na odzyskanie należności od zagranicznych odbiorców polskiego eksportujest w zasadzie powiązana z dynamiką jego wzrostu: dwucyfrowe, kilkunastoprocentowe zwiększenie eksportu w pierwszym i drugim kwartale oznaczało nawet dwukrotnie większy, bo ponad 35-proc. wzrost kierowanych do nas zleceń windykacji zagranicznej w porównaniu do pierwszegokwartału ubiegłego roku — informuje Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections. Natomiast Krzysztof Kunie-wicz zwraca uwagę, że zaistnienie na innych rynkach oznacza nie tylko nowe ryzyka, a także potrzeby związane z budową konkurencyjności własnych produktów od podstaw. Kluczem do sukcesu — twierdzi — mogą się okazać wszelkie formy wsparcia eksportu i finansowania transakcji handlowych. Poleca zwłaszcza faktoring, który — jak przypomina — jest z definicji narzędziem wsparcia eksportu, a szerzej — wymiany zagranicznej.
— To handel i transport dóbr przez ocean zadecydowały o powstaniu tego instrumentu. W dzisiejszych okolicznościach faktoring wróci do swej pierwotnej misji finansowania handlu tam, gdzie większego znaczenia nabiera odległość i czas oczekiwania na dostawę. Instytucje finansowe będą szły tą drogą, bo tego oczekują firmy — twierdzi Krzysztof Kuniewicz.
A co z firmami, które nadal chcą wysyłać swoje towary do Rosji lub na Ukrainę? Czy one również mogą liczyć na wsparcie banków? Andrzej Puta, dyrektor departamentu finansowania handlu w HSBC, nie ma wątpliwości. Podkreśla jednak, że pomoc kosztuje teraz więcej niż przed zawirowaniami.
— Instytucje finansowe stosują zawsze te same procedury, gdy na jakimś lokalnym rynku dochodzi do perturbacji gospodarczych czy politycznych. Wystarczy wspomnieć wcześniejsze kryzysy, czy ten związany z Arabską Wiosną, czy w Kazachstanie, Argentynie lub Grecji. Wtedy też banki zachowywały daleko posuniętą ostrożność. Nie oznacza to zakręcenia kurka z pieniędzmi dla eksporterów, ale baczniejsze przyglądanie się poszczególnym krajom lub regionom dotkniętym problemami — tłumaczy dyrektor Puta.
Eksporterzy kupują w polskich bankach komercyjnych tzw. potwierdzenia, czyli rodzaj polisy, który pozwoli im odzyskać pieniądze, jeśli zagraniczni kontrahenci okażą się niesolidni lub niewypłacalni. W spokojnych czasach koszt takiego ubezpieczenia może być nawet klika razy niższy niż w bardziej burzliwym okresie. Przykład: gdy zaczął się kryzys kazachstański, ceny potwierdzeń zwiększyły się z 1 do 3-4 proc. wartości eksportu.
— Ten wzrost ma związek z większym ryzykiem. W razie kryzysu zawęża się lista banków na lokalnych rynkach zagranicznych, z którymi mogą współpracować polskie instytucje finansowe. Jedne są niewiarygodne w ich oczach, z kolei inne za takie w swoich sankcjach uznaje Unia Europejska — tłumaczy Andrzej Puta. Nadzieją dla eksporterów działających na trudnych rynkach są także programy rządowe, realizowane np. przez Bank Gospodarstwa Krajowego, w których to Skarb Państwa pokrywa ewentualne straty polskich przedsiębiorców.


