Rząd daje inwestorom, ale i wymaga

aktualizacja: 06-09-2017, 15:51

Cała Polska będzie strefą ekonomiczną, ale nie wystarczy już tylko zainwestować i stworzyć etaty – liczy się jakość i miejsce.

158,3 tys. miejsc pracy i 117,2 mld zł inwestycji do 2027 r. – tego oczekuje Ministerstwo Rozwoju dzięki wprowadzeniu zmian, dzięki którym cała Polska stanie się strefą inwestycji. „PB” informował o planach na początku tygodnia, a szczegóły podał w Krynicy wicepremier Mateusz Morawiecki, który nazwał zmiany „nie drobną korektą, tylko prawdziwym prorozwojowym przełomem w polityce gospodarczej Polski”.
 
Liczy się jakość
Zwolnienia podatkowe otrzymają firmy inwestujące na terenie całego kraju, a nie w wydzielonych punktach objętych obszarem specjalnej strefy ekonomicznej (SSE) – dziś to niecałe 25 tys. ha, czyli mniej niż 1/10 proc. kraju. Pod uwagę będą brane kryteria jakościowe i ilościowe, a nie tylko wartość inwestycji i liczba utworzonych miejsc pracy. Zachęty podatkowe potrwają 10-15 lat, a w przypadku inwestycji na terenie obecnych stref – dodatkowe 5 lat. Dziś przepisy pozwalają na zwolnienia podatkowe w SSE tylko do 2026 r. (w przeszłości ten termin był wydłużany).
Preferencje podatkowe będą zależeć od trzech kwestii: lokalizacji inwestycji, jej charakteru i jakości tworzonych miejsc pracy. Powinny uwzględniać założenia Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR). Będzie się liczyć zatrudnienie kadry ze specjalistycznym wykształceniem lub wysokopłatne miejsca pracy, zgodność inwestycji z polityką rozwojową kraju i jej proeksportowy charakter. Ważny będzie rozwój naukowy obliczany na podstawie współpracy z ośrodkami badawczymi, akademickimi i działalnością B+R, a także rozwój klastrów. MR zwróci uwagę na zrównoważony rozwój przeliczany na podstawie lokalizacji inwestycji (np. na terenach z wysoką stopą bezrobocia), a dodatkowe punkty będzie można dostać przy inwestycjach wspierających mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa realizowane w średnich i małych miastach albo na wsi. Liczyć będzie się także rozwój zasobów ludzkich mierzony według oferowanych dodatkowych świadczeń dla pracowników czy wsparciu ich w zdobywaniu wykształcenia i kwalifikacji.
 
Gdzie łatwiej
Inwestycja może dostać maksymalnie 10 punktów za zgodność z SOR. Przy uzyskaniu 60 proc. firma spełni kryteria jakościowe. Niższe są wymagania na terenach mniej rozwiniętych, na których wyższa jest intensywność pomocy publicznej. Wystarczy spełnić 50 proc. kryteriów jakościowych na terenach, na których dopuszczalna pomoc publiczna to 35 proc., czyli w województwach: kujawsko-pomorskim, lubuskim, łódzkim, małopolskim, opolskim, pomorskim, świętokrzyskim, zachodniopomorskim oraz w podregionach ciechanowsko-płockim, ostrołęcko-siedleckim, radomskim i warszawskim wschodnim, a także na obszarach wskazanych w „Programie dla Śląska”. Jeszcze mniej - 40 proc. kryteriów jakościowych - należy spełnić w województwach Polski wschodniej, gdzie pomoc publiczna sięga 50 proc. – lubelskim, podkarpackim, warmińsko-mazurskim i podlaskim.
 
Mocne strefy
W nowym systemie wzrośnie rola spółek zarządzających strefami. Będą głównym punktem kontaktu w regionie i regionalnym koordynatorem udzielania pomocy publicznej – zwolnień podatkowych i dotacji rządowych. Staną się centrum wiedzy dla inwestora. MR przydzielił powiaty do poszczególnych SSE – w prezentacji pokazano już podzieloną mapę, choć z informacji „PB” wynika, że pozostało kilka spornych terenów. Dziś zarządy stref obsługują firmy znajdujące się nie tylko w ich pobliżu. Np. tereny LG w Kobierzycach pod Wrocławiem obsługuje strefa tarnobrzeska, a podstrefę w Szczecinie ma mielecka.

Wyświetl galerię [1/2]

Mateusz Morawiecki fot. Marek Wiśniewski

Ściągamy kaganiec
Paweł Tynel, partner w EY
To fundamentalna zmiana, która z jednej strony odpowiada na potrzeby przedsiębiorców, a z drugiej – na oczekiwanie Komisji Europejskiej. Ściągamy sobie kaganiec, który często wiązał nam ręce i spowalniał cały proces, bo wymagał zmiany rozporządzenia Rady Ministrów, żeby włączyć do danej strefy wybrane przez firmę grunty. Bruksela chce, by państwa członkowskie stawiały inwestorom coraz wyższe wymagania. Racjonalne jest oczekiwanie od inwestorów czegoś więcej niż określonych nakładów inwestycyjnych i miejsc pracy, zważywszy, że w Polsce problem bezrobocia jest drugorzędny, a liczba etatów nie mówi wszystkiego o jakości inwestycji. Sensowne jest jasne postawienie sprawy i wyższe oczekiwania w lokalizacjach, które sobie świetnie radzą. Teraz firma, która nie spełnia 60 proc. wymogów, może rozważyć inwestycję w lokalizacjach z wyższą intensywnością pomocy, w których kryteria są niższe, np. we wschodniej Polsce.
Brakującym elementem jest termin wejścia w życie zmian. Jesteśmy jednak w tym samym miejscu, co w 2011 r., gdy termin obowiązywania stref został wydłużony z 2020 r. do 2026 r. Wówczas dyskusja nabrała tempa i podjęto decyzję o przedłużeniu SSE. Teraz zamiast zmiany terminu, wprowadzany jest nowy system wsparcia. Inwestorzy oczekują, że nastąpi to jak najszybciej. Myślę, że będzie to początek przyszłego roku. Każdy miesiąc w zawieszeniu to potencjalny problem dla kolejnych przedsiębiorców.

Doganiamy rywali
Rafał Pulsakowski, starszy menedżer w PwC
Zmiany są przemyślane, a ich kierunek jest dobry i spójny z wcześniej sygnalizowanym planem. Uwolnienie zwolnienia podatkowego od granic terytorialnych jest długo oczekiwanym uelastycznieniem. Powinno wpłynąć na zwiększenie ilości i skali nowych inwestycji w Polsce, przyspieszyć podejmowanie decyzji, ale także poprawić konkurencyjność Polski w porównaniu z krajami regionu, których nie wyprzedzamy pod kątem przyjazności systemu wsparcia, ale wyraźnie doganiamy. System eliminuje sztywny okres działania zwolnień podatkowych. 2026 r. zbliża się wielkimi krokami, z roku na roku strefy traciły na atrakcyjności. Nawet, gdyby ten termin kolejny raz wydłużyć, pozostałby problem sztywnego deadline’u, który różnicuje inwestorów i daje preferencje firmom, które dostają zezwolenia wcześniej. Teraz każdy będzie miał konkretny okres na wykorzystanie zwolnień podatkowych w myśl zasady: im większe zwolnienie, tym więcej czasu. Firmy inwestujące na terenach mniej rozwiniętych dostaną podwójne preferencje: łatwiejszy dostęp do zwolnień ze względu na niższy minimalny pułap punktowy oceny projektu oraz dłuższy okres na korzystanie ze zwolnienia.
Kluczowe jest dzisiaj, kiedy system zostanie wprowadzony. Zmiany trzeba będzie zapewne skonsultować z Komisją Europejską i przekonać, że nowe zasady wciąż będą się mieścić w unijnych regułach nie wymagających nowego programu pomocowego. Gdyby trzeba było negocjować nowy program, mogłoby to dłużej potrwać.

 

3 pytania do…
wicepremiera Mateusza Morawieckiego
 
„PB”: Na czym polegają planowane zmiany?
- Chcemy, żeby cała Polska była jedną wielką strefą ekonomiczną. Dziś mniej niż 1 proc. terenów jest pokrytych SSE, a wiele gmin i powiatów na uboczu bez odpowiedniej infrastruktury ma ciekawych burmistrzów, wójtów, a przede wszystkim ludzi i chcemy im umożliwić przyciąganie inwestorów. Gdy zmiany wejdą w życie, co, mam nadzieję, nastąpi w pierwszej połowie przyszłego roku, nie będą musieli zabiegać o poszerzenie strefy. Będą mogli według kryteriów, które preferują obszary o dużym bezrobociu, zaniedbane i dają przewagę małym i średnim firmom, nakłaniać inwestorów do przyjeżdżania do swoich gmin. Chcemy w ten sposób zaktywizować rejony, które leżały na uboczu procesów inwestycyjnych. Gdyby zrobić sondaż na ulicy i spytać, z czym się kojarzą strefy ekonomiczne, większość osób wskazałaby inwestorów zagranicznych. My chcemy zaktywizować polską przedsiębiorczość, zwłaszcza małe i średnie firmy. Przez odpowiednio dobrane kryteria ułatwiamy inwestowanie nawet od 200 tys. zł.
 
Jakie będą efekty zmian?
W ciągu dziesięciu lat liczymy na sto kilkadziesiąt miliardów dodatkowych inwestycji. Przyniosą nie tylko miejsca pracy, bo w kryteriach są zaszyte mechanizmy innowacyjności, które powinny popchnąć przedsiębiorców z różnych branż na wyższy poziom.
 
W Polsce chcą inwestować JP Morgan, LG Chem – kto jeszcze?
JP Morgana nie mogę potwierdzić, bo umowa nie została podpisana, ale rozmowy są zaawansowane i przebiegają pozytywnie, więc jest bardzo duża szansa. Są duzi inwestorzy z branży lotniczej i motoryzacyjnej. Bardzo się cieszę, że eksport w produkcji motoryzacyjnej ma w tym roku szansę przekroczyć 100 mld zł.

Rozmawiał Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Rząd daje inwestorom, ale i wymaga