Rząd nic nie wiedział. Nic?

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2002-06-28 00:00

Od ujawnienia informacji o kłopotach Stoczni Szczecińskiej wszyscy zainteresowani sprawą zadają sobie żelazne pytanie: kto jest winien. Trudno być sędzią w tej sprawie, warto jednak przyjrzeć się argumentom podawanym przez osoby obwiniane za klęskę spółki.

Skarb Państwa (SP) deklaruje, że będzie ratował stocznię, ale od miesięcy zbiera cięgi za zbyt późną reakcję na jej kłopoty. SP ma prawie 10 proc. akcji, a Maciej Leśny, wiceminister gospodarki, był w latach 1998-2001 członkiem rady nadzorczej Porty Holding... z ramienia BRE Banku. Dziś zapewnia, że nic nie wskazywało na kryzys czekający spółkę, a rada nadzorcza otrzymywała raporty i wyniki audytów pokazujące, że przedsiębiorstwo jest w dobrej kondycji. Jak zapewnia wiceminister, nie było powodu, by im nie wierzyć. Podkreśla również, że o zastawie BRE Banku na akcjach Porty Holding dowiedział się pełniąc funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki. Rada — co podkreśla wiceminister — nie miała też kontroli nad wydawaniem przez zarząd środków z kredytów na budowę statków.

Nie kontrolowały tego również banki. Kredyty zaś były podobno wydawane na projekty, które z podstawową działalnością stoczni nie miały nic wspólnego. Najczęściej wymienia się w tym wypadku Portę Petrol, operatora terminalu paliwowego. Byli menedżerowie Porty Holding podkreślają natomiast, że inwestowali w różne dziedziny gospodarki, aby holding w przypadku recesji na rynku stoczniowym zarabiał dzięki zdywersyfikowaniu działalności. Problem jednak w tym, że inwestycje okazały się nietrafione.

Są też i tacy, którzy uważają, że nie bez winy w bankructwie stoczni są pracownicy przedsiębiorstwa. Długo upierali się bowiem przy blokowaniu jakichkolwiek działań restrukturyzacyjnych, nie zgadzali się na redukcję zatrudnienia i cięcia płacy.

Wnioski nasuwają się same. Znalezienie winnych kłopotów Stoczni Szczecińskiej nie uratuje spółki. Powinno być jednak przestrogą dla innych, by pamiętali o kontrolowaniu wydatków i konieczności rozliczenia się z podejmowanych planów inwestycyjnych.