Rząd szykuje znikające obligacje

opublikowano: 09-03-2017, 22:00

Instytucje finansowe dostaną nowy instrument. Dla jednych będzie wentylem bezpieczeństwa, dla innych — szansą na wyższy zysk i nowym rodzajem ryzyka

Ministerstwo Finansów pracuje nad wprowadzeniem do polskiego prawa papierów dłużnych, które w przypadku problemów emitenta będą umarzane. Nabywcy nie będą mogli z tego tytułu wnosić żadnych roszczeń. Dla odróżnienia od zwykłych obligacji „znikające” dostaną inną nazwę. „Prowadzone są prace analityczne, których celem byłoby umożliwienie emisji w Polsce instrumentów kapitałowych kwalifikowanych do kapitałów dodatkowych Tier1 (AT1). Natomiast nie zapadło jeszcze żadne rozstrzygnięcie na temat kształtu tego instrumentu, jego nazwy, a także terminu jego przedstawienia” — przekazało nam Ministerstwo Finansów.

Na kłopoty — dług

Z odpowiedzi resortu wynika, że nowy papier wartościowy będzie mógł emitować wyłącznie sektor finansowy. Nasze źródło twierdzi, że chodzi o banki i domy maklerskie, a być może także towarzystwa ubezpieczeniowe.

— W przypadku banków i domów maklerskich unijną podstawę prawną stanowią rozporządzenie CRR i dyrektywa CRD IV. Towarzystwa ubezpieczeniowe podlegają dyrektywie Solvency II, co komplikuje objęcie ich tą samą regulacją prawa krajowego — twierdzi nasze źródło. Sama idea nowych obligacji to pomysł na zwiększenie stabilności sektora finansowego w sytuacji kryzysowej. Jeśli nic złego się nie stanie, papiery będą obsługiwane jak każda obligacja. Jeśli jednak kapitał własny instytucji finansowej spadnie poniżej poziomu określonego w warunkach emisji, zostaną umorzone w całości lub części. Dług stanie się kapitałem własnym, czyli równoważnym akcyjnemu.

CoCos po polsku

Mechanizm nowego instrumentu odpowiada warunkowym zamiennym papierom wartościowym (contingent convertible securities — CoCos), które na Zachodzie pojawiły się po ostatnim kryzysie finansowym. CoCos występują

w dwóch wariantach. Jeden zakłada, że konsekwencją umorzenia jest zamiana na akcje. Od obligacji zamiennych na akcje CoCos różni to, że ich nabywca nie ma wyboru — w razie problemów kapitałowych emitenta zamiana następuje automatycznie. Drugi wariant, który — jak wynika z naszych informacji — ma przewagę, zakłada, że CoCos są po prostu umarzane. Struktura akcjonariatu ich emitenta pozostaje taka sama, a nabywcy nie stają się akcjonariuszami (co najwyżej — odzyskują część pieniędzy).

— Resort wychodzi z założenia, że samo umorzenie bez konwersji na akcje jest prostsze, bardziej przejrzyste i w równym stopniu uciążliwe dla wszystkich nabywców. W przypadku konwersji na akcje można sobie wyobrazić sytuację, że emisję nowego instrumentu objęłaby zagraniczna spółka matka polskiego banku i po konwersji jej udział w akcjonariacie wzrósłby do takiego poziomu, że mogłaby doprowadzić do tzw. wyciśnięcia akcjonariuszy mniejszościowych — tłumaczy osoba orientująca się w sprawie.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Pomny doświadczeń z akcjami Nova KBM i CEDC, notowanymi kiedyś na GPW, resort Mateusza Morawieckiego chce też maksymalnie utrudnić dostęp do CoCos inwestorom indywidualnym. Nie tylko na rynku pierwotnym. Jeden papier wartościowy ma mieć wartość nominalną nie mniejszą niż 100 tys. EUR, co — biorąc pod uwagę zwyczajowe zaokrąglenia — oznacza 450-500 tys. zł. Potencjalni nabywcy wypowiadają się na razie bardzo ostrożnie.

— Z perspektywy funduszu dłużnego taki instrument niesie podwyższony poziom ryzyka i mocno zbliża się do akcji. Wiele zależy oczywiście od standingu emitenta, nie wykluczamy więc inwestycji w takie papiery, ale w naszych funduszach dłużnych ludzie chcą uzyskać godną stopę zwrotu, nie podejmując dużego ryzyka — komentuje Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych w Union Investment TFI, będącym potentatem na rynku funduszy dłużnych.

— Wygląda to dość skomplikowanie, choć w praktyce może będzie łatwiejsze do zrozumienia. Aby TFI czy OFE zainteresowały się takimi instrumentami, musiałyby one być notowane — dodaje Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI, które w ogóle nie ma funduszu obligacji.

Polakom już znikały akcje

Polscy inwestorzy mają już pewne doświadczenia z instrumentami finansowymi, które w kryzysowych sytuacjach znikają, mimo że ich emitent formalnie nie zostaje postawiony w stan upadłości. Na przełomie 2013 i 2014 r. przecierali oczy ze zdumienia, gdy okazało się, że z ich rachunków maklerskich wyparowały akcje słoweńskiego banku Nova KBM.

Przeżywająca problemy instytucja została dokapitalizowana przez słoweński bank centralny. Akcje notowane na GPW nie uległy jednak rozwodnieniu, lecz po prostu zostały anulowane. Wszystko zgodnie ze słoweńskim prawem. Nieco wcześniej to samo przydarzyło się akcjonariuszom CEDC, producenta wódki Żubrówka, zarejestrowanego w amerykańskim stanie Delaware. Wielu inwestorom otworzyło to oczy na ryzyko związane z inwestowaniem w papiery wartościowe spółek zarejestrowanych poza Polską.

OKIEM EKSPERTA

Ciekawa opcja dla rynku

DR HAB. PAWEŁ WAJDA

kancelaria Baker & McKenzie Krzyżowski i Wspólnicy

CoCos pozwala instytucji finansowej pozyskiwać kapitał w korzystnym okresie, a wykorzystywać go w najtrudniejszym, gdy trudno znaleźć chętnych na objęcie nowych akcji lub obligacji. Mechanizm automatycznego umorzenia czy też automatycznej konwersji na kapitał własny powoduje też, że CoCos są relatywnie wysoko oprocentowane, wyżej niż obligacje podporządkowane, które pozwalają pozyskać kapitał Tier 2. Jeśli więc pojawią się w polskim prawie, to nagle okaże się, że można nabyć obligację wyemitowaną przez szacowną instytucję finansową, oprocentowaną korzystniej niż obecnie. Z punktu widzenia inwestorów jest to też instrument stosunkowo bezpieczny. Od 2009 r., kiedy pojawiły się w Europie Zachodniej, nie doszło jeszcze do ich automatycznego umorzenia czy konwersji. Obawy o to wystąpiły w przypadku problemów Deutsche Banku, ale ostatecznie nie doszło do spadku jego współczynników kapitałowych poniżej poziomu uruchamiającego konwersję.

Nawet w okresie ostatniego kryzysu nie wystąpiła sytuacja, w której kapitał podstawowy CET 1 banku komercyjnego — i to nawet zagrożonego upadłością — spadłby poniżej 7 proc. W praktyce rynkowej, biorącej pod uwagę koszt pozyskania kapitału w formie CoCos, jest to poziom kapitałów, przy jakim warunki emisji uwzględniają umorzenie.

Warto też pamiętać o wpływie CoCos na GPW — być może będą notowane, a każdy nowy instrument zwiększa zainteresowanie giełdą. CoCos są korzystne z punktu widzenia adekwatności kapitałowej banków, np. w obszarze współczynnika dźwigni finansowej, który już niedługo będzie musiał być uwzględniany przez krajowe banki. Istotny jest też ich pozytywny wpływ na współczynnik wypłacalności banków, co może zaowocować tym, że istotnie mniej dolegliwe staną się zalecenia KNF dotyczące zakazu wypłaty dywidend.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu