Komisja gospodarki nie będzie bezkrytycznie przyjmować rządowych projektów niekorzystnych dla biznesu — zapewnia Artur Zawisza, jej szef.
„Puls Biznesu”: Panie pośle, co teraz będzie z polską gospodarką?
Artur Zawisza: Będzie dobrze.
Czyżby? premier w swoim exposé wymienił sprawy gospodarcze dopiero na czwartym miejscu...
Po raz pierwszy w kampanii wyborczej główne ugrupowania licytowały się tym, kto chce bardziej obniżyć podatki. Wobec PiS wysuwano nawet zastrzeżenia, że chcemy je obniżać zbyt radykalnie, co groziłoby trudnościami zbilansowania budżetu...
Żartuje pan?
Absolutnie nie. PiS obrało wyraźny kurs na obniżanie podatków. Niższe podatki są lepsze nie tylko dla gospodarki, ale także dla życia społecznego. Uważam, że im mniejszy budżet, tym lepiej dla państwa.
To dosyć oryginalna teoria.
Chodzi o to, aby mniejsza część PKB była redystrybuowana poprzez budżet, czyli żeby więcej pieniędzy zostawało w firmach i gospodarstwach domowych. To nieuchronna konsekwencja obietnic złożonych przez PiS.
Kiedy więc rząd przedstawi projekty ustaw obniżających podatki?
Zasadnicze zmiany podatkowe wejdą w życie dopiero od 2007 r. Jednak Rada Ministrów powinna do Bożego Narodzenia przyjąć projekty zmian w podatkach dochodowych, zakładających m.in. obniżkę CIT z 19 proc. do 18 proc. oraz ustalenie dwóch stawek PIT — 18 proc. i 32 proc. Jako przewodniczący komisji gospodarki będę naciskał rząd, aby tak się stało.
A co z progami podatkowymi?
Trwa dyskusja w PiS, czy 32-proc. stawka PIT powinna obejmować osoby o rocznych dochodach przekraczających 100 tys. zł czy 80 tys. zł.
Które rozwiązanie ma więcej zwolenników w rządzie?
Niestety, próg 80 tys. zł, ale ostatecznie zadecyduje Sejm.
Jak będzie wyglądać ulga prozatrudnieniowa? Firmy dostaną po 1000 zł na każdego nowego pracownika?
Są wątpliwości prawne co do jej skonstruowania, aby nie dochodziło do nadużyć. Dlatego premier nie odniósł się do tej ulgi w exposé.
Co komisja gospodarki mogłaby dobrego zrobić dla przedsiębiorców? Czy ma pan już harmonogram działania?
W ministerstwie gospodarki powstał już zespół deregulacyjny, który zaproponuje daleko idące zmiany. Będzie posiłkował się raportami organizacji przedsiębiorców o barierach prawnych dla gospodarki...
Jakieś konkrety?
Musimy uwolnić działalność gospodarczą. Przede wszystkim zmieniając ustawę o swobodzie gospodarczej. Trzeba poprawić przepisy dotyczące kontroli firm, aby rzeczywiście w firmie mogła być przeprowadzana tylko jedna kontrola w danym czasie. Koniecznie należy też zmniejszyć liczbę koncesji oraz rozmaitych zezwoleń, ograniczyć opłaty za prowadzenie działalności...
Czy to nie kłóci się z wyraźną tendencją rządu do zwiększania obecności państwa w gospodarce i życiu społecznym?
Państwo w niektórych dziedzinach musi być obecne i aktywne, ale nie ulega wątpliwości, że aby się rozwijać, gospodarka musi mieć więcej swobody.
Przedsiębiorcy wiele sobie obiecują po ustawie o partnerstwie publiczno-prywatnym. Czy uda się rozkręcić w Polsce tego typu inwestycje?
Rząd powinien pilotować najważniejsze i wzorcowe projekty, aby pokazać, jak to się robi. Musi się udać. Apelowałem o to w trakcie debaty nad exposeé premiera.
Każdy wie, jak bardzo nasze prawo gospodarcze jest zabagnione. W jaki sposób pańska komisja będzie dbać, aby uchwalane prawo było lepsze?
W kancelarii premiera będzie wzmocniony zespół prawników pracujących nad tzw. oceną skutków regulacji. Projekty rządowe będą z każdej strony prześwietlane, aby było jasne, dlaczego dana ustawa jest konieczna, jakie są alternatywne rozwiązania, co się stanie, jak ustawa nie wejdzie w życie, a co — jak wejdzie w życie w zmienionej formie. To tak jak w procesie kanonizacyjnym — trzeba uruchomić adwokata diabła, który przy każdym projekcie ustawy będzie wskazywał rządowi najgorsze możliwe skutki danej regulacji. Nawet je wyolbrzymiając, aby rząd poważnie się zastanowił nad każdym aktem prawnym.
Do komisji trafia rządowy projekt zawierający przepisy niekorzystne dla gospodarki. Lojalnie wobec premiera uchwalacie go czy odrzucacie?
Mam nadzieję, że do takich sytuacji nie dojdzie. Wierzę w fachowość tego rządu. Jednak w ostateczności może dojść do konfrontacji i odrzucenia projektu.
Czy odważy się pan zostać adwokatem diabła, w roli osoby ostrzegającej rząd o niebezpiecznych skutkach danej regulacji i przekonującej do zaniechania wprowadzania przepisów niekorzystnych dla gospodarki?
W takim rozumieniu — tak. Ale ufam, że nie będzie to potrzebne.
Czy ma pan już zastępców?
Oczywiście. Wiceprzewodniczacymi komisji gospodarki są: Małgorzata Ostrowska z SLD, Adam Szejnfeld i Tadeusz Aziewicz z PO oraz Leonard Krasulski z PiS.
Mocna ekipa.